Odkąd pamiętam, zawsze byłam inna, może nawet dziwna. Już od najmłodszych lat fascynowało mnie wszystko, co obce, i nie mam tu na myśli szalonych przygód, o których marzyli moi rówieśnicy. Potrafiłam spędzać godziny, leżąc w jeziorze i wyobrażając sobie, że dryfuję na turkusowej tafli oceanu, tak bardzo chciałam mieszkac w takim miejscu. Może brzmię jak wariatka, ale taka jest prawda.
My, klan Omatikaya, nie przebywaliśmy na terenach wodnych; korzystaliśmy jedynie z małych pobliskich jezior, aby zdobyć pożywienie. Choć mieliśmy dostęp do innych wód, nasza budowa ciała w żaden sposób nie jest przystosowana do morskiego trybu życia, a leśnego. Po pewnym czasie zaakceptowałam miano dziwaka i kontynuowałam życie w swojej małej, wodnej bańce.
Aż do wybuchu kolejnej bitwy, po której straciłam wszystko, zostałam kompletnie sama, nie miałam nic poza moim największym marzeniem. Spakowałam broń, która pozostała po agresorach na wypadek, gdyby ktoś mnie zaatakował. Wsiadłam na swojego Ikrana i odleciałam z mojego rodzinnego lasu, z jedynego życia, jakie znałam, mając zaledwie dziewięć lat. Trzeba przyznać, że byłam dosyć odważnym dzieckiem.
