Powiem w ten sposób – warto było. Okej, trochę złamałyśmy rozkaz z Yoną, żebyśmy poszły zbadać ruiny, ale w opuszczonym kasztelu też mogło być coś ciekawego. I było. Kolacja, którą przyszykowałam, była przednia, Yona wysprzątała salę biesiadną, a Thorn ogarnął
z piwniczki najlepszy alkohol. Nawet te bestie nie były w stanie nam przeszkodzić. On nas ocalił... Bohater... Yona wpadła w panikę, zresztą nie dziwię się – te istoty były naprawdę obrzydliwe... Ludzie zarażeni plagą, o szarej skórze, w ubraniach, a raczej szmatach, niczym worki pokutne, zębach jak u drapieżnej ryby. Ja zamiast paniki poczułam coś innego... ta świadomość spadła nam mnie jak grom z jasnego nieba... Tylko Thorn nas może uratować...
I zrobił to. Głowa przywódcy tych ludzi na talerzu w stu procentach to potwierdzała, a my kontynuowaliśmy picie, jedzenie i śpiewy. Tylko bidulka Yona trochę przesadziła i pijackim bełkotem zadawała w kółko jedno pytanie:
- Ale jak to... niiicccc...mmmmiii nie jessss?
Próbowała wstać, jednak prawie wylądowała na podłodze. Jej suknia była poszarpana po walce z tym... czymś, a włosy roztargane w każdą stronę. Thorn podszedł do niej, pomógł jej wstać, spojrzał na mnie porozumiewawczo i wyszedł z moją przyjaciółką z sali.
Miałam okazję bardziej przyjrzeć się pomieszczeniu. Alkohol trochę mi szumiał
w głowie, ale to jeszcze nie była ilość, która mogłaby mnie położyć. Wstałam i podeszłam do gobelinów, które zdobiły ścianę, przy której leżały trupy tych istot, niedawno nazywane jeszcze ludźmi. Fakt, że zostały po nich tylko plamy czarnej, obrzydliwej mazi, zamiast krwi. Szczerze, nie obchodziło mnie to. Miałyśmy tego unikać, a że przeszkodzili nam w zabawie, to za to zapłacili. W prawdzie swoją głową, ale to było w moim stylu. I stylu Thorna. On się nie patyczkował.
-Chyba koniec na dzisiaj, hm?
Odwróciłam się gwałtownie i rozejrzałam po sali. Była ogromna, że względów bezpieczeństwa nie oświetlaliśmy całej- te bestie leciały do światła niczym ćmy. Zamrugałam kilkukrotnie, nie będąc pewna, skąd dochodzi głos.
-Thorn? – zapytałam, czując, że mógł głos chrypie jeszcze bardziej niż zwykle.
-Wolałabyś kogoś innego? – podszedł do mnie, by być bardziej widocznym.
Czułam, że moje policzki robią się czerwone. To pewnie przez alkohol.
-Nie, skąd to pytanie? – odruchowo odrzuciłam warkocz do tyłu.
Ładny ten warkocz. Muszę poprosić Yonę, by nauczyła mnie go robić.
-Pora się położyć, Mirno – wyciągnął dłoń w moim kierunku, ignorując moje pytanie. – Dużo dzisiaj przeszłaś.
-Ja? – spytałam, nerwowo się śmiejąc. – Nie takie rzeczy przeżyłam.
-Najważniejsze, że jesteś z nami.
Czułam, że robi mi się coraz cieplej w klatce piersiowej. Niemożliwe, by wino było aż tak mocne. Thorn zaprowadził mnie do jednej z sypialni pani domu. W życiu nie widziałam takich luksusów, a przed kolacją miałam okazję z nich korzystać. Pierwszy raz w życiu miałam szminkę na ustach. Dziwne uczucie.
-Połóż się, widzimy się jutro – pomógł mi się położyć i skierował się do wyjścia.
-Zostań ze mną – wychrypiałam, wyciągając do niego rękę.
Poczułam, jak żal ściska me serce. Musiał nie usłyszeć. Na Aniołów, co się ze mną dzieje? Muszę mu podziękować, że nas uratował. Byłam mu to winna. Tak trzeba.
