Ciemność.
Była wszędzie. Otaczała go i kreowała jego drogę. Podążał nią z świadomością, że była ona zarówno w przodzie, jak i z tyłu, z prawej, i lewej. Wypełniała całe pomieszczenie, jeżeli miejsce jego przebywania było 'pomieszczeniem'.
Ciemność była wszędzie. Przyrosła do jego ciała niczym pleśń. A może pleśń była ciemnością, a ciemność pleśnią? Wyniszczająca natura obu istot łączyła się idealnie w jeden byt, dlaczego więc nie uznać, że to jedno i to samo?
Idąc takim tokiem myślenia, do ciemności możemy przypisać wszelakie istnienia o podobnych cechach. Więc i czy on nie stawał się ciemnością, a ciemność nim? Jeżeli ona wypełniała całą przestrzeń, prostym wnioskiem było, że i on był przestrzenią wypełnioną. Bowiem ta była skażona, a on wszedł w skażenie z pełną świadomością, dlatego była to jego wina, albo wina ciemności jako tego samego? Przecież to on był nią, a ona była nim, dlaczego więc teraz nie zrzucimy jego win na nią, jako że ona, będąca nim jest powodem swojego istnienia, a on powodem jej egzystencji? Jego czyny należą do niej, a jej zniszczenia do niego, bowiem są tym samym, a ten kto jest drugim staje się pierwszym, a ten pierwszy jest i drugim, więc jedność stała się wielokrotnością, wielokrotność jednością, a liczba mnoga przestała istnieć.
Jeżeli wielokrotność jest jednością, a jedność wielokrotnością, to i byty mnogie kończą swoją egzystencję, zmieniając się w byty pojedyńcze, a byty pojedyńcze w byty mnogie. Bowiem od teraz powiadam, że planety nie istnieją, a istnieje planeta. Woda nie istnieje, a istnieją wody. Koń nie istnieje, a istnieją konie. Palec nie istnieje, lecz istnieją palce, a palce nie istnieją, bowiem istnieje palec. Ludzie też, przestali istnieć, a ostatnim człowiekiem jesteś Ty - Sally.
Gdyż to Ty wybrałeś ciemność, by była Tobą, a ona wybrała Ciebie, byś był nią.
♡
Travis przesiadywał w jednej z swoich ulubionych kawiarni, gdzie spędzał swoje smętne po południa, kończąc resztki swojej pracy jako księgowy.
Wystrój był prosty - ściany były drewniane, najprawdopodobniej zrobione z drewna orzechowego, wysmarowane integratem do drewna, czy jakimś lakierem. Blondyn wiedział to dlatego, że deski owych ściań lśniły nienaturalnym blaskiem, ilekroć spotykały się z porannymi, bądź wieczornymi promieniami słonecznymi. Tak było też teraz, bowiem zachodzące słońce przyszło się pożegnać z kochaną kawiarnią, poprzez troskliwe pogłaskanie losowo porozrzucanych żółtych, bawełnianych kanap obok stolików, których kolor odpowiadał wcześniej opisywanym ścianom. Dystans pomiędzy każdym stolikiem był tak idealny, że ruch chociażby o milimetr zabużyłby tutejszą harmonię, ponieważ nie były one na tyle blisko, by móc słyszeć każdy szczegół pobliższej konwersacji, ale też nie na tyle daleko, by niezagospodarowana pusta przestrzeń wypełniała klientów dyskomfortem.
Gdzieniegdzie były poupychane kwiatki. Na parapetach popularny storczyk, a w innej doniczce zaś był bluszcz, zwinnie oplatający wolną przestrzeń dookoła. Widok tylu roślin był doprawdy zdumiewający dopiero po dłuższej obserwacji. Widzisz słońce, które niczym matka otacza kwiat, dostarczając mu energię niezbędną do życia (fotosyntezy). Gdy bardziej się przyjrzysz zobaczysz rozweselone, bardziej rozjaśnione barwy kwiatu, jakby w geście szczęścia na widok swych ukochanych promieni słonecznych rozjaśnił stare, ponure barwy, otwierając swe serce.
Travis nigdy nie podejrzewał siebie o utożsamianie się z kwiatami - symbolem piękna i czystości. Z czasem jednak zaczął zauważać pewne abstrakcyjne podobieństwa.
Relacja z kwiatami była skomplikowana, gdyż tylko nieliczni umieli ją utrzymać. Kwiat wymagał niezliczonych pokładów cierpliwości i pamięci - rosnął tygodniami, ale dziennie domagał się wody, słońca, odpowiedniej temperatury, ¿miłości?
Kwiat też był bardziej przyjazny, gdy rozjaśnił swoją aparycję dzięki obecności słońca. Travis, też, rozjaśniał swoje włosy. Jakby w absurdalnym geście zrobienia z siebie kogoś bardziej przyjaznego, miłego dla oczu. Czemu geście absurdalnym? Ach, odpowiedź jakże prosta!
YOU ARE READING
Kielich Piekła - Salvis
FanfictionTravis zatraca się w swojej świadomości, odkąd zaczął śnić snami Sally'ego. Po raz kolejny czuje to dziwne przywiązanie dla tych upierdliwych niebieskich włosów, których powinien pozbyć się z głowy już w liceum. Modern au jak cos, nie ma kultu !! dz...
