Patrzę na oazę, blaskiem rozjaśnioną
Skażoną cierpieniem, smutkiem, niepokojem
Jasnym pasmem światła z boków przeplecioną
Chciałbym móc to miejsce, kiedyś nazwać moim
W centrum tej oazy, dwa szmaragdy leżą
W lekkim zagłębieniu, trawą oddzielone
Bije od nich ciepłem i ukrytą wiedzą
To co najpiękniejsze, to są właśnie one
Patrzę w nie z nadzieją, prośbą i miłością
Myślę o nich zawsze, gdy stoję na progu
Już się nie przejmuję złudną wzajemnością
Pragnę tylko za nie, podziękować Bogu
Mówisz bym uciekał, wciąż za późno nie jest
Chciałbym, mówiąc szczerze, niestety nie mogę
W każdej mojej myśli słońce, się pojawiasz
Chodzisz nieproszona, wciąż po mojej głowie
Jak nikt inny wcześniej, ty mi dajesz spokój
Ciężko mi opisać, co to za uczucie
Wzięło mnie znienacka, wcześniej stałaś z boku
Czy ty też to czujesz? Nie wiem, wciąż zgaduje
YOU ARE READING
Oaza
Poetryzbiór wierszy mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, pisanie ich ma charakter terapeutyczny dla mnie i chciałbym się nimi podzielić ze światem
