Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chodziłam po mieszkaniu zastanawiając się... Nad czym tak właściwie? Sama nie miałam pojęcia. Usłyszałam dźwięk powiadomienia w telefonie. Na całym ekranie widniał napis " ROCZNICA". Wywróciłam oczami i rzuciłam telefonem w stronę kanapy. Dzisiaj była nasza 5 rocznica związku. Nie chciałam tego dnia. Nie chciałam znów udawać, że będzie pięknie, ładnie, romantycznie. Najchętniej wymazałabym ten dzień z kalendarza. Ot zwykła sobota. Dalej snułam się między pokojami co jakiś czas zerkając przez okno, aż zadzwonił domofon. Poszłam do przedpokoju i podniosłam słuchawkę
- Otwórz, zapomniałem kluczy.- to był on. Mój narzeczony, moja wielka miłość, osoba dla której zrobiłam i zrobiłabym wszystko, ale kiedyś... Przycisnęłam guzik otwierający drzwi bez słowa i weszłam do łazienki.
Siedziałam na wannie, nasłuchując kiedy wejdzie do domu. Skrzypienie drzwi, odgłos plecaka rzuconego o podłogę i jego wzdychanie jaki jest zmęczony. Potem kroki, szedł do kuchni. Otwarta butelka od piwa i wędrówka w drugą stronę do salonu na kanapę. Chwilę później było słychać Tv. Oglądał sport. I to by było na tyle. Zrezygnowana pozbierałam brudne ubrania i wstawiłam pranie.
- Co na obiad? - usłyszałam wychodząc z łazienki.
- Jest w lodówce. Odgrzej sobie. - opowiedziałam. Jeszcze rano , byłam wręcz pewna, że jak wróci do domu, będę płakać. Okazało się, że nie. Nie było łez, smutku, bólu. Nic. Nazwałabym to raczej obojętnością.
- To nic nie chce.- odkrzyknął, wyrywając mnie z moich myśli. Wzruszyłam tylko ramionami. Tak było zawsze, jeśli ja czegoś nie zrobię on sam nie podniesie się z kanapy. Nie był złym człowiekiem, nie bił mnie i nie wyzywał (przynajmniej teraz). Chodził do pracy, zarabiał na nas oboje, nigdy mi niczego nie brakowało, chociaż nie byliśmy bogaci. Czasem nawet mnie przytulił. Tęskniłam za początkiem naszego związku, za jego szacunkiem do mnie, miłością którą mi okazywał, teraz już tego nie było. Tylko, że ja się starałam, gdy tylko było źle, ja ratowałam nasz związek z nadzieją, że to przejściowe, że damy radę. Dopiero teraz widziałam, że tak naprawdę, krzywdziłam sama siebie nadzieją o jego zmianie podejścia do mnie, do nas.
Usiadłam na fotelu i spojrzałam na niego. Brązowe oczy, zarost, włosy idealnie ułożone na żel i zaczesane do tyłu. Długie nogi leżące teraz na stole, na którym jeszcze 10 minut temu rozłożyłam czysty obrus i zapaliłam świeczkę. Jego dłonie trzymające piwo i pilota. Gdybym powiedziała, że już mi się nie podoba, skłamałabym. Był cholernie pociągający. Zawsze miałam na niego ochotę, ale nie tym razem. Teraz po prostu patrzyłam i czekałam. Czekałam na to, aż się odezwie. Nie chciałam zaczynać pierwsza. Co miałabym mu powiedzieć? " Szczęśliwej rocznicy. Zaniosłam twój garnitur do pralni." Westchnęłam. To wszystko było dla mnie za trudne.
- Co się tak gapisz?- spytał, ale nawet nie spojrzał w moją stronę. To był ten moment...
- Chcę ci coś powiedzieć - wyjąkałam nie śmiało. Nie bałam się go , tylko nie wiedziałam czy mnie słucha.
- Co? Szybko bo zaraz zaczyna się mecz. - wziął łyk piwa i odwrócił się w moją stronę
- Chyba nie powinniśmy już być razem. - wyszeptałam, na jego buzi pojawił się uśmiech
- Co ty znów wymyślasz? Te dni? Już nie wydziwiaj, podgrzej obiad to zjemy.
- Ale ja już nie chce z tobą być Michał!- wykrzyczałam wstając z fotela - Nie widzisz jak my żyjemy? Ciągle tylko twoje zdanie się liczy, tylko ty i ty. Ja nie mam nic do powiedzenia. Żyjemy twoim życiem, nie naszym. Ja też chce być zauważona! - wyszłam z pokoju. Zaczęłam ubierać buty. Chwyciłam kluczyki od auta, torebkę i już miałam chwycić za klamkę gdy usłyszałam
- I tak wrócisz. Ale jak chcesz o idź, tęsknić nie będę.- te słowa podziałały na mnie jak czerwona płachta na byka. Wparowałam pewnym krokiem do salonu, zasłaniając mu telewizor.
- Ty gnoju! Ty beze mnie sobie nigdy nie poradzisz. Zawsze wszystko robię za ciebie. Kiedy chcesz jestem. Ty widzisz tylko czubek własnego nosa i tyle, nigdy nie mogę liczyć na ciebie! Nigdy do ciebie nie wrócę! - wykrzyczałam i wybiegłam z mieszkania. To było koniec, na który nie byłam gotowa i którego nie chciałam. Dopiero gdy wsiadłam do auta, zaczęłam płakać. Poświęciłam mu najlepsze lata, robiłam wszystko by był szczęśliwy a w zamian dostawałam ochłapy jego dobrego humoru. Randka - raz na rok (którą i tak organizowałam ja), seks - kiedy on miał ochotę (i o tylko raz na 3-4 tygodnie), jeśli chodzi o całowanie czy czułe słówka - skończyły się po roku związku. O wsparciu, pomocy, wysłuchaniu, zabawie nie ma sensu wspominać bo nigdy tego nie było. Wszystko co dobre było tylko moim wyobrażeniem. A teraz co? Mam 24 lata i nic życia nie dostałam. Chciałam przestać płakać, wrócić do Michała, usiąść na kanapie i zapomnieć o wszystkim co było złe tak jak robiłam to zawsze, ale coś mi nie pozwoliło na to. Odpaliłam auto i wyjechałam z parkingu. Pierwszy i ostatni raz pozwoliłam się tak wykorzystywać. Zacznę żyć po swojemu. To był koniec dla nas, ale początek dla mnie.
ESTÁS LEYENDO
Inna
RomanceOpowieść o podjęciu decyzji, której nikt nie jest w stanie zrozumieć. To był koniec dla nas, ale początek dla mnie.
