Rozdział I

36 3 0
                                        

Nie można powiedzieć, że Jagna była bardzo zaskoczona, gdy wampiry postanowiły się ujawnić. Popkultura ostatnich dziesięcioleci była nimi przesiąknięta na tyle mocno, by ludzie zdołali się z nimi w pewnym stopniu oswoić. Świadomość grozy tego, co się dzieje dotarła do niej dopiero, gdy po raz pierwszy, na własne oczy, ujrzała jednego z nich.

Był chłodny, październikowy wieczór. Wysiadła z autobusu, który podjechał na jedyny przystanek znajdujący się w centrum wioseczki, w której mieszkała. Jagna nie znosiła zgiełku wielkiego miasta, nie byłaby zdolna mieszkać w tak wielkiej, jak Kraków aglomeracji. Kiedy tylko sytuacja zawodowa kobiety stała się na tyle stabilna, by umożliwić wzięcie kredytu, skorzystała z okazji i kupiła mały domek w jednej z podkrakowskich wsi. Zamiłowanie do przyrody i ciszy skłoniło ją do wyboru zabudowania oddalonego nieco od pozostałych domostw. Tego dnia po raz pierwszy miała pożałować swojej decyzji.

Lekko zaspana Jagna wysiadła z autobusu. Aby uniknąć stania w korkach, często rezygnowała z jazdy samochodem. Wolała dojeżdżać do redakcji, w której pracowała transportem miejskim. Uderzenie mroźnego, jesiennego wiatru przywróciło jej trzeźwość zmysłów. Zdecydowanym ruchem zadarła kołnierz płaszcza, próbując osłonić się przed zimnem i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu. Wyboista, wąska dróżka prowadząca do jedynego zabudowania w tej części miejscowości,  była oświetlona przez osamotnioną, wiekową lampę. Latarnia nie była w najlepszym stanie i często odmawiała posłuszeństwa. Tego wieczoru ostatni odcinek dróżki prowadzącej do domu Jagny tonął w całkowitej ciemności.

Zbliżając się do swej skromnej posiadłości, kobieta dostrzegła wyłaniającą się, ze znajdującego się tuż za granicą jej działki zagajnika, postać mężczyzny.

- Ktoś tu stracił poczucie czasu – przemknęło jej przez myśl. Była pewna, że nieznajomy był jednym z ludzi, którzy czasem pracowali w lesie. Miała już zignorować wędrowca, kiedy coś w sposobie jego poruszania się przykuło jej uwagę. Przez moment nie potrafiła ustalić, co takiego nietypowego było w tym facecie, jednak po chwili doznała olśnienia. Cisza. Poruszał się zupełnie bezszelestnie. Żwir pod jego stopami nie odważył się wydać najcichszego stęknięcia. Po plecach Jagny przebiegł lodowaty dreszcz niepokoju. Coś było nie tak. Spinając wszystkie mięśnie, zmusiła się by przeć na przód, zachowując pozory stoickiego spokoju.

Nieznajomy zbliżył się do kobiety na odległość kilku kroków - na tyle aby w panującej wokół ciemności była w stanie ujrzeć jego twarz. Zaparło jej dech. Nie kontrolując swoich ruchów zatrzymała się gwałtownie na środku dróżki i wpatrywała uporczywie w oblicze mężczyzny.

- Piękny. Taki piękny... – myślała tępo.

Nieznajomy również się zatrzymał. Wbił w Jagnę spojrzenie bladych, pustych źrenic. Na jego cudowną, gładką niczym marmur twarz, wpełzł ohydny uśmiech.

- Witam sąsiadkę – odezwał się głosem przywodzącym na myśl Carminę Buranę Orff'a – hipnotycznie upojnym i przeszywającym głębokim niepokojem zarazem – Nareszcie mamy możliwość się poznać – uśmiechnął się szarmancko lecz wyraz jego zimnych oczu groteskowo kontrastował z uprzejmym grymasem ust.

- Mamy możliwość się...? Co też on bredzi? Przecież ja nie mam sąsiadów. W pobliżu nie ma żadnego domu. Kim on do...? - świadomość spadła na nią niczym grad kamieni. Nienaturalnie piękna, symetryczna twarz, blada jak śnieg cera, magnetyczny wzrok i głos, niewielkie grudki ziemi wyziewające spomiędzy pasm długich, jasnych włosów – Toż to jeden z NICH!

Serce Jagny zaczęło łomotać jak oszalałe. Mężczyzna zaśmiał się czystym niczym łza, lodowatym, jak arktyczne powietrze chichotem.

– Widzę droga sąsiadko – rzekł – Że nie miałaś jeszcze okazji poznać wąpierza.

Wyjście z MrokuStories to obsess over. Discover now