*Jakimś cudem rozdział 1 nie dodał się tego samego dnia, co reszta. Przez to mogliście nie zrozumieć niektórych sentencji. Może przeczytacie jeszcze raz? Serdecznie zachęcam i pozdrawiam Miśki 🐻♥️*
Cześć! Jestem Zosia i opowiem wam historię mojej rodziny. Na początku trochę o mnie. Jestem najmłodszą dziewczyną w naszym domu. Młodszy ode mnie jest tylko Piotruś. Poza nami w skład naszej rodziny wchodzą: mama, tata, Kasia, Janek, Stasia, Pola, Janka, Wandzia i Alek. Skoro już nas znacie, to możemy przejść do sedna sprawy. Historia, którą wam opowiem zaczęłam się pierwszego września 1939 roku. Mieszkaliśmy w Warszawie, a ja miałam wtedy 5 lat, mimo to doskonale pamiętam jak obudził mnie huk syren. Było jeszcze ciemno. Wszyscy krzątali się w naszym mieszkanku. Tatuś zaczął pakować walizki, a ja z mamusią wzięłyśmy jakieś pakunki i szybko uciekłyśmy do piwnicy. Reszta rodzeństwa zbiegła zaraz za nami. Na końcu przybiegł zdyszany tatuś. Na zewnątrz słychać było płacz, modlitwy i te najstraszniejsze - huki. Nie pamiętam ile czasu przesiedzieliśmy w piwnicy, wiem tylko, że mamusia ciągle się modliła i rozmawiała o czymś z tatą. Gdy wszystko ucichło, a ludzie zaczęli wychodzić z piwnicy, mama podeszła do mojego rodzeństwa i ze łzami w oczach dała im jakieś tobołki. Pocałowała każdego w czoło i pobłogosławiła ich na drogę. Nie rozumiałam dlaczego mama tak się zachowuje, przecież oni tylko wychodzą z piwnicy? W tym momencie podszedł do mnie Janek. Powiedział mi w tajemnicy, iż nasza rodzina jest niezwykła, gdyż my jesteśmy czarodziejami. Nie mogłam w to uwierzyć. Powiedział mi też, że na ulicach są tacy panowie, bardzo źli i okrutni, którzy władają ciemnymi mocami oraz chcą pozbyć się wszystkich dobrych czarodziejów. Mówił, iż oni muszą teraz wyjść i z nimi walczyć, a ja mam zostać z mamą, tatą i Piotrkiem. Piotrek, właśnie... Dlaczego ja wam nie powiedziałam? To nie jest Piotrek, a reszta rodzeństwa też nazywa się inaczej niż podałam na początku, ale ja tych imion już nie pamiętam. Wiem tylko, że mama czasem się zapominała i mówiła do mnie Estera. Wtedy nie wiedziałam dlaczego mama nagle zaczęła do nas mówić nowymi imionami. No tak, wszyscy wyszli. Zostałam jak już wcześniej mówiłam z rodzicami i bratem. Udaliśmy się całą trójką do naszego mieszkania. Widok był straszny. Szyby w oknach powybijane, wszystko poprzewracane i na dodatek wszędzie było pełno kurzu. To był ostatni dzień, który pamiętam w naszym mieszkaniu. Później zostaliśmy przeniesieni do tak zwanego getta. Wszyscy musieliśmy nosić takie gwiazdki na ubraniach. Wtedy pierwszy raz widziałam złych magów. Mieli oni czarne różdżki różnej wielkości i te różdżki wydawały z siebie taki mały huk. Używali ich dość często, krzycząc przy tym coś w niezrozumiałym języku. Byli złymi magami, więc zaklęcia, które rzucali na około nie były dobre. Zawsze po użyciu takiej różdżki ktoś zasypiał i już się nie budził lub bardzo cierpiał. Życie w getcie było straszne wszyscy się bali, bo po ulicach chodzili ci źli, brakowało wielu rzeczy, ale mamusia ciągle powtarzała, że niedługo stąd wyjdziemy i spotkamy się z rodzeństwem. Wtedy nie wiedziałam, jak bardzo mama się myliła. Co jakiś czas do getta zakradał się Janek przynosząc nam różne rzeczy. Wiem, że