Rozdział 1

11 0 0
                                        

Był początek lata, piękny słoneczny poranek, Nadia obudziła się pełna energii i - o dziwo- wyspana, co nie zdarzało jej się często w ostatnim czasie.

-Cóż może to będzie mój szczęśliwy dzień- wypowiedziała własne myśli starając zmotywować się do ruszenia naprzód.

Nienawidziła poranków, czasu gdy wszyscy pogrążani we własnych sprawach i myślach szykowali się do pracy, szkoły lub własnych innych zajęć.

Już nie chodzi o sam fakt pozostania sam na sam z własnymi myślami, wręcz przeciwnie nie miała nic przeciwko temu. Lubiła zaraz po wstaniu podsumowywać własne sny, rysując pierwsze co przychodzi jej do głowy, gdy myśli o nocnych obraza imagowanych przez wyobraźnie.

Westchnęła, przypominając sobie o konieczności wstania z łóżka, zrobiła więc to niechętnie i z ociąganiem, a po chwili ucieszona patrzyła w lustro na własne niezbyt pokrzepiające odbicie, przeczesała palcami włosy, dostrzegając kartkę i ołówek leżące na szafce nocnej w odbiciu lustra.

Niespiesznie do nich podeszła i wzięła w ręce siadając leniwie na łóżku. Zamknęła oczy starając się przypomnieć sobie najważniejsze momenty snu. Zawsze ją one fascynowały. Miała wrażenie że od jakiegoś czasu zaczęły tworzyć jedną historię.

Przez jej głowę przeszła nawet myśl czy aby na pewno nie dzieją się naprawdę. Tylko w jaki sposób miałaby to sprawdzić i przekonać do tego swój umysł. Wolała więc ignorować podpowiadającą jej to intuicję.

*********

Oczami wyobraźni ponownie widziała miejsce, piękne pomimo swojej ponurości.

Znajdowała się na ogromnej polanie, pośród natury. Czuła błogość. Mimowolnie na jej usta wkradł się uśmiech.

Chłodny wiatr przebiegł jej po plecach, zwracając uwagę na wielkie drzewo dookoła którego rozlegała się piękna kwiatowa kompozycja.

Podeszła więc w tamtym kierunku wabiona pięknem krajobrazu. Co jakiś czas obracała się w tył jakby szukając potwierdzenia że dawny ponury krajobraz powoli zastąpiony został pięknym ogrodem żywcem jakby wyjętym z idealnego obrazu natury.

Czym dalej brnęła w przód tym bardziej drzewo wydawało się od niej oddalać, zupełnie jakby próbowała dogonić tęczę która za każdym razem zmieniała kierunek pozwalając na złudne nadzieje odnalezienia jej końca.

Nic sobie z tego nie robiąc biegła dalej jakby dotknięcie chropowatej kory starego dębu było kwestią życia i śmierci.

Mimo to nie ograniczyła się do patrzenia jedynie na jeden określony cel, przy okazji pozwoliła sobie na eksploatowanie nowego miejsca. W oddali słyszała szum rzeki dopełniający błogość krajobrazu.

Gdy tylko dostrzegła strumień owej rzeki zaczęła zastanawiać się w jaki sposób dostanie się na drugi brzeg.

Po chwili obraz zaczął się rozmywać na powrót blaknąc.

Zdumiona mrugała chcąc odpędzić ten obraz, to jedynak nie podziałało tak jak oczekiwała, w związku z czym wzruszyła bezwiednie ramionami, powracają wzrokiem przed siebie.

Znajdowała się po drugiej stronie rzeki na wprost masywnego, przemawiającego do niej, bijącego w jej stronę dziwnym światłem starego spróchniałego drzewa.

LiliaWhere stories live. Discover now