Z niemałym trudem podniosłam się z łóżka i zaczęłam błądzić po kasztelu. Najpierw sprawdziłam piwniczkę z alkoholem. Sądziłam, że będzie to pewny strzał, jednak i tym razem się pomyliłam. W sumie sporo dzisiaj wypiliśmy, po co miałby pić więcej w samotności?
-Może sala jadalna? – mruknęłam do siebie, idąc korytarzem.
Znowu pusty strzał. Wzięłam do ręki jeszcze niedopitą butelkę wina i obeszłam całe pomieszczenie. Kaganek pozostawiony przez Yonę okazał się nader przydatny. Ciemność korytarzy aż napawała czymś, złowrogim, złym. Niepokój coraz bardziej ogarniał moje serce. A jak nas zostawił? W końcu obiecał odprowadzić nas do kasztelu, a o ruinach nic nie mówił. Porozmawiamy o tym. Może miał dosyć naszego jęczenia i stwierdził, że ma to w nosie. Nie, to nie w jego stylu, on jest rycerski. Bywa okrutny, arogancki, ale jest rycerski. Jego ruchy, aparycja i te oczy... matowa, przerażająca czerń... pasuje mu to. I ten uśmiech. Uśmiech bohatera.
Z jednego z pokoi usłyszałam odgłosy krzątania. Trochę mnie zmroziło... A co jeśli tych bestii jest więcej? Spojrzałam na butelkę i doszłam do wniosku, że poza jej zawartością może służyć za niezłą broń. Podeszłam do drzwi i delikatnie zastukałam. Ucichło. Przełknęłam głośniej ślinę i spięłam obolałe mięśnie. Takiego widoku się nie spodziewałam. Thorn był w zwykłej, białej, eleganckiej koszuli, świetnie wykrojonych spodniach. Kątem oka zauważyłam dużą, metalową balię, pod którą rozpalone było małe ognisko.
Był zaskoczony moim widokiem, tak jak ja jego.
-Nieźle się tu urządziłeś – wskazałam brodą na przygotowaną kąpiel.
-Właśnie miałem skorzystać- odparł, ręką poprawiając włosy. – A ty...?
-Pomyślałam, że nie może zostać niedopite – podniosłam wyżej butelkę z trunkiem. – A samej pić to tak trochę słabo.
-Jak najbardziej, zapraszam – otworzył szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka.
Szybko rozejrzałam się po sypialni. Bez wątpienia to była sypialnia pana domu. Oparłam się o biurko, nie zwracając zbytnio uwagi na otaczające mnie luksusy. Szczerze, już trochę mnie przytłaczały. Tęskniłam za moją kuźnią. Jednak w tym momencie najważniejszy był teraz on – bohater.
-Twoje zdrowie – podniosłam jeszcze raz butelkę i upiłam spory łyk z butelki.
-Czym sobie zasłużyłem? – zapytał, odwracając głowę w moją stronę.
-Jeszcze pytasz? – prychnęłam. – Uratowałeś nas. Nie dałybyśmy im rady, gdyby nie ty. Jesteś prawdziwym bohaterem.
-Obowiązkiem prawdziwego rycerza jest bronienie damy w opresji- uśmiechnął się lekko.- Nawet damy, która ledwo mieści się w sukienkę i preferuje noszenie się po męsku.
-Ej, o kim to niby było? – uniosłam brwi podirytowana. – Suknie nie są wygodne w...
-W walce – przerwał mi, zabierając mi butelkę. – Powiedz mi, Mirno... Co Ty będziesz robić, jakbyś miała przestać zajmować się walką?
Zamrugałam kilkukrotnie zdziwiona pytaniem. Czy to jakaś forma gry? Podstęp? Szczerze, nie zastanawiałam się nad tym, co będzie po pokonaniu mojej siostry. Teoretycznie miałam wrócić do mojej kuźni, do Raciborza. To był mój dom... Ale czy naprawdę tego chciałam.
-Nie myślałam o tym – odparłam, spuszczając wzrok. – Zresztą, skąd to pytanie...?