to był on, bo zawsze zostawiał liścik. Co prawda nie podpisywał się na nim, ale pisał go do mnie. Skąd to wiem? Mama zawsze w czwartki przynosiła do domu szary worek, w którym była mała żółta karteczka z dopiskiem dla Miśki. Miśka, właśnie tak nazywał mnie Janek. Te karteczki były moją jedyną rozrywką przez prawie rok. Po tym czasie do naszego miejsca zamieszkania zaczęła przychodzić pewna dziewczyna. Od razu ją poznałam. Te jej śliczne blond włosy i brązowe oczy. To była Stasia. Pierwszego dnia podbiegłam do niej i rzuciłam jej się na szyję. Ona mnie odepchnęła i tym małym gestem złamała mi serce. Myślałam, że o mnie nie pamięta, aż któregoś dnia po tym jak tata był zaczarowany, bo nie zdążył wejść do domu przed tak zwaną godziną policyjną Stasia przyszła do naszego mieszkania i mnie przytuliła. Mama mi później opowiadała o tym, że muszę mówić na moją siostrzyczkę pani Stasiu, albo pani Stanisławo, bo ci źli nie mogą dowiedzieć się o tym, że ona nas zna. Domyśliłam się, że mama bała się czarów tych niebieskich panów. Tata przez nich już cierpiał, a ona nie chciała aby coś stało się jeszcze innym członkom naszej rodziny. Po dwóch tygodniach tata zasnął. Zasnął i już się nie obudził. Mama bardzo płakała, ja natomiast nawet jednej łezki nie uroniłam. Bardzo kochałam tatę, ale przecież Janek powiedział mi, że jak ktoś zasypia na wieki to nie można się martwić, bo on trafia na piękną łąkę usłaną różami i tam na nas czeka. Powiedział mi jednak, że trzeba uważać by nie zasnąć za szybko, bo jeśli nie wykonamy swojego zadania na ziemi, to nie dostaniemy się na tą łąkę. Po około dwóch tygodniach od odejścia ojca, znów przyszła do nas Stasia. Tym razem miała ze sobą dużą walizkę. Porozmawiała chwilę z mamą i kazała mi, abym weszła do tej szmatki na kółkach i była najciszej jak tylko dam radę. Szybko wślizgnęłam się do torby, a Stasia zasunęła zamek. Tego dnia Stasia wywiozła mnie z getta, a ja ostatni raz widziałam moją mamusię. Wtedy też zamieszkałam ze Stasią, Jankiem i Wandzią. Widziałam ich pierwszy raz od ponad roku. Bardzo się zmienili. Wandzia nawet przefarbowała włosy na blond. Tylko dlaczego niema z nami reszty rodzeństwa? I gdzie jest Piotrek, który też został wywieziony z getta tydzień przede mną. Dowiedziałam się od siostry, że Piotruś jest w innym mieszkaniu razem z Polą, Alkiem i Janką. Ciekawiło mnie to, że Stasia nie powiedziała mi gdzie mieszka Kasia. Cóż, może znalazła już sobie chłopaka i wyjechała z tej naszej smutnej warszawy? Tego dnia dostałam też nowe papiery i już na dobre byłam Zosią Nowak. Minął tydzień od mojej przeprowadzki. Powoli zaczęłam się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości. Tutaj, za murami getta byłam Zosią, której mamą jest Stanisława, a tatą Jan. Domyślicie się pewnie, że chodziło o moje rodzeństwo. Wszystko to tylko po to, by walczyć ze złymi magami. A wracając, właśnie po tygodniu znalazłam odpowiedź na jedno z nurtujących mnie pytań.
YOU ARE READING
Estera
Historical FictionLosy Żydowskiej rodziny mieszkającej w Warszawie widziane oczami dziecka. Rok 1939 przyniósł ze sobą straszną nowinę - wojna. Co to oznacza dla dziecka? Czy uda jej się przeżyć? Ile będzie musiała przejść? Estera to moje opowiadanie, które pisane j...
