XYZ: Twoja Madka
Hejoo, proszę o branie całą tą historię z przymrużeniem oka. Za wszelkie błędy nie odpowiadam.
~Gisell~
Mam na imię Gisell, Gisella, Gis. Choć Wszyscy znają mnie jako: kujonka, księżniczka lub bambus. To ostatnie szczególnie mnie denerwuje. Wzdycham cicho i podnoszę się z łóżka. Czas wstawać, bo niedługo zaczynają mi się lekcje. Jak każdego dnia ubieram przygotowane poprzedniego dnia ciuchy i układam włosy w zwykłego koka. Schodzę na dół, gdzie nalewam mleka do miski i dosypuję płatki. Każdy mój poranek wygląda tak samo. Mama szykuje się do pracy, a tata, popijając kawę z tego samego kubka codziennie ogląda poranne wiadomości, w których wyzywa większość polityków. Wzdycham ciężko. Nuda. Podnoszę się po zjedzeniu. Wkładam miskę do zmywarki i idę porzeczy. Po paru minutach wraz z tatą wychodzę z domu. Zawozi mnie pod szkołę, a sam jedzie do pracy. Policjant... Spoglądam na szkołę. Może i uczę się dobrze... a wręcz perfekcyjnie, to nienawidzę tu przychodzić. Dużo osób śmieje się ze mnie. A w szczególności jeden chłopak i jego grupka przyjaciół. Ma na imię Nick. Cóż... taki typowy sportowiec. Uczy się średnio, ale w sporcie jest bardzo dobry. Synulek bogatych rodziców. Klasyk. Wzdycham cicho i wchodzę do szkoły. Zostawiam kurtkę w szatni i idę pod salę. Jak zwykle każdy siedzi w swoich grupkach. Ja oczywiście do żadnej nie należę. Siadam na ziemi i wyciągam książkę, którą od razu zaczynam czytać. Mam chwilę spokoju, jednak kończy się ona tak samo szybko jak zaczyna. Słyszę zbliżający się do mnie jego śmiech. Przewracam oczami, próbując to ignorować. Jednak nie udaje mi się to długo, ponieważ stają nade mną on.
– Oo bambus raczył się zjawić – mówi, to śmiejąc się – ale koleżanek dalej nie masz? Jak mi przykro – oddycham głęboko. Chcę po prostu jeden dzień spokoju. Czy nawet na tyle nie mogę liczyć? Podnoszę się, aby, choć trochę zrównać się z jego wysokością, choć i tak nie wychodzi mi, to patrząc na to, że jest wyższy.
– Czy możesz, choć na jeden dzień się ode mnie odczepić? – pytam go. Jako pierwszą odpowiedzieć dostaję śmiech jego kolegów. Jakby inaczej. Szyba jest nieodłączną dwójką przyjaciół tego głupiego piłkarzyka. Chłopak nachyla się bliżej mnie. Tak dokładnie czuję jego oddech na moim policzku i uchu. I pierwszy raz się gubię. W tym jego cholernym drwiącym śmiechu.
– To zależy od ciebie – po tych słowach odchodzi, przybijając piątki z kolegami i zostawia mnie w osłupieniu. Jak powinnam zareagować? Pewnie zignorować to, ale nie umiem. Nie przez ten jego drwiący śmiech. Nie wiem, ile czasu mija, gdy słyszę dzwonek. Mam wrażenie, że całe wieki. I to dopiero on okazuje się moim zbawieniem.
– Gisellu, nie wchodzisz? – pyta mnie pani od historii, gdy dalej siedzę. Natomiast ona stoi, trzymając mi drzwi i czekając, aż wejdę.
– Ach tak przepraszam – mówię szybko i tak samo ekspresowo wchodzę do środka. Czuję się głupio, że widziała to tak zwana kobra. Nieśmiertelna nauczycielka naszej szkoły. Chodzą po szkole plotki, które mówią, że gdy bóg zszedł na ziemię został zapytany, co to za kobieta tam stoi. Odwrócił się i spojrzał na panią kobrę mówiąc: nie wiem, ona już tu była, gdy przyszedłem.
– A więc kochani konkurencja nie śpi, nie, nie – mówi nauczycielka, gdy każdy zajął już swoje miejsce – ale najpierw mam dla was propozycję nie do odrzucenia... Czy ja panu przeszkadzam panie Nicku? – pyta, gdy śmiech dochodzący z tyłu klasy nie przestaje rozbrzmiewać. Ale jej złość zaczyna dochodzić do granic możliwości, gdy zauważa co robią – nie no to już jest nie. Do. Pomyślenia – akcentuje każde słowo – w tej chwili przenosisz się do pierwszej ławki i nie ma żadnego „ale" – mówiąc to wskazuje na wolne miejsce obok mnie. To się zdecydowanie nie dzieje. Kładę zmarnowana głowę na ławce i oddycham głęboko, aby nie wybuchnąć. Nie mija chwila, gdy chłopak siada na wolnym miejscu. Jestem oficjalnie w dupie, ale jedno nie daje mi spokoju. Wyrywam karteczkę z zeszytu i piszę do niego wiadomość. „Co mam zrobić, abyś mnie zostawił?". Gdy karteczka do mnie wraca mam ochotę zwymiotować widząc, to jak beznadziejnie pisze. Ale to, co jest na niej napisane, jest zdecydowanie jeszcze gorsze: „Załóżmy się. Będziemy razem przez miesiąc. Jeśli ja pierwszy wymięknę, to dam ci spokój. Jeśli natomiast ty – dowiesz się później", I to właśnie w tym momencie mój świat się załamał.
YOU ARE READING
Wszelki wypadek
RomanceKto by pomyślał, że jeden zakład może zmienić dwójkę wrogów z dwóch światów. Co by się stało, gdyby na świat wyszedł romans przyjaciół. Czy nowe osoby przestaną być nowe. Czy plotki przestaną nimi być? I jakie jeszcze tajemnice skrywa ta jedna klasa...
