Stoję jak wryta i wpatruję się Jamesa. W moim sercu już nie gości tęsknota i ból. Wypełnia je ciepło, które rozgrzewa mnie całą, od palców do głowy. Zaczyna szybciej bić. Te same czarne włosy okalały jego policzki, te same bielutkie oczy. Trochę schudł, ale to był on. We własnej osobie. Mój James. Mój i tylko mój. Stał właśnie przede mną, cały i zdrowy.
- I co? - rzucił pewny siebie - Nie przywitasz mnie? - podniósł ręce i je rozłożył.
Uśmiechnęłam się mocno i wtuliłam się w niego jak najmocniej mogłam. Słyszałam jego serce i czułam jego oddech. To było cudowne. Położyłam głowę na jego ramieniu, a po policzku spłynęła mi jedna pojedyncza łza. On objął mnie delikatnie w talii i przycisnął do siebie. Daniel wpatrywał się w nas ze swoim słodkim uśmiechem. Metaforycznie spojrzał na zegarek. Od razu się od siebie odsunęliśmy, ale spletliśmy swoje dłonie.
- No więc - zaczął Johnson - Jest mały problem... - szybko na siebie spojrzeliśmy, nie w oczy, na to za wcześnie. Czuję się jakbyśmy się dopiero poznali, jakbyśmy byli świeżo upieczonymi znajomymi. Jakbym go nigdy wcześniej nie znałam. Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Zawstydziłam się, a na mojej twarzy pojawił się lekki rumieniec. Daniel spojrzał na nas i uśmiechnął się. Nie wyglądało to na szczery uśmiech, ale cóż
- Ale nie przejmujcie się tym. Wróćcie za parę godzin, wtedy porozmawiamy Nacieszcie się sobą, należy wam się to - powiedział i usiadł w swoim fotelu.
- Dziękujemy - rzekłam za nas oboje. Odwróciliśmy się i wyszliśmy razem z gabinetu na korytarz.
***
Szliśmy ulicą w kierunku kawiarni cały czas trzymając się za ręce. Otaczała nas głucha cisza, która z każdą chwilą była coraz to bardziej irytująca. Czułam się wspaniale.Postanowiłam ją przerwać.
- Jak się czułeś, podczas gdy byłeś... - nie mogłam znaleźć słowa, nie umiałam dokończyć tego zdania. Nie chciałam go w jakiś sposób urazić.
Skupiony na ruchu ulicznym odpowiedział dopiero po kilku sekundach.
- Czułem jakbym tonął, ale na otwartym morzu. Nie mogłem się niczego złapać, nie miałem sposobu na ratunek. Byłem zdany sam na siebie. To było takie...poniekąd realistyczne. Nie czułem wody, która we mnie uderzała, ale czułem ból jaki mi zadawała. Nie czułem jak moje płuca napełniały się wodą, ale nie mogłem zaczerpnąć powietrza. Nie czułem tego, jaka woda jest zimna, ale czułem jak drżę z zimna. Wiedziałem, że jak odpuszczę, to umrę. Odejdę z tego świata. Było coraz gorzej. Fale uderzały we mnie coraz mocniej. Traciłem jakąkolwiek nadzieję na przetrwanie. Zwątpiłem sam w siebie. Straciłem pewność siebie. Poczułem się jak nic nie warty człowiek, którego śmierć nie obchodziłaby nikogo. W końcu dotknęła mnie jakaś dziwna moc, jakaś siła, jakaś energia, która rozniosła się po moich kościach i płynęła wraz z moją krwią. To uczucie trwało bardzo długo. Mimo uderzających fal, utrzymywałem się coraz pewniej i lepiej nad wodą. Nie wiem jak, ale udało mi się wydostać i nie utonąć. Nikt nie wie jakim cudem żyję, ale cieszę się, że mi się udało. Nie mogłem zostawić ciebie samej - wyszeptał i dotknął ustami moich ust. Delikatnie je pieścił, a ja tylko przybliżyłam go do siebie. Bardzo mi go brakowało. Nagle zobaczyłam jak ktoś odepchnął Jamesa. Po chwili ktoś pociągnął mnie za dłoń.
***
O mój Boże, to nie dzieje się naprawdę, nie może, nie ma prawa. Wtulał się we mnie Adam. Mój Adam, przyjaciel. To znaczy, może kiedyś nie tylko przyjaciel, ale... Mam Jamesa. Nie wiedziałam co powiedzieć. Więc tylko niechętnie przytuliłam go i odsunęłam się. Miałam do niego żal. Przez tyle czasu miał mnie gdzieś i nawet się mną nie zainteresował. James podniósł się z zimnego chodnika. Poprawił skórzaną kurtkę, przybliżył się do niego i bezczelnie zmierzył.
- Teraz sobie o niej przypomniałeś? - rzucił i wbił wzrok w jego twarz.
