Przekroczyć Granicę

By Teen_spiritt

2.8M 91K 19.9K

Osiemnastoletnia Maddie jest nieśmiałą, zamkniętą w sobie nastolatką. Jej trudna przeszłość nie pozwala dziew... More

Prolog
Dom Maddie
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Epilog

Rozdział 18

34.8K 1K 217
By Teen_spiritt

-Maddie, możesz mnie puścić-usłyszałam głos chłopaka. Otworzyłam oczy i widziałam jak patrzy na mnie przez ramie z lekkim uśmiechem. Delikatnie go puściłam, ale byłam tak zszokowana, że nie dałam rady zsiąść z motoru. Wpatrywałam się w jeden punkt i nic innego nie miało znaczenia. Nawet przyjmowanie gratulacji dla Collina.

-Mała, wstawaj-usłyszałam głos chłopaka, ale nie zaregowałam. Chwycił mnie w pasie i zsadził z motoru przytrzymując, aby nic mi się nie stało.

-Okey?-zapytał. Byłąm tak zszokowana, jak w jakimś amoku. Nie przeszkadzało mi, że chłopak trzyma mnie w talii. Zdobyłam się tylko na kiwnięcie głową.

-Niezłą laskę sprowadziłeś-dopiero jakiś gruby głos wybudził mnie ze swoich myśli.-ładna jest, ale mogłaby się tu trochę inaczej ubrać. Jestem Mike, a ty ślicznotko?

-Co cie to obchodzi?-prychnął i trzymając mnie cały czas w talii poszedł gdzieś. Odebrął coś, jak się okazało dość duże pieniądze.

-Chodź, odwiozę cie do domu-powiedział.

-A...autem?-zająkałam, a Collin prychnął.

-Nie mam przy sobie samochodu. Musimy jechać motorem.

-W życiu-wykrzyczałam.

-Wyluzuj. Jechałaś ze mną z taką szybkością to pojedziesz teraz. Będe jechał wolniej. Obiecuje. Chodź.

Chwycił mnie za ręke, ale się wyszarpałam i poszłam za nim czując na sobie spojrzenie innych.-czekaj tu. Ja się pójdę pożegnać.

Kiwnęłam głową i zostałam przy motorze obserwując tą maszyne śmierci. Jak ja przeżyłam? Ile to trwało? DLACZEGO SIĘ W OGÓLE NA TO ZGODZIŁAM?!

-Chodź, jedziemy-Collin wsiadł na motor, a ja zaraz za nim. Po woli objęłam go w pasie.-spadniesz jak się nie chwycisz mocniej.

Posłusznie wykonałam jego polecenie, a motor ruszył. Pisnęłam zamykając oczy.Słyszałam ryk tym razem jednego motoru. Nie słyszałam już krzyków i rozmów innych ludzi.

-Jesteśmy-kompletnie nie wiem ile trwała jazda. Otworzyłam oczy rozglądając się. Skąd on wiedział gdzie mieszkam.

-D...dzięki-wyjąkałam zsiadając z motoru.

-Idź do domu. I nie widzę cie tam następnym razem-warknął.-miałaś cholerne szczęście, że tam byłem. Inaczej byłoby po tobie. A teraz do domu. Już późno.

Kiwnęłam głową i weszłam do środka. Do piero gdy zamkęłam drzwi odczułam cisze i spokój przyjemną dla moich uszu. Zsunęłam się po drzwiach siadając na ziemi i chowając dłonie w rękach. Cholera, gdzie ja byłam parę minut temu. Co się działo? Byłąm na nielegalnych wyścigach, jechałam na motorze, widziałam jak to wszystko wygląda. Szczerze? Nie podobało mi się to. Nigdy się tak nie bałam. No...może raz, ale nie ważne. Nie chce o tym gadać.

Gdy kichnęłam zdałam sobie sprawę, że jestem cała mokra. Świetnie. Wstałam i poszłam do łazienki. Byłam tak roztrzęsiona, że nie wzięłam nawet prysznica, jedynie umyłam szybko głowę. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Nie jadłam nic od rana, ale stres powodował, że nie mogłam nic zjeść. Po prostu zasnęłam.

Obudziłam się następnego dnia cały czas kichając. Na dodatek miałam gorące czoło i suchość w gardle.

-Świetnie. Jestem chora-wychrypiałam po woli podnosząc się z łóżka. Wyglądałam jak wrak człowieka. Blada twarz, rozczochrane włosy i czerwony nos. Dzisiaj do szkoły na pewno nie pójdę, więc zakopałam się pod kołdrą. Zaraz później dostałam SMS-a. Jęknęłam gdy musiałam wyciągnąć ręke spod kołdry, aby chwycić urządzenie.

Sandy-Gdzie jesteś? Zaspałaś?

Ja-Chora jestem. Jutro już będe w szkolę

Sandy-Okey, to zdrowiej, a ja wracam na lekcje 😘

Odłożyłam z powrotem telefon i wyszłam z łóżka czując chłód na całym ciele. Podryptalam na dół po wodę i jakieś lekarstwa, a później znowu zakopałam się w łóżku. Zasnęłam, ale nie wiem kiedy i ile spałam. Obudziłam się gdy było mi strasznie gorąco. No tak. Spałam zakopana po samą głowę w kołdrze. Ale już się lepiej czułam. Mimo to nie chciało mi się wychodzić z łóżka. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że dochodzi dopiero dwunasta. 

-Co ja będe robić cały dzień w domu?-zapytałam samą siebie. Nie pozostało mi nic innego jak włączyć telewizor i oglądnąć jakiś malo interesujący program. Nie wiem kiedy minęły te trzy godziny, ale nagle zrobiłam się głodna. Zrobiłam na szybko płatki z mlekiem ponownie zakopując się pod kołdrę. Nienawidzę jak w domu jest cisza i spokój, dlatego gdy jestem sama muszę mieć włączone radio czy telewizor. W tedy czuję się pewniej.

-Ale nudy-jęknęłam kładąc się na łóżku. Muszę coś wymyśleć. Inaczej umrę z nudów!

Continue Reading

You'll Also Like

6.7M 231K 31
Ona go nienawidzi i chce zapomnieć, ale on robi wszystko, aby ją odzyskać. Czy na pewno uda jej się o wszystkim zapomnieć? Czy zapomni o uczuciu, któ...
855K 43.8K 16
Uwaga! Jest to kontynuacja Rozdziału specjalnego w moim głównym opowiadaniu o ich historii ,,Nienawidzimy siebie'', ,,Kochamy siebie'' ! ...
1.2M 32.4K 55
17-letnia Roxanne wraca do miasta, w którym wszystko się zaczęło. Pierwsze zauroczenie, pierwsze przyjaźnie, pierwsze łzy. Jednak czy wszystkim swoi...
2.8M 91K 80
Osiemnastoletnia Maddie jest nieśmiałą, zamkniętą w sobie nastolatką. Jej trudna przeszłość nie pozwala dziewczynie zaufać nikomu, a tym bardziej chł...