Nim zdążyłam skończyć zdanie usłyszałam cichy plusk wody. Nie mam pojęcia, ile myślałam nad tą odpowiedzią. Podniosłam głowę i poczułam, jak robię się czerwona. Thorn rozłożył się w balii ciepłej wody, jak gdyby nigdy nic. Kiedy on zdążył się rozebrać? Kiedy postawił butelkę na stoliku tuż przy nim? Jak to się w ogóle stało?!
-C-co ty wyprawiasz?! – pisnęłam, szybko odwracając głowę.
Czemu tak się zachowywałam? Jak byłam w Kompanii Niedźwiedzia widziałam mnóstwo nagich mężczyzn i nie robiło to na mnie wrażenia. No, może na początku. Dlaczego teraz czułam, że serce mi bije jak szalone? Dlaczego nerwowo poprawiałam włosy? Ostatnio tak czułam się przy Anglasie... Nie, to niemożliwe... A w sumie... Co w tym złego? To chyba normalne, że kobieta pragnie męskiego towarzystwa, nawet w trudnych czasach. Szczególnie w trudnych czasach. Tylko dlaczego odwróciłam wzrok? Czy to dlatego, że chciałam uszanować jego prywatność, czy może dlatego, by nie widział, że się rumienię? A może dlatego, że chciałam powstrzymać chichot jak u głupiej nastolatki? Chyba każda z tych opcji była po trochu prawdziwa.
-Mówiłem Ci, że miałem zamiar skorzystać z kąpieli, prawda? Zawsze byłaś roztargniona, ale żeby aż tak?
-Może mam Ci umyć plecy? – zapytałam pół żartem, pół serio, stojąc bokiem do niego, delikatnie zasłaniając dłonią widok na balię. Ale tak tylko trochę.
-Yoną nie byłem zainteresowany, to czemu miałbym być tobą? – plusk wody sugerował poruszenie w balii.
Auć. To zabolało. Miał rację. Yona była o wiele ładniejsza ode mnie. Drobna, kobieca,
o orientalnej urodzie. No i nie miała ciała pokrytego bliznami i podciętych strun głosowych,
a przez co jej głos nie brzmiał jak stare drzwi.
-Dlaczego w ogóle pomyślałeś, że jestem zainteresowana? – po wzięciu głębokiego wdechu podeszłam do balii, wzięłam butelkę i nalałam wina do kieliszków. Było mi wszystko jedno. Opierając się o brzeg wanny, podałam mu jedno z naczyń, a ze swojego upiłam trochę.
-Na początku nieźle kombinowałaś, mieszając w to Yonę – odparł, wypijając wino. – „Thorn, Yona chce ci coś powiedzieć”.
-Ale ona naprawdę... – zaczęłam się tłumaczyć.
- A-a-a – przerwał mi, podnosząc palec w górę.- Potem już byłaś bardziej bezpośrednia. Nieczęsto podczas trzeciego spotkania, i to jeszcze po latach, niemal stykam się z dziewczyną nosami. A potem przychodzi do sypialni z butelką wina.
-Aha, ale oglądanie mnie od stóp do głów, odwracanie twarzy, jakbym była towarem na wystawę i wejście do balii w mojej obecności wcale nie świadczy o zainteresowaniu, tak?
Chwilowy triumf w jego oczach zniknął i spojrzał na mnie poważnie, lustrując mnie od stóp do głów. Przełknęłam ślinę, ale nie drgnęłam. Nie wiem czemu, ale jak Thorn był poważny, od razu atmosfera robiła się bardziej gęsta.
-Tak cię zaskoczyłem pytaniem, że nawet się nie zorientowałaś, że się rozebrałem- zaśmiał się, zachowując się tak, jakbym nie zadała poprzedniego pytania.. – Oj, Mirno, Mirno, masz poczucie humoru lepsze niż twoja siostra.
-Ej, a może specjalnie tak zrobiłeś, żebym cię nie zobaczyła w negliżu - nachyliłam się lekko do niego z uśmiechem, przy okazji podziwiając jego muskulaturę. Cóż mogę rzec, prawdziwy rycerz i bohater.
