rozdział I

16 1 2
                                        

- Oh ojcze. Będę tęsknić. Nowy rok nowe przygody. (Valencia)-powiedziała ze łzami w oczach.
- Córko jak dojedziesz wyślij mi puchacza. Też będę tęsknić. Pusto w tej chacie będzie bez ciebie. (Syriusz).
- Nie przesadzaj. Masz Stworka.

Valencia podchodzi do Stworka i szepcze mu do ucha.

- Opiekuj się nim dobrze.

Stworek kiwnął głowom na potwierdzenie polecenia.

- Masz wszystko smoczusiu? (Syriusz)
- Mówiłam Ci żebyś tak do mnie nie mówił! (Valencia)
- Aj no dobrze. Idź już młoda damo. Harry czeka już na ciebie przy drzwiach. (Syriusz)

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.

-Zaskakujesz mnie coraz bardziej. (Valencia)
- Cześć Wujku, Witaj Kuzyneczko. Gotowa? (Harry)
- Tak, tak już. Blue, Olimpia na dół! (Valencia)

Nagle z 3 piętra zleciały dwa małe smoki.

- Jak ja lubię te maluchy. (Harry)
- Już już. Raz raz. Blue, Olimpia jedziemy do Hogwartu. Do klatki migiem!(Valencia)

Valencia przytuliła Syriusza i wyszła z domu. Przez okno widziała wzruszonego ojca.

- To co chodźmy. Ron i Hermiona na nas czekają. (Harry)
- Miejmy nadzieję, że dotrzemy tam przed świtem. (Valencia)

Dotarli na peron. Widzieli z daleka Hermione i Rona. Oni też ich zauważyli. Podbiegli z zachwytem i przytulili Valencie i Harrego.

- Valencia, jak ja się cieszę, że cię widzę. (Hermiona)
- Jak te maluchy urosły. (Ron)
- Ja też się cieszę! Brakowało mi naszych przygód. (Valencia)
- Proszę wsiadać! (Konduktor)
- Już chodźmy, bo odjedzie bez nas. (Harry)

Cała czwórka powoli wsiadała do pociągu, aż nagle Valencia usłyszała ciche wołanie.

- Poczekajcie. Coś słyszę.(Valencia)
- Pewnie ci się tylko wydaje. Chodźmy już. (Ron)
- Nie ja coś naprawdę słyszę!(Valencia)

Valencia wybiegła z pociągu i podążała za odgłosami.

-Valencia nie! (Hermiona)

Hermiona wybiegła za Valencią. Wbiegły w ciemną uliczkę.

-Valencia stój! (Hermiona)

Valencia z Hermioną zatrzymały się.

- Co ty do cholery robisz? (Hermiona)
-Csii. Słyszysz? (Valencia)
- Co słyszę? Gdzie? (Hermiona)

Zza rogu wyszedł wysoki mężczyzna. W ręku trzymał smoka.

-Schowajmy się. (Valencia)

Dziewczyny schowały się zza rogiem budynku. Obserwowały cała sytuację.
Mężczyzna zaczął ciągnąć smoka za skrzydła oraz podpalać mu skrzydła.

- Co ty do kurwy odpierdalasz?! (Valencia)

Valencia wyszła z kryjówki.

- Ten smok jest bezużyteczny. Nic mi nie dał. On na nic nie zasługuje. (Mężczyzna)

Oczy Valencii zrobiły się czerwone.

- Oddaj mi tego smoka! (Valencia)
- Odsuń się ode mnie diable wcielony. Jak coś mi zrobisz smok też ucierpi. (Mężczyzna)

Valencia była bezbronna. Nie miała różdżki. Ale poczuła w środku ogień musiała to zrobić.

- Crucio! (Valencia)
- Valencia nie! ( Hermiona)

Mężczyzna wił się z bólu. Gdy Valencia przestała go torturować uciekł i zostawił poparzonego smoka.

- Chodź malutki. Co on ci zrobił. Nazwę cię Vilia od Devilia. (Valencia)
-J-j-jak ty to zrobiłaś? (Hermiona)
- Nie mam pojęcia. Coś poczułam. (Valencia)
- To było niesamowite! Coś czuję, że będą z tego kłopoty. Duże kłopoty. Ale chodźmy już. (Hermiona)
- Chwilka muszę opatrzeć skrzydło Vilii. (Valencia)
-Szybko. (Hermiona)

Skrzydło było całe popalone. Smok cierpiał.

-Masz kawałek materiału? (Valencia)
- Coś tam mam. Zobaczę. (Hermiona) - Mam. Trzymaj.
- Dziękuję. (Valencia)

Valencia owinęła poparzenia kawałkiem materiału i wzięła smoka na ręce.

-Możemy iść. (Valencia)

I poszły, smok był przez całą drogę wtulony w klatkę piersiową Valenci.



„  Labirynt Przeżyć "Stories to obsess over. Discover now