Arttu uśmiechał się radośnie, a w jego błękitnych oczach lśnił cały jego entuzjazm i pogodne nastawienie do świata. Fryzura w nieładzie spowodowanym zdjęciem czapki z głowy dodawała mu nieco zawadiackiego wyglądu, chociaż nie aż takiego jak w momencie, kiedy przymierzał kapelusze przy jednym ze straganów, by w końcu nie zdecydować się na żaden. W wielu z nich wyglądał świetnie, miał w sobie coś z kowboja z dzikiego zachodu, ale jak wówczas twierdził, nie na tym mu zależało. Potrzebował kapelusza godnego łowcy wampirów.
Na zdjęciu niestety kapelusza nie miał, ale nawet nieułożone włosy tylko dodawały mu jakiegoś nieodpartego uroku. Zdaniem właścicielki owego zdjęcia, Arttu wyszedł na nim tak fantastycznie, że… no, owszem, już dawno wyrosła etapu, żeby wpatrywać się w takie zdjęcie godzinami. Ale kiedy siedziała czasem całymi dniami nad stertą arcynudnych książek, kserówek i skryptów, podniesienie głowy choć na chwilę i wymienienie się z nim spojrzeniami — jakie to szczęście, że w momencie zrobienia zdjęcia patrzył akurat prosto w obiektyw! — zawsze dodawało pozytywnej energii i motywowało do dalszego działania.
Oprócz uśmiechania się szeroko i dzielenia się ze światem nieprzebranymi zasobami swojego optymizmu, Arttu na owym zdjęciu obejmował ramieniem osobę niższą od niego o pół głowy i, co tu dużo mówić, nie tylko z tego powodu posiadającą wyższe BMI. Chociaż dzięki zimowej kurtce, jak miała cichą nadzieję, aż tak mocno nie rzucało się to w oczy. Znacznie bardziej odwracała uwagę chyba jej burza loków w wiśniowym kolorze — nigdy nie lubiła swojego naturalnego, mysiego odcienia włosów i kiedy tylko dostała na to pozwolenie, farbowała je wedle własnego widzimisię, przechodząc przez wszystkie odcienie między smolistą czernią a platynowym blondem — i uśmiech na lekko pyzatej twarzy. Jej piwne oczy, skryte za okularami w prostokątnych, metalowych oprawkach, może nie były w stanie wyrazić aż takiej radości, jaką emanował Arttu, co nie zmieniało faktu, że w tamtym momencie była ona jedną z najlepiej bawiących się osób na świecie.
Miała w sumie sporo szczęścia, że to zdjęcie wyszło w tak dobrej jakości, w końcu nie mogąc znajdować się po obydwu stronach obiektywu naraz, powierzyła swój aparat koleżance, której znajomość fotografii kończyła się na naciśnięciu spustu migawki. Ich postacie na pierwszym planie wyszły odpowiednio naświetlone i ostre jak brzytwa, a z nieciekawym tłem, rzędem drewnianych straganów na Krupówkach, w dalszej obróbce zrobiło się porządek bez większych problemów. I tak oto, po bardzo niedługim czasie, owo zdjęcie zostało wydrukowane, oprawione w ramkę i stało się najlepszą pamiątką, jaką Alicja kiedykolwiek przywiozła sobie z Zakopanego.
— No nie mów, że znowu ślinisz się do tego głupka.
Alicja oderwała spojrzenie od zdjęcia w ramce, oparła łokcie na biurku i przymknęła oczy na dłuższą chwilę, bezgłośnie przeklinając los, który skazał ją na posiadanie młodszej siostry.
— Nie zawracaj mi teraz głowy, jestem zajęta — odburknęła.
— Właśnie widzę. Mogłabyś mi pomóc z zadaniem domowym z chemii…
— Nie, nie widzisz, a ja nie mogłabym. Jestem bardzo zajęta.
— Niby czym?
— Obmyślaniem strategii polowania na wampiry.
Alicja uśmiechnęła się pod nosem. Siedziała przy biurku, tyłem do drzwi pokoju, w których stała jej młodsza siostra, ale nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że smarkula da się sprowokować tematem i zaraz wejdzie do środka.
— Głupia jesteś — oznajmiła tamta. — Na wampiry nie da się polować. Żaden człowiek nie da im rady.
— Taaak, a tu mi tramwaj jedzie — odparła Alicja, palcem odchylając sobie dolną powiekę. — Tak się składa, że ja i Arttu przygotowaliśmy już plan doskonały. Dlatego powiedz lepiej twojemu Edziowi, żeby zwiewał, gdzie pieprz rośnie, bo jego dni są policzone.
YOU ARE READING
Fin-Fiction 6
Fanfiction| Europa, marzec 2007 | Końcówka Pucharu Świata to czas ostatecznej rozgrywki. Większość kart została wyłożona na stół, nieliczni chowają jeszcze asy w rękawie. Dla fińskich skoczków jest to czas bardzo trudnych wyborów. Po czyjej stronie się opowi...
