Przysiadłam obok Mii, która wciąż rozmawiała z Louisem. Drewno, na którym usiadłam, było zimne i niewygodne, ale ciepło od rozpalonego ogniska dawało nieco ukojenia. Impreza trwała w najlepsze, pod drzewami widoczne były przytulone, lub całujące się parki. Przewróciłam oczami.
- Jak się bawisz, Hope? – zapytał szatyn, uśmiechając się w moją stronę. Spojrzałam na zarumienioną brunetkę i wiedziałam, że ona się bawi na pewno lepiej ode mnie.
- Jest w porządku – skłamałam, nie chcąc psuć obojgu zabawy.
- Jeśli będziesz chciała wracać, to powiedz, odprowadzimy cię do akademików – powiedziała Mia, kładąc mi rękę na nodze. Potaknęłam, siląc się na uśmiech. Napiłam się ze swojego czerwonego kubka pełnego drinka z wódką i colą, i wpatrzyłam się w iskierki buchające z ogniska. Nie wyobrażałam sobie nigdy, że imprezy mogą wyglądać tak jak z filmu. Przed przyjazdem do Heavenly Hill takie wydarzenia widziałam tylko w amerykańskich serialach.
- Hope – usłyszałam za sobą. Obróciłam głowę.
- Cześć, Zayn! – Uśmiechnęłam się, zaczynając widzieć pozytywy w przyjściu do lasu na tajemniczą imprezę rozpoczynającą lato. – Myślałam, że nie bawią Cię takie posiadówki – zachichotałam.
- Bo nie bawią – odpowiedział, ale w kącikach jego ust dostrzegłam skradający się uśmiech – nie chciałem, żeby Ci się coś stało.
- To tylko impreza, Zayn. Przestań być taki nadopiekuńczy – wtrąciła Mia. Podała Zaynowi plastikowy kubek pełen piwa, ale wyraźnie odmówił. Spojrzałam na niego, zaciekawiona jego decyzją, ale nagle poczułam się słabo.
- Hope? – usłyszałam głos Zayna, ale był gdzieś z oddali. Później moje ręce zaczęły drżeć. Wiedziałam, co się zbliża. Ktoś umiera. – Hope, słyszysz mnie? Halo! I nie, Mia, nie mów do cholery, że jestem nadopiekuńczy!
Zamknęłam oczu z bólu. Usłyszałam krzyk i czułam, jak ktoś podnosi moje ciało. Po chwili zaczęłam się krztusić i dotarło do mnie, że to był mój własny krzyk.
Zobaczyłam piękną, blond dziewczynę. Stała na środku drogi. Patrzyła w niebo i obracała się w kółko. Była szczęśliwa i roześmiana.
- Evans? Co ty tu robisz? – zapytała, spoglądając na mnie. Zacisnęłam oczy, przeklinając pod nosem. – Skąd tu się nagle pojawiłaś?
Próbowałam się odezwać, żeby ją ostrzec. Ale mimo otworzonych ust, z mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Nagle na drodze pojawiła się czarna furgonetka, która pędziła w naszą stronę. Starałam się wykrzyczeć, żeby uciekała. Obraz mi się rozmazał, kiedy usłyszałam pisk opon i wrzask blondynki.
- Hope, do jasnej cholery! – Ktoś potrząsał moim ciałem. Otworzyłam oczy. Byłam już w swoim pokoju, a nade mną stał Zayn. Jego zmartwione oczy patrzyły wprost na mnie.
- Mówiłam, że się obudzi – wymamrotał ktoś w rogu mojego pokoju. Spojrzałam w tamtą stronę. Wszędzie rozpoznam ten głos.
- Zamknij się, Harry – powiedziała stanowczo Mia. – Hope, co się stało?
- To Gwen. Nie żyje – wyszeptałam i zamknęłam oczy, odpływając w błogi sen.
YOU ARE READING
Indestructible || 1D - h.s i z.m
Fanfiction- Harry! - wołam za chłopakiem. - Daj mi spokój, wybrałaś - odburknął, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. - Nie, doskonale wiesz, że to wszystko zależy od Ciebie. Sprawiasz, że jestem niezniszczalna - szepnęłam w swojej obronie. - Niezniszc...
