— Chae, możesz mi pomóc? Nie umiem zamknąć szafki — zwróciłam się do Chaeyoung. Ta podeszła do mnie i wspólnymi siłami zatrzasnęłyśmy szafkę.
— Dzięki — wyszeptałam.
— Nie ma sprawy — odezwała się blondynka. — Widziałaś ostatnio Minę? Wydaje mi się, że dawno z nią nie rozmawiałam.
— Minę? — zamyśliłam się. Faktycznie, nie pamiętam aby ostatnio rzucała mi się w oczy. — Wydaje mi się, że nie. Zapytam Park.
— Dobrze, strasznie się o nią niepokoję. Jeśli coś, to będę na naszym piętrze — Son odeszła na oddział dla młodszych klas.
Ledwie zniknęła za rogiem, ja ruszyłam do zachodniego skrzydła budynku. Tam powinna właśnie przebywać Jihyo Park. Moje kroki odbijały się echem, kiedy szłam przez opuszczony korytarz, nazywany przez młodszych "czarnym". Kiedyś woźna szkoły szła oczyścić ławkę w tym miejscu, bo ktoś doniósł jej, że jest na niej pleśń. Widziałam ją wtedy ostatni raz. Nikt nie słyszał od tej pory o tej poczciwej staruszce, utykającej na jedną nogę. Pierwszoklasiści snuli opowieści, w których korytarz był nawiedzony przez potwora Tsuki, co po japońsku znaczy "księżyc". Według młodszych, stwór pojawiał się zawsze przy pełni księżyca i porywał osobę, która była najbliżej jego. Za grosz w to nie wierzyłam, choć zawsze gdy musiałam tędy przejść ciarki przechodziły mi po plecach.
Niekiedy wspominałam woźną Kang. Zawsze była dla nas miła, choć surowa. Kiedyś obudził mnie w nocy jej krzyk. Nigdy nie zapomniałam, jak wtedy się bałam.
— Jihyo? — rzuciłam w stronę korytarza biblioteki zaznaczonego fioletowymi strzałkami.
— Jestem, kto mówi? — zza sterty książek wyłoniła się Park. Ulżyło mi, bo myślałam że szukałam jej na marne.
— Hirai Momo z czwartego roku. — przedstawiłam się.
— Ach, pamiętam cię. Siadaj — zrobiła mi miejsce obok siebie. — Co cię sprowadza?
— Razem z Chae z pierwszej klasy szukamy Miny Myoui. Wydaje mi się, że chodzicie na te same zajęcia.
— Tak, chodzimy. Mina przychodzi do szkoły prawie codziennie, ale bardzo dziwnie się zachowuje. Zawsze ma podkrążone oczy, jakby była zmęczona. Czasem nieświadomie wkłada długopis do śmietnika a papierek do piórnika. Gdyby nie Sana, która siedzi obok niej, nie wiem co by się z nią stało.
— To dziwne — skwitowałam.
— Bardzo. Przez ostatnie kilka dni nie widziałam jej na wykładach. Spytajcie Sany, może ona będzie wiedziała co się z nią dzieje.
— Dziękuję ci za wskazówki, lecę poszukać Sany.
Podniosłam się z miejsca, ale ledwie to zrobiłam, książki z półek wysypały się mi pod nogi. To było bardzo dziwne i przerażające. Spojrzałam na koleżankę. Ona też wydała się zaintrygowana tym zdarzeniem. Wstała i chwyciła mnie za rękę.
— Myślę... że powinnyśmy stąd wyjść! — zakrzyknęłam i pociągnęłam Jihyo ku wyjściu. Książki sypały się z regałów jak na komendę, a my opuściłyśmy bibliotekę. Z przerażeniem zaobserwowałam że znalazłyśmy się w Czarnym Korytarzu. Na dodatek na niebie pojawił się jaśniejący księżyc... w pełni!
Zrobiło się niemiłosiernie zimno. Przerażona Park ścisnęła moją rękę mocniej. Ja ostatkiem sił próbowałam wyjść z ciemnego miejsca, lecz usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
Krzyk woźnej Kang.
YOU ARE READING
Lunar Cry
FanfictionZrobiło się niemiłosiernie zimno. Przerażona Park ścisnęła moją rękę mocniej. Ja ostatkiem sił próbowałam wyjść z ciemnego miejsca, lecz usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
