Maripoza

6 0 0
                                        

- Proszę o ciszę! Przy takim bałaganie wróżę, że nadchodzący rok będzie jednym wielkim chaosem! - Powiedziała nasza nowa wychowawczyni, a ktoś z uczniów podchwycił temat i zapytał czy kobieta mogła by mu wywróżyć z dłoni lub innej części ciała skoro jest w tym taka dobra.  Nauczycielka jednak zignorowała zaczepkę. Wydawała się miła, chociaż w tym momencie jej wyraz twarzy i ton głosu na to nie wskazywały. Być może wcale nie chciała naszej klasy za wychowanków, ale nasza poprzednia wychowawczyni zaszła w ciążę i przydzielili nam kogoś na szybko. To był ostatni rok liceum. Ostatnia klasa. Rok zmian. A przynajmniej na to liczyłam. - Pozwolicie, że przedstawię wam waszą nową przewodniczącą. - Te słowa momentalnie wyrwały mnie z przemyśleń. Liczyłam na to, że ta posada przypadnie właśnie mnie. Od zawsze angażowałam się w szkolne życie ponad miarę. Brałam udział w każdej uroczystości, organizowałam różnego rodzaju akcje promocyjne. Lubiłam to. Wychodziłam z założenia, że mając dużo na głowie nie będę musiała zbyt często skupiać się na tym co się w niej dzieje. A co by za dużo nie mówić moja głowa była schowkiem myśli niedoskonałych. Nadmiernie analizowałam każdy swój lub czyjś ruch. Byłam jak... - Klara Toms. Brawo. Klaro mogłabyś do mnie podejść? - No pewnie. Klara. Kto by się tego spodziewał. Nasza nowa przewodnicząca. 

Nie miałam nic do Klary. W zeszłym roku nawet się przyjaźniłyśmy ale jak to bywa w życiu czasami drogi się rozchodzą. Czasami ludzie zakochują się w ludziach, w których nie powinni...

***

Pierwszy dzień zawsze mija w leniwej atmosferze. Ludzie, którzy średnio za sobą przepadają uśmiechają się do siebie wzajemnie starając się nawiązać ponownie utracony podczas wakacji kontakt. Kryje się za tym coś więcej o czym nie należy wspominać, zwłaszcza na początku roku szkolnego. 

Mogłabym iść już do domu, ale postanowiłam poczekać na moją przyjaciółkę z przeciwnej klasy żebyśmy obie mogły wrócić. Wyszłam na dwór i rozejrzawszy się po placu szkoły dostrzegłam ławkę pod drzewem. Usiałam i wyjęłam z plecaka jedyny zeszyt jaki miałam. Starałam się zawsze nosić przy sobie coś, gdzie mogłabym zapisać swoje myśli. Mogłabym nosić ze sobą pamiętnik ale oczyma wyobraźni widziałam już jak go gubię i połowa szkoły poznaje moje zapiski. Przerażające. Później wkleję tę kartkę do pamiętnika. Tak, to dobry pomysł. 

Drogi (nie)pamiętniku!

Zaczęło się. Mój ostatni rok. Matko, nie mogę w to uwierzyć. Kończę liceum. Nie sądziłam, że dotrę do momentu, kiedy myśl o skończeniu szkoły nie będzie powodować u mnie odruchu wymiotnego albo ataków paniki. Poradziłam sobie z tym. Jestem dobrej myśli. Plan na ten rok - zdać prawo jazdy. Znaleźć chłopaka na studniówkę. Znaleźć przyjaciół. Zdać maturę i dostać się na studia. Nie pozwolić by sytuacja sprzed dwóch lat się powtórzyła. Brzmi jak plan doskonały. Właściwie to mogłabym jeszcze...

- Ile jeszcze chcesz bazgrać w tym notesiku? - Odezwał się znajomy głos. - Mam ci się tak przyglądać i usychać z tęsknoty? W dodatku, kto to widział tak jawnie ignorować swoją przyjaciółkę? Zmieniłaś styl, ścięłaś włosy i uważasz, że to cię usprawiedliwia by robić takie okropności? - Zaśmiała się.

- A przepraszam bardzo, kim ty jesteś kobieto, która zostawiła mnie na cały miesiąc wyjeżdżając na jakiś durny obóz? W dodatku nie dając mi żadnego znaku życia!

- Na tym zadupiu nie było nawet zasięgu!

- OH! I co? Myślisz, że to cię usprawiedliwia? Istnieje również stare jak świat narzędzie komunikacji. Chwileczkę. Oświecę cię. Nazywa się Poczta. P-O-C-Z-T-A. - Próbowałam naśladować jej przepełniony udawaną irytacją głos. 

tytuł roboczyDonde viven las historias. Descúbrelo ahora