Ostatnimi czasy wena bardzo mi dopisuje i myślę, że to dzięki wam. Dokarmiacie ją odpowiednio do tego stopnia, że nawet w pracy myślę nad kolejnymi rozdziałami. Dobrze, że nikt nie ma pojęcia, co za historie chodzą mi po głowie. Miłego czytania.
Rozdział 19
Lipiec powoli miał się ku końcowi i urodziny Harry'ego zbliżały się wielkimi krokami. Ale bardziej niż swoich urodzin nie mógł doczekać się spotkania z krewnymi ze Stanów. Sara przekazała mu wiadomość, że udało im się kupić bilety i 30 lipca przylecą do Wielkiej Brytanii.
Po usłyszeniu wiadomości Harry był tak szczęśliwy, że jego patronus towarzyszył mu w domu Mistrza Eliksirów przez dobre pół dnia. Doprowadziło to do tego, że mężczyzna stracił w końcu cierpliwość i zarządził dodatkowy trening kontroli nad bezróżdżkową magią. Harry miał ćwiczyć dotąd, aż zapanuje nad własnymi emocjami i srebrny jeleń przestanie pojawiać się nieproszony.
Chłopiec boczył się trochę z tego powodu, ale posłusznie zabrał się za ćwiczenia. W zasadzie dobrze mu się mieszkało ze Snapem. Mógł spokojnie odrabiać prace domowe i zadawać pytanie, jeśli czegoś nie zrozumiał do końca. Nie miał też nieskończonej listy obowiązków, ale z własnej woli gotował i sprzątał w domu. Wyjaśnił mężczyźnie, że jest do tego przyzwyczajony i nosi go, jeśli czasem nie zajmie się czymś fizycznie.
Świnka przynosiła mu też listy od Rona. Przyjaciel pytał go, czy w swoje urodziny wpadnie do Nory. Harry napisał mu wtedy szczerze, że odnalazł innych swoich krewnych, którzy mają przyjechać końcem lipca.
„Okazało się, że w Stanach mieszkają kuzyni mojej mamy. Dowiedziałem się o nich zupełnie przypadkiem od jej dawnych sąsiadów. Pomogli mi się z nimi skontaktować i rozmawiałem z jednym z nich przez telefon" – napisał w liście.
Kilka dni później otrzymał odpowiedź. Przyjaciel pogratulował mu i cieszył się, że Harry nie musi ograniczać się więcej do tych koszmarnych mugoli. Chciał oczywiście dowiedzieć się o nich czegoś więcej, kiedy już się poznają.
– Nie możesz się doczekać – skomentował Severus, kiedy w przeddzień spotkania, Harry niemalże unosił się nad ziemią.
– Nic nie mogę na to poradzić – odparł. – Cieszę się, że ich poznam. W dodatku jeden z nich jest czarodziejem – powiedział, siadając na kanapie obok starszego czarodzieja. – Trochę się też denerwuję. Nie wiem, co sobie o mnie pomyślą.
– A co mogą sobie pomyśleć? Z tego, co zrozumiałem, dogadywali się z Lily i utrzymywali z nią kontakt jeszcze po twoim urodzeniu. Wszystko będzie dobrze. Ciesz się, że ich poznasz, a nie martw się. Od tego jestem ja.
Harry uśmiechnął się, słysząc to.
– Dziękuję – powiedział. – Dyrektor się z panem kontaktował? – spytał nagle.
– Nie. Dlaczego o to pytasz?
– Myślałem, że będzie chciał nas skontrolować, czy coś takiego – mruknął chłopak.
– Nie zaprzątaj sobie głowy Albusem. Nie zrobi tego.
– Jest pan pewien? – Harry nie wyglądał na przekonanego.
– Całkowicie. Powiedziałem mu wprost, że jego obecność, może mi przeszkodzić w utemperowaniu cię i albo wyśle cię do Weasleyów na całe lato, albo ma mi nie przeszkadzać. Jak widać, dotrzymuje słowa. Oczywiście dostaję od niego co tydzień sowę z pytaniem o twoje postępy.
CZYTASZ
Kłamca
FanfictionHarry zaczyna zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nikt go nie zna. Zaczyna wątpić w słuszność walki z Voldemortem i robi jedyną rzecz, którą w tamtej chwili uznaje za słuszną.
