Ćpałem odkąd pamiętam.
Na moje 10 urodziny zamiast dmuchania świeczek z tortu dostałem od starych gram mefedronu, który wciągnąłem na raz. Od tamtej chwili wiedziałem, że nie mogę przestać i będzie mi ciężko.
W moje 15 urodziny coś się zmieniło, wieczorem nie mogłem se zwalić konia, jakby zepsuł mi się sprzęt do jazdy konnej.
Postanowiłem z tym skończyć więc spotkałem się z moim najlepszym przyjacielem Multim.
Wchodząc na stary plac zobaczyłem tego irytującego pedała Szymona...
Jednak nie wiem czemu ale za każdym razem gdy go widzę mój mały penisek pulsuje i staje na baczność, tak było i tym razem. Gdy go ujrzałem odrazu mi stanął, problem z erekcją sam się rozwiązał.
Szymon sugestywnie puścił mi oczko na co nie wiem czemu ale odruchowo złapałem się za swoje przyrodzenie.
-Cześć Igor, Co ty wyprawiasz chłopie?- zjawił się Multi i to akurat w tak wstydliwej sytuacji
-Nie zauważyłem cię stary.-zbiłem pione z przyjacielem jak gdyby nigdy nic.
-Słuchaj.. zadzwoniłeś do mnie i chciałeś o czymś porozmawiać, brzmiałeś na bardzo zaniepokojonego.- powiedział troskliwie Multi
-Wiem..-spojrzałem w stronę Szymona próbując zrozumieć dlaczego tak na mnie działa.
-Ja chyba muszę skończyć z ćpaniem.- wyrzuciłem to z siebie
-Żartujesz sobie?- Multi zabrzmiał na bardzo zdenerwowanego
-Nie żartuje, od tej kokainy i zioła chuj mi nie chce stać, nie mogę tak dłużej.- Spojrzałem na Multiego a ten chwycił mnie za szyje i przyparł do siebie.
-Posłuchaj, mam aktualnie w kieszeni 5 gramów najlepszego mefedronu w trójmieście, a ty mi wyskakujesz z takim czymś?- Multi patrzył mi głęboko w oczy mówiąc te słowa jednak nie widziałem w nich złości, tylko rządze.
-Przepraszam.- ledwo wydusiłem z siebie bo przyjaciel dalej trzymał mnie mocno za szyje.
Po chwili namysłu Multi mnie puścił.
-Rób jak uważasz ale dużo na tym stracisz, mnie napewno.-odszedł
Zacząłem kaszleć i nie mogłem przestać, ten gnój trzymał mnie tak mocno, jeszcze chwila a bym został uduszony.
-Wszystko dobrze?- usłyszałem najprzyjemniejszy głos na świecie jednak przez kaszel nie mogłem spojrzeć na mojego anioła stróża.
-Pomóc ci?- dopiero po chwili uspokoiłem kaszel i spojrzałem wprost a to co zobaczyłem było szokujące. To był Szymon.
-Nie. Pójdę już.- udawałem zimnego i wrednego drania jednak w głębi duszy coś mnie w nim kręciło. Za każdym razem gdy tylko spojrzałem na niego mój penis zaczynał swój rytuał erekcyjny, jakby sam bóg położył mi na nim ręke, a może nie bóg a diabeł? Moje myśli za każdym razem są tak brudne więc chyba muszę przestać oszukiwać sam siebie i powiedzieć wprost...
Jestem gejem.
CZYTASZ
Łysa miłość
RomanceĆpun i gangster, tylko te słowa mogą opisać łysego buntownika z ulicy różanej. Miłość odmienia jego życie i doprowadza go do szaleństwa.