-Sugerujesz mi coś? – spojrzał na mnie lekko zbity z tropu. – Że niby się wstydzę?
-Ja tam nie wiem – wzruszyłam ramionami, prostując się. – Na każdym idealnym pomniku musi być jakaś rysa.
-Och, a ty się niby nie wstydzisz? – odparł z przekąsem. – Czerwienisz się jak nastolatka, piszczysz jak szczeniak, a ja chciałem tylko zażyć kąpieli i odpocząć. Pfff, wielkie mi rzeczy.
-Ja się wstydzę?! – aż zacisnęłam pięść. – Błagam Cię, nie takich wojów widziałam nago i nie przed takimi byłam naga.
-Czyżby?
Rozległ się głośny plusk wody i ujrzałam Thorna w całej swej okazałości. Stanęłam jak wryta, trochę nie bardzo wiedząc, co robić. Moje oczy były na wysokości jego obojczyków i zmuszałam się, by nie spojrzeć w dół. Po krótkiej chwili zrobiłam krok w tył, żeby łatwiej nawiązać kontakt wzrokowy. „Nie patrz w dół, nie patrz w dół, patrz na twarz, on ma taką cudowną twarz, ten uśmiech, te oczy. NIE PATRZ W DÓŁ”, powtarzałam sobie w głowie.
-Straciłaś już do końca głos? – przechylił głowę w lewą stronę, uśmiechając się krzywo.
Na Aniołów, ten uśmiech mnie rozbrajał, a z drugiej strony doprowadzał do szału. Pełen arogancki, pychy i pewności siebie. Uwielbiam go.
-Nie, nie straciłam – odparłam, odkładając kieliszek na półkę. – Udowodniłeś, że nie masz się czego wstydzić, gratuluję. Jednak ten pomnik jest idealny. Pełen arogancji, ale idealny.
- Punkt dla mnie – jego dłoń przejechała po moim policzku i zatrzymała się na mojej żuchwie. – Wygrałem, więc mogę sobie odebrać nagrodę.
Poczułam, jak moje stopy odrywają się od miękkiego dywanu (jak to dobrze, że zdjęłam wcześniej buty, by go nie ubrudzić) i ląduję w balii ciepłej wody. Próbowałam się podnieść, ale skończyło się to mocniejszym chwytem Thorna, który usadowił się za mną i objął w pasie.
-Hej, jestem w ubraniu! – oponowałam, próbując wyjść z tej niezapowiedzianej kąpieli.
-Na to też możemy coś zaradzić – odparł, rozwiązując moją koszulę. – Ale przestań się wiercić, wylejesz całą wodę.
Moje ubranie wylądowało na podłodze z głośnym ciapnięciem, a ja siedziałam naga
z mężczyzną, o którym bym wcześniej nie pomyślała, że będzie zdolny do takich gestów wobec mnie.
-Dużo przeszłaś, Mirno – Thorn przejechał dłonią po moich plecach pokrytych bliznami. – Rozluźnij się, jesteśmy sami.
Poczułam jak szmatka nasączona wodą i jakimś pachnącym olejkiem wędruje po moich plechach. Nigdy nie mogłam sobie pozwolić na taki relaks, więc postanowiłam cieszyć się chwilą. Odruchowo przymknęłam oczy i wydałam z siebie ciche westchnienie. Woda spływała kojąco po moim ciele, a ja w końcu rozluźniłam się na tyle, że oparłam się o tors mojego bohatera.
-Tak naprawdę przyszłam ci podziękować – rzekłam, podnosząc na niego wzrok. – A to
z Yoną…
-Naprawdę chcesz teraz rozmawiać o Yonie? – przerwał mi, odgarniając mi włosy z twarzy. Warkocz nie robił już takiego zajęcia. – Nie tłumacz się, Mirno, wszystko rozumiem.
Kiwnęłam lekko głową i oparłam ją mocniej na jego barku. Zamknął mnie w swoich ramionach, odwracając mnie twarzą do siebie.