Miałam wrażenie, że zaraz uderzy go w twarz.
- Zawsze o niej pamiętałem, nie jak niektórzy - wyrzucił to z siebie i popchnął Grey'a mocno do tyłu. Głośno zaśmiał się, gdy próbował się nie przewrócić.
- Głupi Przyziemny - wyszeptał i mocno kopnął w brzuch Adama, a ten upadł na ulicę. W mgnieniu oka wstał i uderzył Jamesa w twarz, przez co on zatoczył się do tyłu.
Patrzałam na to przerażona. Nie wytrzymałam. Nie mogłam dłużej na to patrzeć.
- Ile wy macie lat? - wykrzyczałam - Myślałam, że jesteście poważni, że jesteście...inni - powiedziałam, odbiegłam od nich i wsiadałam w pierwszą lepszą taksówkę. Cały czas czułam na sobie ich zdziwiony wzrok.
***
Wróciłam do swojego pokoju w Instytucie. Założyłam słuchawki, włączyłam głośno muzykę i patrzyłam w biały sufit. Nie usłyszałam nawet pukania do drzwi. Do pomieszczenia wszedł Daniel. Włosy miał rozrzucone w każdą możliwą stronę. Dopiero teraz zauważyłam jego wory pod oczami i ogólne rozdrażnienie. Pośpiesznie rzuciłam słuchawki na łóżko i wstałam.
- Przepraszam, po prostu słuchałam... - nie pozwolił mi dokończyć.
- Mieliście pojawić się w moim gabinecie - rzekł ostrym tonem - Marsz na górę!
Szybko na samych skarpetkach wbiegłam po schodach i stanęłam przy drzwiach, czekając na szefa. Zjawił się kilka sekund później, ospały otworzył drzwi. Zobaczyłam, że w pomieszczeniu był już James. Weszłam pierwsza, Johnson zamknął drzwi i usiadł w fotelu. Ruszyłam w kierunku pustego krzesła, które znajdowało się obok mojego chłopaka. Zmierzyłam go pustym wzorkiem i rzuciłam złowrogie spojrzenie na niego. Usiadłam posłusznie. Przez kilka dobrych minut panowała głucha cisza. Słyszałam leniwe tykanie zegara, ruch uliczny, wibracje telefonu Daniela. Czekałam, aż coś powie. Szczerze mówiąc to bardzo się bałam. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Mogłam usłyszeć cokolwiek. Wreszcie się odezwał.
- To dość skomplikowane, ale myślę, że jesteście już dużymi dziećmi - powiedział, nie spoglądając się na nas. Ja i James spojrzeliśmy na siebie przez chwilę. Rozumieliśmy się bez mowy. Coś musiało się stać. Coś poważnego.
- Wiecie co to drzewo genealogiczne? - rzucił po chwili, wpatrując się we mnie.
- Nie rób z nas idiotów - wypalił James, a mężczyzna tylko się na niego krzywo spojrzał.
- Okej, to fajnie, ale zanim do tego dojdziemy...spójrzcie sobie w oczy - powiedział Daniel.
- Co? - to jedyny komentarz do tej sytuacji, który przyszedł mi do głowy. Nie mam ochoty patrzeć na Grey'a. Bardzo mnie zirytował. Jego reakcja była podobna. Mocno zdziwiony patrzał na szefa.
- Tylko się nie buntuj, Herondale. To bardzo ważne. Wstańcie - westchnęliśmy oboje, ale posłusznie wykonaliśmy rozkaz - Teraz spójrzcie sobie głęboko w oczy, spróbujcie ogarnąć kolor tęczówek, wgłębić się w ten kolor, pozostać w nim.
Grzecznie to zrobiłam, trochę nieśmiało, ale zrobiłam. Skupiłam się na białych jak śnieg oczach Jamesa. To trwało tylko chwilę, bo od razu zaczęło mi się kręcić w głowie, a obraz przede mną zaczął się zamazywać. Szybko odwróciłam wzrok i złapałam się biurka, aby nie upaść. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrze i złapałam się za serce, które momentalnie mocno mnie zabolało. Jakby ktoś je przebił na wylot, ale ból minął od razu kiedy przestałam wpatrywać się w jego oczy. Chłopak zrobił to samo, czuł to samo Przerażeni spojrzeliśmy na Daniela. Takie sytuacje się już zdarzały. On tylko złapał się za głowę i wyszeptał:
- Cholera, tak myślałem.
YOU ARE READING
We włosach kwiaty, w głowie demony
FanfictionElsa Herondale. Zwykła Nocna Łowczyni z pozoru. Ale pozory mylą. Jej rodzice zginęli w walce z demonami. Załamana ucieka i prowadzi życie zwykłej Przyziemnej. Poznaje Adama, dzięki któremu odrywa się od rzeczywistości. Wszystko wydaję się być w norm...
