Siódmego dnia każdego miesiąca, los stworzenia młodego staje w płomieniach śmierci. W mieście za mostem, w ciemnej kamienicy siedzi strachem otulony mały człowiek. Obraz w głowie mu pozostał, gdy strachu o swe życie poznał smak. Co miesiąc w ciszy nocy, niewidzialną strugą wypływa życie najmłodszego potomstwa, ku czci pana mroku. Niewidzialne węzły między życiem, a śmiercią miały spleść się w jedną całość, aby życie pozostało w nich na wieki, by nie doświadczyć nigdy zimna i głodu.
Nim krew uleciała z niewinnej ofiary, wokół stołu rozsiadła się cała gromada, by bez emocji wypełnić comiesięczny rytuał. Złożyli ręce do modlitwy jak co dzień, lecz jedno miejsce puste zostało... Po niedługiej niemal niemej litanii, od stołu wstał najstarszy uczestnik. Wszyscy wciąż milczą, cisza przeraża. Słychać tylko kroki. Starzec znika za rogiem ciemnego korytarza. P o chwili wraca z dzieckiem na ręku, w białej chuście mlekiem nasączonej. Dziecko milczy, nie płacze, ani się nie wyrywa, jakby wiedziało po co na świat przyszło. Pan domu położył dziecię na stole, i nóż nad nim ostrzy. Dał znak ręką by powstać i kreśli w powietrzu dziwne znaki, rysuje coś czarną kredą na stole, reszta szepcze markotne mantry, a starzec ostrzu się przygląda. Przykłada nóż do szyi przyszłej ofiary i rozcina mokry materiał. Krew strugiem zaczyna lecieć po rękach starszego pana, i nagle wszyscy zamarli bez ruchu. Teraz w ich oczach pustka w ludzki strach się zmieniła. Bez drgnięcia wszyscy przyglądają się jak ich ojciec bezwładnie osuwa się na podłogę. A za nim, z nożem krwią skroplonym w dłoni wyłania się czarna postać. W powietrzu kreśli jakieś symbole, a rodzina patrzy na nią jak wryta, lecz po chwili wszystko ucicha, a po rytuale pozostaje tylko czarny pył i samotna dziewczynka.
YOU ARE READING
Proch
ParanormalSiódmego dnia każdego miesiąca, los stworzenia młodego staje w płomieniach śmierci. W mieście za mostem, w ciemnej kamienicy siedzi strachem otulony mały człowiek. Obraz w głowie mu pozostał, gdy strachu o swe życie poznał smak. Co miesiąc w ciszy n...