Moment, kiedy nasze usta kosztowały się nawzajem, był jedną z najpiękniejszych chwil
w moim życiu. Zapach mięty i lawendy wypełnił moje płuca, nakręcając mnie coraz bardziej. On tak pachniał podczas uczty, gdy prosił mnie do tańca. Prowadził mnie tak pewnie, pomimo moich braków jakichkolwiek umiejętności, że miałam wrażenie, że płynę po parkiecie. Minęło raptem kilka godzin i byłam z nim sama i zażywałam kąpieli. Pragnęłam więcej, pragnęłam go całego, nie tylko pocałunków, dotyku jego dłoni na swoich plecach i talii. Chciałam WIĘCEJ. On jakby instynktownie zjechał rękami niżej i lekko ścisnął moje pośladki, nie przestając mnie całować. Jęknęłam mu w usta, zatapiając palce w jego wilgotnych, czarnych jak heban włosach. Niech to się nie kończy, błagam, Najświętsi Anieli.
-Drżysz – szepnął mi w szyję, pomiędzy pocałunkami. – Zimno ci?
-N-nie drżę – odparłam po cichu, wtulając się w jego bark.
Złapał mnie za brodę i podniósł mi głowę tak, bym na niego spojrzała.
-Mirna.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Przestań walczyć nawet teraz, dobrze? Nie pora na to.
Wziął mnie na ręce i wyszedł z balii, nie pytając mnie nawet o zdanie. Woda ściekała z naszych ciał, sprawiając, że było mi jeszcze zimniej niż wcześniej. Woda szybko wystygła, ognisko musiało zgasnąć. Oparłam głowę na jego piersi.
-Chyba, że tak lubisz, co?
Zamrugałam kilkukrotnie i wylądowałam na łóżku, na miękkich poduszkach i ciepłej pierzynie. Thorn zbliżył się do mnie, nachylił lekko, badając mnie wzrokiem.
-Nie odpowiedziałaś. Chciałbym wiedzieć, co lubisz. Oprócz wina i spuszczania innym lania.
-Aleś wymyślił – roześmiałam się głośno. – Nie tylko te dwie rzeczy lubię.
Ujęłam w dłonie jego twarz i przycisnęłam jego wargi do swoich. Rozchyliłam lekko usta, zapraszając jego język do środka. Skorzystał bez wahania, a jego dłoń powędrowała na moją pierś. Przyjemny prąd przeszedł przez moje ciało, gdy bez ogródek mnie pieścił, szczypał
i lekko ciągnął za sutki. Moje jęki coraz bardziej wypełniały sypialnię, a ciało odmawiało mi posłuszeństwa, dając znaki Thornowi, że chcę więcej. Miał rację. Nawet podczas tak pięknej chwili walczyłam sama z sobą. Nie do końca chciałam pokazać, co do niego czuję… Dlaczego to takie trudne?
-Mirna.
Pieszczoty ustały, a ja poczułam, jak dłonią chwyta mnie mocno za policzki, tworząc z moich ust zabawny dziubek. Popatrzyłam na niego pytająco, jednak jego twarz nie wyrażała nic pozytywnego. Złość? Dezaprobatę? Nudę? Nie mogłam go rozszyfrować, jakby w momencie założył maskę.
-Mirna – powtórzył stanowczo, ściskając mocniej palce na mojej twarzy. – Co ja mam z tobą zrobić, hm?
Obrócił moją twarz w prawo, w lewo, tak jak zrobił to poprzedniego dnia. Cmoknął kilkukrotnie widząc bliznę idącą przez moje gardło. Wolną dłonią rozpuścił mi włosy.
-Tak lepiej – stwierdził, kiedy każdy kosmyk opadł na moje ramiona.
-Czo ty obisz? – wydukałam przez ściśnięte policzki.
-Odbieram nagrodę – odrzekł, kierując dłoń między moje nogi.
Zdusiłam w sobie okrzyk zdziwienia połączonego z przyjemnością. Dreszcze przechodziły moje ciało za każdym razem, gdy Thorn naciskał mocniej czułe punkty. Chwyciłam go za przedramię, próbując odciągnąć jego rękę, ale był zbyt silny. On tylko spojrzał na mnie beznamiętnie, nie przestając pieścić, coraz bardziej zbliżając palce do mego wejścia.
