Nonense #O - Ucieczka, towarzysz i wróbel -

115 7 8
                                        

Ciągły wyk syren doprowadzał mnie już do szału. Kryłam się w ciemnych kontach kiedy bezmózga straż przebiegała obok mnie. Zwinnie omijałam kamery będąc coraz bliżej celu. Kiedy miałam już pięknym kopem wybić szybę i uciec z tego więzienia zwanego centrum strefy dwunastej, poczułam jak coś przeszywa całe moje ciało, a nogi pode mną się uginają. Ale skoro i tak już (po raz kolejny) mnie złapali może po trochu przedstawię się i opowiem gdzie jestem by niebyło niezrozumiałości, a więc. Obecne znajduję się w dwunastej Strefie, która nie jest niczym innym jak miastem otoczonym „murami". Samych stref jest siedemnaście i wszystko wygląda prosto: przy centrum znajdują się same szychy a potem robi się coraz gorzej, jak się można spodziewać przy tych „murach" są ci najbiedniejsi. Jednak nie są to osoby na krańcu społeczeństwa. Tacy znajdują się poza murami zdani na samych siebie oraz ci z zakładów karnych. Sama nazwa centrum wszystko mówi. Znajduje się tu „władca" całej strefy. Jest to zwykły tchórzliwy grubas i niestety mój ojciec, który ze strachu o to, że zniszczę jego „królestwo" trzyma mnie niczym zwierze w klatce i faszeruje psychotropami. Nazywam się Ringo choć nie, tak mnie nazwał tylko ten gbur gdyż przez moje piętnastoletnie życie nie miałam matki i nadal nie mam, ale jakoś się tym nie przejmuje. Jeśli chodzi o moje imię to mam różne. Zależnie gdzie jestem. Nie należę do panienek, które interesują się modą i wyglądem. Ba! Nigdy nawet nie dotknęłam kosmetyków. Mimo to nie jestem brzydka, mogę śmiało powiedzieć, że ładna. Mam długie tak raczej do tyłka proste włosy. Kolor choć jest specyficzny, naturalny. Acz bowiem mam włosy w niebieskich odcieniach. Od błękitu po granat. Trafi się też niebiesko-zielony czy biały lubi czarny. Nie powiem jak dokładnie to wygląda bo te kolorki zmieniają co jakiś czas swoje ułożenie. Nie wiem czemu tak mam, nie wiem dlaczego, ale jest to fajne. Mam także bladą skórę i całe czarne oczy! Co kocham, kocham widzieć jak ludzie się ich boją. Nie jestem normalna. Nie zaprzeczam, że jestem mocno pierdolnięta w ten łeb. Taka tam psychopatka. Hah! Wracając do wyglądu, mam metr sześćdziesiąt i jestem silniejsza niż zmutowany goryl na sterydach. Od piętnastu lat siedzę w tej puszcze, oraz od tylu lat jestem króliczkiem doświadczalnym tego „uja-luja". Więc co się dziwić, że zmieniłam się w psychicznego potworka. Słowo gdybym mogła już dawno bym ich pozabijała. Jednak na razie wole wydostać się stąd poza mury. A potem zniszczyć tą jak i inne strefy. Innym mogą mydlić oczy jednak nie mi.

Siedziałam w gabinecie Sabela - Bo tak nazywa się mój ojciec. I słuchałam rozmowy z jego „prawą ręką". Twierdzą, że sprawiam im za duże zagrożenie, co nie przeczę, więc chcą mnie gdzieś wysłać. Do miejsca zwanego Anglią. Kiedyś, bardzo dawno był to kraj, jeden z wielu. Zanim to technologia i wojna zapanowała nad światem. Teraz „Anglia" to miejsce gorsze od zakładów karnych. Nie ma mowy by z niego wyjść. Czy przeżyć nawet miesiąc. Więc muszę wymyślić jak stąd uciec. Mogę spróbować wybić szybę znajdującą się przede mną i wyskoczyć tylko co potem? Znajduje się jakieś trzydzieści metrów od ziemi. To czyste samobójstwo... dla zwykłego cywila.Zaśmiałam się pod nosem i szybko poderwałam się na nogi i zanim ta dwójka zareagowała wybyłam kolanem okno, odpychając się i unikając odłamków szkła i ręki siwego mężczyzny zaczęłam lecieć w dół. Przyjemne uczucie już wiem czemu ptaki tak często latają, niestety szybko usłyszałam alarm więc musiałam jak najszybciej znaleźć się za strefą. Tam już będę mogła.łatwiej przed nimi uciec. Kiedy znalazłam się wystarczająco nisko by wylądować na dachu przy bliskiego budynku obróciłam się do odpowiedniej pozycji. Niefartowne lądowanie bywa czasem komplikujące, zrobiłam przez nie kilka fikołków, mimo to szybko się pozbierałam i zaczęłam biec dalej skacząc z jednego bloku na drugi, czasem nawet na czyjeś balkony. Nie raz nawet machając do zaskoczonych cywili.

