Rozdział 1.

52 0 0
                                        

Wycelowałam ostrze miecza w pierś brata, uśmiechając się kpiąco.

Bartłomiej był zdania, iż kobiety nie nadają się do walki zawsze, gdy zapomniał już o tym, że jestem w stanie z łatwością go w niej pokonać.

Po długim czasie bez pojedynków lubił nawet opowiadać o kandydatach na męża dla mnie.

Na szczęście wychowując się razem jako jedyne dzieci hrabiego ziem Dulczy Wielkiej, szukaliśmy zabaw tylko między sobą.

Jedną z takowych była walka na miecze, którą ukochaliśmy z bratem oboje już w najmłodszych latach.

Niedziwne więc, że gdy prosiłam Bartłomieja o uhonorowanie naszej długoletniej tradycji walki w moje urodziny, nowy hrabia zawsze się zgadzał przez wzgląd na sentyment.

Mogłam mu wtedy, jak teraz, przypomnieć, iż mimo powszechnej opinii, że kobiety nadają się jedynie do robienia przy domu, zostaliśmy wychowani niczym równi sobie.

Owszem, Bartłomiej poszedł na studia na Akademię Krakowską, o czym ja nie mogłam nawet śnić, lecz ojciec zawsze zatrudniał najlepszych guwernantów, by przekazywali mi wiedzę, którą zawsze z fascynacją chłonęłam.

- Elizo... – wzdycha mój brat, odrzucając miecz na ziemię w geście poddania. – Masz już 17 lat i naprawdę, nie mogę pozwolić ci wiecznie bawić się w mężczyznę.

Patrzę na jego wysoką sylwetkę, w gruncie rzeczy szczupłą, ale z oznaczającym się piwnym brzuszkiem.

- Nie bawię się w mężczyznę. – śmieję się, wskazując dłonią moje obfite, kobiece kształty, widocznie zarysowane w mojej skórzanej, skrojonej pod nie zbroi. – Nie da się ukryć, iż jestem kobietą i nigdy nie chciałabym kimkolwiek innym. – kończę spokojnie, wręcz dobitnie.

Przygryzam przez chwilę dolną wargę, bojąc się wyznać co mam do powiedzenia. W końcu jednak się na to decyduję.

– Długo o tym myślałam i jestem pewna, że nie chcę zamążpójścia. Chcę zostać rycerzem. Albo raczej rycerką.

Patrzę na niego z nadzieją, lecz on odpowiada mi jedynie wzrokiem pełnym rezygnacji.

Siada na ziemi i zaczyna skubać trawę.

Podchodzę i przeczesuję dłonią jego czarne włosy „na jeża" w czułym, siostrzanym geście.

- Doskonale wiesz, że ojciec nie nadał mi prawa do wydania cię za mąż wbrew twojej woli. – mówi, a ja przytakuję, choć nie może tego zobaczyć, wpatrując się w źdźbło. – Uważał, że wychował cię na tyle mądrą kobietę, żebyś sama potrafiła zadbać o wybranie najbardziej odpowiedniego mężczyzny. Nigdy natomiast nie założył, że nie będziesz chciała wyjść za nikogo, a za to zechcesz ośmieszyć nas przed całym krajem.

- Nikogo nie zamierzam ośmieszać. – odpowiadam z irytacją w głosie, choć doskonale wiem, o co mu chodzi. – Chcę przynieść naszemu rodowi dumę. – dodaję łagodniejszym tonem.

Najprawdopodobniej nikt nie pozwoli mi nawet pokazać swych umiejętności. Z góry uznają, że kobieta chcąca wziąć udział w turnieju rycerskim musi być obłąkana.

Mój brat tylko wzdycha.

- Przyznaję, że potrafisz pokonać mnie w walce, lecz nigdy nie byłem w niej mistrzem. Ale jestem mężczyzną. Gdybym poszedł na turniej rycerski, najwyżej bym przegrał. Ciebie mogą powiesić. – mówi zrezygnowanym głosem. – Nie chciałbym by stała ci się krzywda, za bardzo lubię moją małą siostrzyczkę.

Uśmiecham się i siadam przy nim, obejmując go przy tym ramionami.

- Jeszcze mamy czas, jestem młoda, coś wymyślimy. – mówię i pozwalam nam przez chwilę posiedzieć w milczeniu.

Podziwiamy polanę, na której się znaleźliśmy, świeżo zakwitnięte wiosenne fiołki, śpiewające ptaki

Po chwili Bartłomiej jednak wstaje.

- Pora się zbierać, Elizo. – mówi, otrzepując zbroje z trawy. – Wracasz ze mną do domu?

Kręcę głową.

- Zostanę tu jeszcze chwilę i pewnie wybiorę się jeszcze na przejażdżkę.

Hrabia wzrusza ramionami.

- Twój wybór. – kieruje się w stronę konia, wsiada na niego i odwracając się jeszcze na pożegnanie, dodaje: – Bądź ostrożna siostrzyczko.

Odjeżdża na swoim jabłkowym koniu, a ja jeszcze chwilę zostaję sama, przysłuchując się śpiewu ptaków. 

Na ostrzu miecza|+18Stories to obsess over. Discover now