-Ja mam czas. Nie pozwolę ci nic zrobić, dopóki nie przestaniesz walczyć. Nie pocałujesz mnie, nie dotkniesz mnie, poza moją ręką.
Jego słowa słyszałam, jakbym była pod wodą. Kiedy ostatnim razem sypiałam z mężczyzną? Chyba jeszcze przed Anglasem… Czyli dawno temu… Nie mogłam się na niczym skupić, coraz trudniej było mi oddychać. Jak zobaczy mnie taką, pomyśli, że jestem słaba… Za każdym razem, jak okazywałam słabość, to kogoś traciłam… Ale to takie przyjemne… Nie mogę… tego… powstrzymać…
Nagle wszystko ustało. Otworzyłam oczy, a Thorn nadal trzymał moją buzię, a drugą rękę położył na swoim udzie. Na przedramieniu miał kilka śladów po moich paznokciach. Jak dobrze, że nosi zbroję, nie będzie tego widać.
-Dlaczego przestałeś? – jęknęłam, czując, że w środku cała się trzęsę. – Byłam tak blisko…
-Wiem – przerwał mi. – Ale ciągle walczysz. Co takiego ukrywasz, hm?
Ostatnie słowa szepnął mi do ucha, lekko skubiąć płatek. Teraz każdy jego dotyk był niczym tortura. A był naprawdę blisko mnie. Czułam jak dominuje nade mną, a ja z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej uległa. Tak bardzo go pragnęłam.
-Chyba cię rozgryzłem – polizał moją szyję. – Nie chcesz pokazać, że też jesteś kobieca.
-Mhhhhmmmm – mruknęłam, nie wiem, czy odpowiadając, czy z przyjemności, o czym mógł sugerować posuwisty ruch moich bioder. – Proszę… nie wytrzymam… Pragnę… chcę…
Uniósł brwi, spoglądając mi w oczy a następnie uśmiechnął się triumfalnie. Złamał mnie.
-Cóż takiego chcesz, Mirno? – spytał prosto w moje usta.
-Cie…Ciebie… - wydyszałam, sięgając dłonią do jego krocza.
Nie oponował. Oparł się wygodnie na łokciach i obserwował każdy ruch mojej dłoni. Podobało mu się, mogłam to bez problemu wyczuć. Odgarnęłam włosy na jedną stronę i włożyłam delikatnie jego członka do ust. Zamruczał głośno i delikatnie chwycił moją głowę. Nie był to brutalny chwyt, nie naciskał. Po prostu głaskał mnie po głowie. To było tak miłe uczucie, że
w życiu bym nie przypuszczała, że robienie facetowi dobrze może być przyjemne dla kobiety. Z każdym ruchem moja głowa zniżała się coraz niżej, lekko się krztusząc, a oddech mojego bohatera był coraz głośniejszy. Matki nie mogłam się wyrzec, umiałam sprawiać mężczyznom przyjemność.
Po dłuższej chwili zakończyłam pieszczoty z głośnym cmoknięciem, uśmiechając się do Thorna. Spojrzał na mnie i pogłaskał po policzku, czasem zatrzymując dłoń na zadrapaniach. Zawsze byłam gdzieś obita i podrapana, musiałam ciągle walczyć, by chronić tych których kochałam i byli dla mnie ważni. Wystarczyło na chwilę opuścić gardę, stracić czujność, by oni odeszli… Morana… Vergill… Włodek… Anglas… mama… Nawet spuszczenie z oczu tej „najmądrzejszej” Izabeli skutkowało kłopotami… To już ostatnia misja… Wszystko po tym się ułoży… Trzeba to tylko ukrócić… Zadać ostatni cios…
-Mirna.
Potrząsnęłam głową zdezorientowana. Thorn patrzył na mnie badawczo, mrużąc lekko oczy.
-Znowu się zamartwiasz – westchnął, wstając po butelkę, stojącą na stoliku przy balii. – Nie wiedziałem, że upijasz się na smutno.
Kącik jego ust podniósł się lekko, gdy sięgałam po butelkę. Kilka łyków sprawiło że poczułam pieczenie pod powiekami. No chyba kurwa nie… Nie teraz… Kiedy ostatnio płakałam? Nie pamiętam… Łzy są słabością… Zawsze zaciskałam pięści i walczyłam dalej… Po cholerę tyle piłam…
-Chodź do mnie – szepnęłam, starając się ukryć łamiący się głos.
-Och, Mirna… - Thorn usiadł na łóżku, zamykając mnie szczelnie w swoich ramionach.
Tego mi było trzeba… Przysunęłam się bliżej, siadając na jego biodrach z cichym jękiem. Wszedł we mnie, sprawiając mi odrobinę bólu, ale to był miły ból. Na chwilę oparłam głowię na jego barku, biorąc kilka głębokich wdechów, kiedy on w tym czasie całował moją szyję,
a dłońmi jeździł po moich plecach. Z początku nasze tempo było niezsynchronizowane do tego stopnia, że zaczęliśmy się z siebie podśmiechiwać.
-Jak każde z nas będzie chciało narzucić rytm, to nic z tego nie będzie – szepnęłam, powstrzymując chichot.
-Widzę, że odezwał się w tobie profesjonalizm – odparł z przekąsem, kładąc mnie na poduszkach.
Otworzyłam usta, by coś odpowiedzieć, jednak wydałam z siebie głośny jęk. Musiałam mu oddać dominację – ruchy jego bioder z początku były ostrożne (zupełnie jakby badał teren), jednak po chwili stały się silne i zdecydowane. Moje ręce wędrowały po jego torsie i plecach, nie mogąc sobie znaleźć odpowiedniego miejsca. Miałam coraz większy problem z oddechem, a drobne spazmy ciała stawały się coraz intensywniejsze. Przyjemny prąd przeszywał każdy skrawek mojej skóry, gdy Thorn przejeżdżał językiem po mojej szyi. Nie spodziewałam się, że jednym z moich najczulszych punktów są wgłębienia przy obojczykach. No cóż, w Kompanii Niedźwiedzia rzadko występowało zjawisko gdy wstępnej. Teraz mieliśmy dla siebie czas, badaliśmy się nawzajem, nie było obawy, że ktoś może wejść, przeszkodzić, czy choćby podglądać. Yona była zbyt pijana, a misja na ten moment dla mnie nie isniała. Tylko on i ja… Tak jakby jutra miało nie być… Na wszystkie świętości, niech ta chwila trwa.
Nasza namiętności przesyciła nasze ciała i dusze do granic świadomości. Miałam wrażenie, że cały świat się skończył, a moje podbrzusze żyje własnym życiem. Przylgnęłam do Thorna, wbijając z całej siły paznokcie w jego barki, starając się zdusić szloch wymieszany z krzykiem. Widok jego twarzy coraz bardziej mi się rozmazywał, mięśnie były spięte, a umysł przelewał ekstazę w każdą komórkę mojego ciała. Thorn na chwilę zwolnił tempo, oddychając głośno, a kiedy zwiotczałam, obrócił mnie tak, bym była na górze.
-Moja kolej? – jęknęłam, podnosząc głowę i próbując trochę dojść do siebie.
Jego odpowiedzią był solidny chwyt za moje biodra i podniesienie mnie, bym wygodnie się rozsiadła. Zdusiłam głośne jęknięcie, przygryzając palec wskazujący, po czym postanowiłam wybrać się na przejażdżkę. Oparłam dłonie na jego torsie, a następnie zaczęłam lekko podskakiwać na jego biodrach. Moja ulubiona pozycja, bez wątpienia. Włosy opadały mi na twarz i piersi, a od wilgoci lekko się podkręciły, co dodało mi jeszcze więcej uroku. Thorn jedną ręką trzymał mnie za pośladek, pomagając mi utrzymać tempo, a drugą pieścił mnie po piersiach. Rozkosz rozchodziła się z mojego podbrzusza i wędrowała po całym ciele, sprawiając, że chciałam jeszcze… jeszcze! Mocniej! Szybciej! Niech to trwa! Nasze spojrzenia, pocałunki, pieszczoty, przyjemność, którą odwzajemnialiśmy i żadne z nas nie było drugiemu nic dłużne.
