Mia

141 3 0
                                        


- Mia zbieraj się! Wyskoczymy na drinka- moja przyjaciółka krzyczy do telefonu.

-Sara nie dziś, nie mam siły, znowu leżę chora- odpowiadam ledwo mówiąc.

-Schade. Ty ciągle jesteś chora, powinnaś iść wreszcie do lekarza- odpowiada.

-Dobrze wiesz, że nie mam na to czasu, za parę dni jest odbiór tego nowego osiedla na Weddingu. Muszę być w formie- odpowiadam nie wierząc, że uda mi się doprowadzić to do końca.

- Gdybyś czego potrzebowała to dzwoń. Tschüss!

Odkładam telefon i patrzę w sufit. Nie mam już siły, od pół roku non stop jestem chora. To chyba z przemęczenia- tyram jak wół. Rodzice mieli racje-po co była mi ta architektura, mogłam ich posłuchać i zostać prawnikiem jak oni. Odrzucam od razu tę myśl od siebie. Właśnie dlatego nie poszłam na prawo- chciałam uniknąć takie życia. Z dzieciństwa pamiętam tylko rozmowy przy stole na temat rozpraw, wyroków. Rodzice ciągle siedzieli z nosem w aktach lub w laptopie. Dla mnie mieli czas tylko podczas urlopu, który trwał zazwyczaj tydzień, w ciągu którego non stop dzwonili klienci. Kancelaria Hofmannów była znana prawie w całych Niemczech. „Hofmannowie- adwokaci od spraw niemożliwych". Opinia mówiła sama za siebie- ciężko sobie na nią zapracowali. Ja miałam inne marzenia i na pewno nie było wśród nich zostanie adwokatem. Choć moi rodzice na to liczyli, ja poszłam inną drogą. Mój starszy brat z kolei wybrał ich drogę i dołączył do zacnego grona adwokatów. Andreas jest bardzo ambitny, rzadko się zdarza, że przegra sprawę, którą prowadzi. Kilka razy słyszałam jak rodzice kłócili się z nim, że bierze jakieś szemrane spraw, ale nigdy nie podpytywałam go co to za sprawy. Pewnie dlatego, że się mijamy. Mieszkamy w ogromnym domu na obrzeżach Berlina. Słowo mieszkamy za dużo brzmi. Dom służy nam tylko do spania. Zazwyczaj w tygodniu się mijamy, jadamy na mieście. Czasem w weekend uda nam się spotkać przy rodzinnym stole ale też nie koniecznie w komplecie. Andreas ma swoje mieszkanie do którego ucieka, gdy potrzebuje przestrzeni, czyli jak wyrwie jakąś panienkę na jedną noc. Muszę przyznać, że przystojniak z tego mojego brata- wysoki, dobrze zbudowany, jego mocne rysy twarzy sprawiają, że wygląda na bardzo surowego faceta- młodsza wersja mojego ojca. Wyglądają wprost identycznie. Ja zaś figurę i urodę odziedziczyłam po mamie i dokładnie tak jak ona kocham szpilki. Czasem budowlańcy łapią się za głowę, gdy wpadam na budowę z kaskiem na głowie i w szpilkach. Obie pomimo szpilek na nogach mocno stąpamy po ziemi. Nigdy nie widziałam, żeby moja mama płakała- ja zresztą też nie płaczę- nawet nie pamiętam takiej sytuacji. Mam jeszcze siostrę, ale taką z wyboru, nie rodzoną- Sara. Na nią zawsze mogę liczyć. Znamy się od przedszkola. Często po szkole zamiast iść do domu, szłam do Sary. Tam zawsze czekał na nas ciepły obiad- jej mama w przeciwności do mojej nie była zajęta karierą. Nie żebym głodowała- jadałam na szkolnej stołówce ale czasem brakowało mi takiej rodziny jaką widziałam u Sary. Na mnie zawsze czekał pusty dom. Po mimo, że mamy już 29 lat nadal się przyjaźnimy i wspieramy. Mam nadzieję, że tak już będzie zawsze...

Schade z niem.szkoda

Tschuss- zniem, cześć

Nowe wyzwaniePříběhy, které tě pohltí. Začni objevovat