1

3 0 0
                                        

Dochodziła dwudziesta, za oknem było już ciemno a w starym kamiennym domku na Baxbones chłodniej niż wcześniej. Odbijające się krople wody od szyby jako jedyne dawały znać o pogodzie zza czerni jaką darzył nas jesienny wieczór a brak lamp, które mogłyby oświetlić ulice tylko obarczały tą odpoiedzialnością księżyc, który nie raczył się pojawić jakby nie było to zadaniem dla niego. Na ulicy o, tej porze było już zupełnie cicho, jakaś miastowa dusza mogłaby rzec, że za cicho jak na tak duże miasto obok a jednak. Nawet najbardziej imprezowe nastolatki siedziały w domach zamiast przebijać się muzyką i okrzykami przez puste ulice, odbijając sie od płotów, starając się nie rozwalić butelki z resztką alkoholu z barku rodziców. Było zbyt sokojnie. Cisza bębniła w uszach i odbijała się od wszystkich mebli i ścian w skromnym salonie na piętrze, które wynajmowałam. Gdyby teraz ktoś zaczoł szeptać byłby to hałas głośniejszy od najgłośniejszych hałasów jakie można usłyszeć w środku miasta.  Podciągnełam kolana pod brode zaczytując się w smutną opowieść o chłopcu, który w swej beznadzieji postanowił odebrać sobie życie. " Tak łatwo jest umrzeć a tak ciężko stawić czoła ciężkiemu i niesprawiedliwemu życiu" ja byłam innego zdania dla mnie tchórzostwem było życie w cierpieniu w obawie przed odebraniem sobie życia. Życie z przymusu jest równie słabe co pozostawienie bliskich, jeżeli faktycznie są ci bliscy.

Niespodziewanie na dole rozległ się donośny huk. Wzdrygnełam się prawie potrącając książką wyjątkowo dużą filiżanke kawy, której nie tknełam od rana tak jak, od rana nie wychodziłam z fotela przyniejmniej takie miałam wrażenie. Filiżąnka lekko się zachwila na białym stoliczku z drewna co wybiło mnie z rytmu połykania co drugiego słowa w książce. Delikatne skrzypanie schodów, ktos wchodził na góre, opuściłam nogi na podłoge oczekując niespodziewanego gościa nie odrywając wzroku od drzwi. Nagle skrzypanie ucichło i usłyszałam dwa pukniecia.
- Proszę. - Odpowiedziałam, a już po ułamku sekundy zza dzrwi wychyliła się Starsza Pani u której wynajmuje całe to pięterko.
- Dzień dobry, Pani Fox. - Usmiechnełam się ciepło zamykając książkę.
Naprawdę panią lube, ale to nie czas.
- Już raczej dobry wieczór. - Burkneła staruszka. Miała idelnie ułożone szare, krótkie loki w uszach perłowe kolczyki a na sobie uprasowaną liliową sukienkę. - Masz gościa.
Wiem zapach obcych perfum z wyższej półki unsi się chyba nad całą dzielnicą.
- Widzę, że się Pani wystroiła. - Zaówżyłam. - Mogę spytać gdzie się Pani wybiera o tej porze? - Wskazała na ścienny zegarek nad kominkiem elektrycznym. - Zaraz... gościem?
Dobrze ci idzie, zaskoczenie.
- Tak, wampirku. G o ś c i a, - Zaakcentowała ostatni wyraz po czym dodała szeptem. - Na randevu. - Puszcając jej oczko.

Wampirek, zawsze tak mnie nazywała momo, że poza ciemnymi włosami i jasną cerą nie łaczyło mnie nic z tymi stworzeniami, mimo to nie było o co się czepać Pani Fox była już w podeszłym wieku pozatym wypowiadała to z taką czułością, że ciężko było by się obrazić nawet jakby nazwała mnie grubiutkim pasztecikiem.

Otworzyłam szeroko oczy i z uśmiechem przeczesałam delikatnie włosy, dla żartu.Tylko głupi mógłby pomyśleć, że naprawdę chciałabym zrobić dobre wrażenie na kimś kogo nie chce ani w życiu, ani nawet w domu.
- Nie poprawiaj się, nie jest zbyt urodziwym chłopcem, pozatym pewnie " inny". - Dodała cynicznie. Pani Fox nie nalerzała nigdy do tych, którzy rozumieli, że to tylko poza.
- Bardzo przepraszam Panią. - Zaśmiał się zza staruszki męski jedwabny głos.
W tym samym czasie obie spojrzałyśmy w głąb ciemnego korytarza z, którego wyłonił się wysoki blondyn w żółtym płaszczu, eleganckich garniturowych spodniach, lakierowannych butach oraz różową przemoczoną parasolką. Spojrzał na mnie i uśmiechnoł się od ucha do ucha. - Jestem Nikodem Tinsolwe ale pozwole do siebie mówić Nikoś jak bardzo pani pragnie. - Zaśmiał się.
Weźcie to z mojego domu, prosze.
- Prosiłam Pana by został Pan na dole. - Obruszyła się starsza Pani.
- Wporządku. - Uspokoiłam ją.
- Ja jestem Nathaly Wynsford - Podałam mężczyźnie rękę a on zamiast uścisnąć ją to pocałował mnie w wierzch.
Na jaką cholere ona tu przywlekła to coś, prosze oby to nie było to co myśle.
Pani Fox delikatnie się skrzywiła widząc to.
- Jak uważasz wampirku. Tak czy inaczej to twój nowy współokator. - Po wypowiedzeniu tego zatrzasneł a za sobą drzwi.
Czemu ja zawsze musze mieć kurwa racje.
- Nie wedziałam że szukam. - Powiedziałam za nią.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 15, 2022 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

...Where stories live. Discover now