-Thorn… j-ja… - zaskomlałam, z trudem powstrzymując kolejny orgazm.
-Nie walcz – szepnął, zwiększając tempo jeszcze bardziej.
Poddałam się. Wygięłam swoje plecy w łuk, odchyliłam głowę do tyłu, jęcząc coraz głośniej. Czułam jak mimowolnie moje ciało się trzęsie i powoli opadam z sił. Spojrzałam na Thorna, który też był na granicy. Przycisnął z całej siły moje biodra do swoich i wydał z siebie głośny jęk, odetchnął głęboko i opadł na poduszki. Nasze oddechy się trochę uspokoiły, a ja bezwiednie opadłam na jego tors. Poczułam jego dłoń wędrującą po moich plecach, a usta delikatnie muskały moje włosy.
- Ani słowa Reydzie – zaśmiałam się, gdy już zsunęłam się z jego ciała i przykryłam nas kołdrą.
-Co miało miejsce w kasztelu, zostaje w kasztelu – skwitował, uśmiechając się.
Obserwowałam każdy jego ruch, układ dłoni, gdy poprawiał mi włosy, podnoszenie się klatki piersiowej podczas oddechu, ruchy oczu i ten uśmiech. Dawno tak się nie czułam… Co to było za uczucie? Serce biło mi tak mocno, jakby miało wyskoczyć z piersi, miałam ochotę coś wykrzyczeć całemu światu, jak się uśmiecham, patrząc na niego lub czując jego spojrzenie na sobie. To uczucie ściskało mi gardło, więc przytuliłam się do niego mocniej, a on otoczył mnie ramieniem.
-Śpij, jutro macie zadanie do wykonania – szepnął.
-Nie chcę, by nastało jutro… - odparłam, wciskając twarz w jego ramię. Oczy znów zapiekły. Tylko nie to…
-Nie chcesz zakończyć poczynań Izabeli? – spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a jego głos stał się poważny.
-Chcę, ale… - zawahałam się, a po głębokim wdechu kontynuowałam - …boję się…że się nie uda… że znowu zawiodę, że przeze coś pójdzie nie tak. Jestem wojowniczką, kowalem, a nie maginką, czy osobą przeszkoloną do takich misji. Pamiętasz, co się stało w Perle Północy, prawda?
-Tak, pamiętam – odparł krótko. – Straciłem tam przyjaciela.
Kiwnęłam głową ze smutkiem na twarzy. Stig też był mi bardzo bliski.
-Może jednak chcesz zrezygnować? Masz jeszcze szansę.
-Thorn, dałam słowo. Nie poddam się. Już o tym rozmawialiśmy.
-Mhm – mruknął. – Co nie zmienia faktu, że powinnaś się wyspać.
Pocałował mnie w czoło. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się do mnie ciepło. Odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem i wtuliłam się w niego, obejmując go. Głaskał mnie jeszcze przez chwilę, zanim jego oddech nie stał się spokojny i cichy. Spojrzałam na niego
i znów zapiekły mnie oczy. Dlaczego nie może być tak zawsze? A może się uda? Może po tym wszystkim pójdę z nim? W sumie chrzanić Racibórz, chrzanić kuźnię, nie będę pracować dla ojca tej morderczyni. Wytarłam ze złością łzę spływającą mi po policzku. Nie będę płakać, nie ma za czym. Porozmawiam z nim jutro. Może się zgodzi. Jest szansa, że nie będę sama. Znowu się zamartwiasz, usłyszałam jego głos w swojej głowie. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się do siebie, odgarniając mu włosy z czoła. To uczucie znów wróciło, rozpierało mnie od środka. Przytuliłam się do niego mocno i zamknęłam oczy.
Chwilo, trwaj… To było szczęście… Trwaj…
YOU ARE READING
Bohater
FantasyMirna spędza noc z mężczyzną, o którym nie śmiała nawet pomarzyć. Walka ramię w ramię, alkohol, śpiewy to tylko początek tego, co się wydarzy tego wieczoru. *Jest to opowiadanie bazujące na historii sesji RPG, w której brałam udział i grałam główną...