Byłam już blisko celu. Brama do ścieków, które znajdowały się wewnątrz murów była w zasięgu ręki. Jednak kiedy byłam już jakieś dwadzieścia metrów od niej perfidnie zamknęła się. Straż coraz bliżej a czasu coraz mniej, wszystko jeszcze utrudnia ulewa. Zauważyłam w kroplach wody czyjąś sylwetkę. Prawdopodobnie chłopaka. Zawołał mnie gestem ręki i zaczął oddalać się. Może to być pułapka nie powinnam iść ale zdrowy rozsądek opuścił mnie dawno, a chęć wydostania się stąd jest silniejsza niż zastanawianie się czy mogę mu zaufać. Zaczęłam biec w stronę obcego, który chyba zauważając to sam zaczął biec. Nie rozumiem o co chodzi, ale nie zamierzam odpuścić najwyżej skręce mu kark i znajdę jakąś drogę ucieczki. W najgorszym wypadku będę wspinać się. Biegłam za nim przez jakieś krzaki potykając się co gdzie rusz, a obraz przed oczami kilka razy się rozmazywał. W końcu nieznajomy raczył się zatrzymać. Z resztkami sił dobiegłam do niego i złapałam go za rękę by na mnie spojrzał. Po opalonej twarzy spływały mu krople wody, a w zielonych oczach widziałam coś dziwnego. Coś co podpowiadało mi, że przy nim będę bezpieczna. Ignorując to dalej przyglądałam się chłopakowi. Miał półdługie złote włosy związane w krótki kucyk. Delikatne rysy twarzy i... uśmiech. Coś czego nie widziałam od lat. Normalny, szczery uśmiech. Oczy zaczęły zachodzić mi mgłą jednak zignorowałam to. Chciałam rozejrzeć się dookoła zobaczyć gdzie jestem. Jednak widok zmienił się w nicość.

Obudził mnie cichy trzask. Nerwowo podniosłam się i zaczęłam rozglądać dookoła szukając epicentrum dźwięku. Był nim kominek, w którym palił się ogień. Przetarłam twarz i zaczęłam penetrować wzrokiem pomieszczenie. Nie było duże. Obok wcześniej wspomnianego kominka z czerwonej cegły były drzwi z ciemnego drewna. Przy ścianie obok nich znajdowały się pułki z książkami. Łóżko na którym siedziałam przykryta jakimś kocem było w rogu. Obok niego stał mały stolik i kolejne drzwi, obok których tym razem była drabina. Przy kominie stała mała sofa. Ciężko było mi wypatrzeć coś więcej przez półmrok panujący w pomieszczeniu. Podskoczyłam do góry gdy usłyszałam kolejny dźwięk. Znów zaczęłam rozglądać się dookoła. Otworzyłam szeroko oczy gdy ujrzałam na stoliku niebieskiego wróbla, który z przekrzywioną główką przyglądał mi się.

Siedząc po turecku ze zmarszczonymi brwiami wpatrywałam się w mojego "wybawce", który z iskrami rozbawienia w oczach robił to samo. W dłoniach trzymał lekko podrdzewiałą tacę z jakimiś owocami nie wygladajacymi apetycznie i kubkami zapewne z jakąś cieczą. Kiedy w końcu odwróciłam wzrok usiadł obok mnie cały czas uśmiechając się.

- Jak ktoś mieszkający w miejscu gdzie panuje wojna może być tak wesoły? - Mruknełam cicho właściwie do siebie jednak chłopak najwyraźniej mnie usłyszał gdyż jego uśmiech zastąpiła mina zdziwienia. Jak by nie patrzeć jest niczego sobie. I ta masa piegów na twarzy, których nie ukrywam zazdroszczę blondynowi. Z zamyśleń wyrwał mnie jego ciepły głos.

- A dlaczego mam nie być? W końcu znalazłem kogoś kto nie jest zapatrzony w ten sztuczny świat.

- Ha! I co niby planujesz? Myślisz, że pomogę ci?

- No... Mam taką nadzieję. Po ubiorze wnioskuje, że jesteś z centrum.

- No i?

- Ty znasz miasto, ja znam te regiony i wiele przydatnych kontaktów.

Spojrzałam na niego jak na wariata. Znowu się uśmiecha! Już mnie tym powoli denerwuje. Ale chyba ma rację nie znając tego miejsca nie mam szans na przeżycie.

- Niech będzie...

- Super! Jestem Domenic, a ty?

- Mów mi Amnesia - ścisnełam mocniej jego dłoń przez co grymas bólu pojawił się na jego twarzy. Przyciągnęłam go do siebie tak że nasze twarze dzieliły milimetry - Pamiętaj. Jeżeli będziesz coś kombinować za moimi plecami skręce ci kark.

Zielonooki przytaknął na pakt zrozumienia. Puściłam jego dłoń wyciągając się na łóżku. Mam nadzieję, że mogę mu zaufać.

------------------
Dzięki, że dotrwałeś drogi czytelniku aż do końca! Mam nadzieję, że nie zanudziłam, i że jeszcze tu wpadniesz :)
Zachęcam do pozostawienia po sobie śladu c:

NonenseOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz