Rozdział 1

37 1 2
                                        

Cześć! nazywam się Max, jestem uczniem drugiego roku w "x" jestem dość niski; Mam blond włosy i ciemne oczy. Chciałbym wam opowiedzieć o pewnej historii z mojego życia,  dzięki której mogę uwierzyć że może i mnie spotka prawdziwa miłość.
Uczelnia x -uczelnia, której budynki wzniesiono ponad 120lat temu.  Niesamowite korytarze z ciemną drewnianą boazeria oraz duże aule wewnątrz ceglanych budynków obrośniętych bluszczem, a w niej kilkaset uczniów pośród których jest on...

To był już drugi tydzień jesieni ; z drzew spadały już liście a pogoda nie sprzyjała. Wstałem dosyć wczesnie, spoglądając na zegarek zobaczyłem, że wykłady zaczynają się dopiero za dwie godziny dlatego też nie spieszyłem się. Podniosłem się z łóżka; podszedłem do okna.

- cóż za paskudna pogoda- mruknąłem pod nosem nieco zniesmaczony tym faktem ze wakacyjna pogoda dobiegła już końca- No cóż.

Zanim zdążyłem zrobić śniadanie to pogoda za oknem pogorszyła się jeszcze bardziej. Jedząc śniadanie i czytając poranną gazetę słyszałem tylko jak krople deszczu obijają się o kamienny  parapet w moim akademickim oknie.       Kiedy posprzątałem po śniadaniu zostało mi się tylko ubrać w szkolny uniform i powoli udać się na poranny apel.
Mundurki w naszej szkole pasowały do całej atmosfery jaka tam panowała. Ciemnobrązowe spodnie wyprasowane w kant, koszula w kolorze ecru pod czarnym swetrem z logiem uniwersytetu i czarny krawat. Na nogi włożyłem czarne lakierki, ubrałem też na ramiona marynarkę z mundurku w kolorze butelkowej zieleni, na głowę zalozyem czarny kaszkiet, zabrałem rzeczy i udałem się w stronę auli.

Zająłem miejsce w trzecim rzędzie. Usiadłem przy hebanowej ławie i czekałem na rozpoczęcie dnia szkolnego.
Na podium wszedł dyrektor uczelni. Zbliżył się do mównicy, odłożył jakieś dokumenty i rozpoczął:

-witam wszystkich zebranych tutaj na rozpoczęciu nowego dnia nauki- kontynuował- przypominam wszystkim o płaceniu czesnych do końca tego miesiąca -ciągnął swoją wypowiedz o nieobecnych profesorach, zamknięciu jednego skrzydła szkoły w celu jego remontu itp..

W końcu przyszedł czas na pierwszy wykład. Była nim matematyka. Udałem sie więc ciemnym szkolnym korytarzem oświetlonym ciepłym światłem lamp, kiedy dotarłem pod sale zdałem sobie sprawę o tym że zapomniałem mojego notatnika w auli, więc pobiegłem po niego nie chcąc spóźnić się na pierwszy wykład.
Kiedy skręcałem w ostatni już korytarz przed aula wbieglem na jakiegoś chlopaka, upadłem na podłogę.
Siedząc na tej podłodze zobaczyłem że chłopak ten zbliżył się do mnie, wtedy uniosłem głowę. Zobaczyłem wtedy go.

Miał twarz jakby namalowną przez samego Michała Anioła, idealnie gładka twarz bez najmniejszego defektu, mały nos, duże i piekne usta, włosy ciemne jak drewno ciemnego dębu oraz jego oczy... Oczy, których błękitna toń spoglądała się na mnie i jakby mnie wciągała.

-Wszystko w porządku?- zapytał podając mi rękę

-T.. tak.. nic mi nie jest- wyjąkałem.

Kiedy wstałem zobaczyłem iż jest on o wiele wyższy ode mnie , zdałem sobie  również sprawę ze jest to Nataniel, uczeń czwartego roku, którego kojarzę z widzenia oraz że słuchu.

-uważaj trochę na siebie- odparł - niebezpiecznie jest biegac tak nie ostrożnie po korytarzu -
Uśmiechnął się do mnie.

-Dobrze, następnym razem bede bardziej uważał sir -

Poklepał mnie po ramieniu i poszedł w swoją stronę. Odzyskałem swój notatnik i zamyślony wróciłem do klasy...

Royal Academy Where stories live. Discover now