ROZDZIAŁ 1 | \Kūkō/¦\Gonghang/

27 3 5
                                        

  Samolot właśnie wylądował, chwila moment i zatrzymał się, a wejście zostało otwarte.
  Jedna z dwóch kobiet na pokładzie wyszła pierwsza na zewnątrz, po wielogodzinnym locie z błogą przyjemnością zaciągając się lekko powietrzem podczas schodzenia po schodkach.
  Gdy zaś stanęła na płycie lądowiska, a konkretniej na czerwonym dywanie rozłożonym na nim, tym razem zaciągnęła się nim w pełni wypełniając płuca aż po same brzegi - nigdy by nie sądziła, że będzie czerpała taką przyjemność z oddychania, ale nigdy by też nie sądziła, że będzie leciała samolotem, a tym bardziej opuści swą ojczystą Japonię i znajdzie się w stanach. A dokładniej w Los Angeles.
  Chwilę po niej ze środka wyłonił się blondyn z dwiema torbami w kolorze wojskowej zieleni i ustawił się obok niej, lekko uśmiechając się w jej kierunku, co od razu bez wahania odwzajemniła.
  Niebawem zjawiła się pozostała piątka mężczyzn i nim wszyscy się obejrzeli, stali w jednym szeregu - całą siódemką, tak by nikt z nich nie stał choćby jedną stopą na dywanie, czekając na najważniejszą osobę - czarnowłosą kobietę, która wyszła ostatnia dłuższą chwilę po nich wszystkich.
  Nim kobieta w pełni zeszła na ląd, przed nimi, a dokładniej centralnie przed wejściem znalazł się wysoki siwowłosy mężczyzna ubrany na czarno, jak i oni wszyscy włącznie z kobietą na szpilkach, który uprzednio wysiadł - z również - czarnego auta.
  - Sensei Kim Da-Eun - przemówił, kłaniając się lekko w kierunku kobiety na powitanie, co i zaraz po nim uczyniła ona sama w jego kierunku. - Witam w Dolinie. - uśmiechnął się. - Jak ci minął lot?
  - W pośpiechu. - stwierdziła bez ogródek, unosząc brew ku górze i pobieżnie, jak i krótko go lustrując. - Czy Sensei Kreese - spojrzała w bok w poszukiwaniu wymienionego przez siebie samą mężczyzny. - nie jest z tobą? - wróciła do niego wzorkiem.
  - Obawiam się, że John Kreese nie jest już związany z Cobra Kai - oznajmił. - Miał pewne problemy prawne - dodał.
  - To rozczarowujące. - zasępiła się na krótką chwilę, spuszczając wzrok, po czym go podniosła znów na niego. - Prosiłeś, abym sprowadziła najlepszych senseii, jakich moje dojang miało do zaoferowania. Tak też zrobiłam. Oto oni. - spojrzała mechanicznie, lecz jedynie w swe prawo, ignorując, nie wiadomo czy świadomie, czy nie, swe lewo gdzie stał blondyn i jedyna kobieta wybrana przez nią w całej grupie sześciu mężczyzn mających tytuł senseia niczym i ona jedna jedyna będąca przedstawicielką swej płci na ów szczeblu w ich wspólnej niezbyt licznej grupce.
  - Musicie być wykończeni podróżą. - jakby na przekór kobiecie, mężczyzna jedynie lekko zerknął w wybraną przez nią stronę, ale konkretniej najpierw spojrzał w stronę odosobnionej dwójki, łapiąc krótki kontakt wzrokowy z młodszą od siebie srebrnowłosą kobietą i posyłając jej przy tym tajemniczy uśmiech i dopiero po tym spojrzał, w stronę którą pierwotnie i zarazem jedynie wybrała ich sensei.  - Proszę - wskazł ręką na pojazd. - odetchniecie w limuzynie. - wrócił wzrokiem do kobiety i mężczyzny, od których tak naprawdę rozpoczął, raczej pobieżne skanowanie całej przybyłej grupy, na sam koniec swej wypowiedzi. 
  Kim tym razem zignorowała swą lewą stronę i zwróciła się w prawą, spoglądając na blondyna oraz srebrnowłosą, by skinąć dystyngowanie w ich stronę - i tak oto wszystkie spojrzenia całej siódemki po słowach mężczyzny skupiły się na niej, czekając właśnie na ten jeden jedyny gest, którym tylko ona mogła ich odprawić.
  Blondwłosy Koreańczyk odkiwnął jej w odpowiedzi, ponieważ Da-Eun spojrzała centralnie na niego, po czym zgarnął z płyty lądowiska dwie uprzednio rzucone przez siebie samego takie same ciemnozielone torby w jedną rękę, po czym wolną wskazał swej towarzyszce, by ruszyła przed nim jednak po krótkiej chwili i tak do niej dołączył i delikatnie ją objął, a puścił dopiero przy pojeździe, aby wsiadła pierwsza, a on za nią zaś po nich reszta senseii.
  Siwowłosy przez cały ten czas mało dyskretnie obserwował ich zaintrygowany z lekka ów postaciami, aż w końcu, gdy już ich nie było, odwrócił wzrok.
  - Małżeństwo? - zwrócił się do Kim, gdy para była już w środku czarnego samochodu.
  - Tak - odpowiedziała chłodno i bez emocji.
  - Ciekawe.. - lekko prychnął i się uśmiechnął.
  - Do rzeczy. Bo wydaje mi się, że nie jesteśmy tu po to, by rozmawiać o relacji Yumoko i Hyana-Woo - zarządziła dobitnie, przez co mężczyzna zdjął swe ciemne okulary.


You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 14, 2023 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

KekkonWhere stories live. Discover now