***
Moje ciało wierci się na łóżku dokładnie co dziesięć minut. Zastanawiam się, kiedy zacznie dzwonić budzik zwiastujący kolejny równie przygnębiający dzień co poprzedni. Mozolnie przecieram ciężkie po nocy powieki i staram się zmusić do wstania. Wyłączam budzik i już po chwili moje stopy stykają się z lodowatą drewnianą podłogą. Idąc po zimnej powierzchni dreszcz przechodzący po moich plecach zahacza o każdy ich kręg. Poprawiam swobodnie opadające kosmyki włosów i zawijam je za uszy. Nadeszła pora żeby pożegnać się z dotychczasowym życiem. - Boże, daj mi siłę.- Rzucam słowami w opustoszałą już przestrzeń mojego mieszkania. Kartony z ogromnymi napisami „PRZEPROWADZKA" wirują w moich oczach, gdzie tylko nie spojrzę a ciemne wory pod oczami wyraźnie wskazują na kilka nieprzespanych nocy. Stopy pośpiesznie prowadzą mnie do łazienki, gdzie obmywam twarz lodowatą wodą. To jedyny i sprawdzony sposób na to żeby pobudzić moje wiotkie ciało po nocy. Chwile później nakładam na siebie komplet szarego dresu i związuje włosy w wysoki kucyk. Rozglądam się ostatni raz po czterech ścianach, w których spędziłam ostatnie lata życia na uwięzi. Wraz z zamknięciem drzwi, zostawiam za sobą całe dotychczasowe życie.
- Gotowa?- Szarooka kobieta przygląda mi się bacznie, kiedy wpycham ostatnie rzeczy do plecaka i zakładam go na plecy. Starannie wyprasowana, grantowa garsonka idealnie pasuje do szpilek w tym samym kolorze a jej tryskający entuzjazm sprawia, że mam ochotę zacząć uderzać głową o ścianę. Eleise sekretarka moich rodziców zawsze kryła się pod kopułą kłamstw tak samo, jak oni sami. Sprytnie nałożony sztuczny, uśmiech potrafi zatuszować nawet największe z kłamstw i problemów.
- Gorzej już być nie może.- Rzucam cierpko i wymijam ją szerokim łukiem. Przeskakuje dokładnie co dwa schodki i mijam w drzwiach szofera, który dostał nakaz zabrania moich walizek z pokoju. Puste pomieszczenia przebłyskują gdzieś wokół mnie, a ja w tej chwili marzę tylko o tym żeby, jak najszybciej dotrzeć do samochodu z nadzieją, że bolące wspomnienia odejdą w zapomnienie. Wpadam do pojazdu, jak oparzona i natychmiast w jednej z kieszeni szarych dresów odnajduje słuchawki, które pośpiesznie wkładam do uszu. Skutecznie zagłuszam wszystko co dzieje się dookoła mnie melodią. Narastające emocje zabijam głośną muzyką, łzy cisnące się do moich oczu stają się coraz mniej odczuwalne i w końcu czuje ulgę. Głośna muzyka uwalnia mnie od świata i tego kim się stałam.
***
Głośne uderzenie tafli blaszanych drzwi wyrywa mnie ze snu. Spoglądam przez spowite smugami deszczu okno taxówki i po dłuższej chwili przypominam sobie okolicę, która mnie otacza. Lot trwał dokładnie dziesięć godzin a dostanie się z Toronto do Londynu to cholernie długa i wyczerpująca podróż, która wyssała ze mnie resztki życia przeznaczone na ten dzień i chyba cały tydzień. Marzę o gorącej kąpieli i śnie, ale kiedy widzę pochmurną pogodę i obskurną kamienicę grymas zrezygnowania wkrada się na moją twarz. Tynk odpadający ze ścian budynku wskazuje na lata zaniedbania. Masywne drewniane drzwi mienią się przeróżnymi odcieniami farb, które zostały zmieniane przez coraz to nowych właścicieli. Zabieram swoje walizki z bagażnika tego małego, śmiesznego auta i pośpiesznie reguluje rachunek. Pojazd odjeżdża a ja powolnie wchodzę na schodki prowadzące do drzwi wejściowych. Ostatni raz byłam tu w dzieciństwie, przez co pojedyncze przebłyski wspomnień wkradają się w mój umysł. Doskonale pamiętam najlepsze czasy mojego dzieciństwa, jak i czasy świetności tej kamienicy. Kiedy deszcz zaczyna padać mocnie zmusza mnie do zebrania się na odwagę i zapukania do drzwi. Gdyby nie on, ciekawe ile czasu jeszcze stałabym bez ruchu i wpatrywała się w stare, drewniane żłobienia. Niemal od razu drzwi domu otwierają się a podmuch ciepłego powietrza okala moje ciało i zaprasza do środka. Gdy w końcu podnoszę wzrok, zauważam piękną, dojrzałą kobietę, którą przywoływałam wspomnieniami, każdej nocy spędzonej w Toronto. Ma te same zielonkawe oczy i podobne łagodne rysy twarzy.
