Jego ręce, mimo, że buchał od ich żar, powodowały dreszcze zimna. Otępiały stukot obok mojej głowy, jego palce w jednej dłoni wystukiwały jakiś rytm. był cichy, ale miałem wrażenie, że krzyczał mi do ucha. Wszystko wokół nie miało dla mnie znaczenia. Stałem patrząc przez jego ramię, bez wyrazu z opuszczonymi bezwładnie ramionami. Całował mnie po szyi gdy ja zapomniałem jak się porusza. Piszczało mi w uszach przez ciśnienie, to był na prawdę zły pomysł zapraszać go do siebie. Gdy wsunął mi dłoń pod bluzkę byłem w stanie jedynie wyksztusić by przestał. Nie posłuchał się. Bliski omdleniu osunąłem mu się w ramionach. Złapał mnie pewnie, mocno chcąc zapewnić mi grunt pod nogami. Dopiero wtedy ogarnął w jakim jestem stanie. Ale to było już za późno. Znienawidziłem go od tej chwili
