33. ,,Niewa偶ne, co pan o mnie my艣li''

639 68 17
                                    

Tyle wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin. Ostatecznie udało się pozbyć tytanów z dystryktu Trost, a dziura została załatana. Okazało się, że jeden z kadetów potrafi przyjmować postać tytana, jednak jego losy pozostawały nieznane. Przebywał gdzieś w zamknięciu i czekano, aż się obudzi, po czym czekał go sąd wojenny. Niektórzy uznali tę moc za zdradę wobec ludzkości. 

Zwiadowcy wrócili do bazy. To właśnie tam zamknięto kadeta - w podziemiach. Ludzie szeptali między sobą i nie kryli nieufności względem trzymania tu kogoś takiego. Ansa jednak jakoś nie potrafiła skupić się na bieżących sprawach. Jeszcze kilka godzin temu przebywała poza murami - zaznała upragnionej wolności. Widziała niebo nie przysłonięte wysokim murem. Drzewa po tamtej stronie wydawały się bardziej zielone, dzikie, ale przede wszystkim wolne... Nie potrafiła zmrużyć oka w nocy, więc opuściła pokój, starając się nie obudzić nikogo. Po cichu dreptała po korytarzu, zdając sobie sprawę, że jeśliby ktoś ją teraz nakrył - mógłby to opacznie zrozumieć. Teraz rzeczywiście wyglądało, jakby skradała się, aby dokonać zamachu. 

Otworzyła okno mieszczące się na najwyższym piętrze twierdzy i wyszła przez nie, by wdrapać się na dach. Pragnęła popatrzeć na nocne niebo - miała szczęście - dziś niebo było całkowicie odsłonięte i zasypana jasnymi gwiazdami. Położyła się plecami na dachu, by mieć odczucie dryfowania między tymi ciałami niebieskimi. Chciała tu spędzić resztę nocy, kiedy usłyszała ciche chrząknięcie.

- Nie przebywanie w pokoju podczas ciszy nocnej również uchodzi za jakieś wykroczenie, nie?

Ansa od razu próbowała wstać, ale nieumiejętnie, bo niemal od razu upadła na kolana, wpatrując się z szokiem na twarzy w swojego dowódcę - Levi'a. Przełknęła ślinę, czując, co nadchodzi. Kolejne oskarżenia.

- Ja... nie... to znaczy... - próbowała znaleźć dobre wytłumaczenie, ale mężczyzna uciszył ją gestem ręki.

Wciąż się w nią wpatrywał. Był ubrany w mundur, ale bez kurtki, przez co dziewczynie zrobiło się trochę gorąco. Mimowolnie poprawił kołnierz swojej koszuli, pragnąc zaczerpnąć oddechu.

- Nie planowałam zamachu - wymsknęło jej się, zanim zdążyła się zastanowić. Chciała uderzyć się w czoło za tę głupotę, ale dowódca zignorował ją.

- Nie podejrzewałem cię o to - odparł obojętnie, po czym przeszedł kilka kroków i przysiadł obok niej. - W tej części twierdzy nie ma pokoju Erwina, ale myślę, że o tym wiesz. - Mimowolnie skinęła głową. - Problemy ze snem? To całkiem normalne po pierwszej wyprawie za mur. Każdy tu miewał ten problem, bezsenność, koszmary.

- Wyprawa za mur... - zaczęła drżącym głosem Ansa - była dla mnie czymś wyjątkowym. Moja mama wychowywała mnie w przekonaniu, że urodziłam się, jako człowiek, więc mam żyć jak człowiek, by na końcu umrzeć jako człowiek. Nie jestem bydłem. Kiedy zobaczyłam świat na zewnątrz dopiero poczułam, że żyję. Poczułam swoje człowieczeństwo. Pomimo tytanów tam szalejących i grożącej ciągle śmierci, czułam się szczęśliwa. Nie bałam się. Wciąż czuję tę fascynację, dlatego nie mogę spać... 

Levi słuchał jej w milczeniu. Nie zamierzał komentować jej wywodu, bo po części ją rozumiał. Świat na zewnątrz był inny niż ten między murami. On jednak nie odczuwał tego szczęścia, co ona. Dla niego pierwsza wyprawa za mur była najgorszym wspomnieniem. Wtedy jego zadaniem było zabicie Erwina, a zginęli jego przyjaciele. Został sam. Ackerman nie zdołał nawet zbesztać Aberald za to, że wymknęła się na dach. Sam zapatrzył się na usłane gwiazdami niebo, wspominając, kiedy pierwszy raz podziwiał je z Isabel i Farlanem. 

- Dowódca też miewa koszmary?

- Nie.

- Och, no tak, głupie pytanie - parsknęła wymuszonym śmiechem.

Czuła się bardzo niezręcznie w towarzystwie kapitana, który w każdej chwili mógłby ją zabić, gdyby uznał, że tak byłoby lepiej dla ludzkości, czy samego Erwina. Nieświadomie zaczęła bawić się własnymi palcami, wbijając wzrok w jakiś punkt daleko przed nią. Siedziała na dachu z Levi'em, a serce biło jej oszalałe z nerwów i stresu. Jak Petra mogła podziwiać osobę, od której bił taki chłód i okrucieństwo? Ta wewnętrzna siła tworzyła wokół niego barierę, przez którą nikt nie byłby w stanie się przebić.

- Dalej dowódca uważa, że jestem zagrożeniem? - spytała szeptem, nie spodziewając się odpowiedzi.

- Potencjalnym - odparł. - Jeżeli zaczniesz kombinować, zabiję cię. Jeżeli pokażesz, że jesteś wrogiem ludzkości, zabiję cię. Jeżeli zagrozisz korpusowi czy dowódcy Smithowi, zabiję cię.

- Rozumiem... Czy kapitan znał mojego wujka?

- Dlaczego miałbym go znać? - Spojrzał na nią niechętnie.

- Wuje... Kiernan Aberald był kiedyś zwiadowcą - wyjaśniła, a oczy kapitana mignęły z zainteresowaniem, które natychmiast zgasło, nim zdążyła je zobaczyć. - Dawno temu, zanim się jeszcze urodziłam, ale z jakiegoś powodu został przeniesiony do korpusu Stacjonarnych.

Levi zastanowił się. Czy Erwin o tym wiedział, że Aberald był zwiadowcą? Nie można od tak zmienić korpusu, więc co się wydarzyło, że mu na to pozwolono? 

- W dystrykcie Trost zginęło tylu ludzi... kadetów... żołnierzy... - wymamrotała ze smutkiem.

- Znałaś kogoś?

- Tak... kilka osób.

- Ludzie giną w tym okrutnym świecie, jeśli do tego nie przywykniesz, nie będziesz w stanie ruszyć się z miejsca, co będzie równoznaczne z tym, że będziesz do niczego  i nic nie osiągniesz.

To była chyba najdłuższa wypowiedź, jaką do niej powiedział bez obrażania jej, nie tak wprost. Powinna z samego rana znaleźć Noela i porozmawiać z nim. Nie pocieszyła go w żaden sposób, od kiedy wrócili do bazy Zwiadowców. Stracił przyjaciółkę, najbliższą osobę. Po części mogła zrozumieć jego ból - stawał się coraz bardziej rzeczywisty, gdy myślała o stracie Petry. Zrobiłaby wszystko, by ją ocalić. Oddałaby za nią życie, bo bez niej nie miało ono żadnej wartości. Była ostatnim członkiem jej rodziny.

- Dowódco... - jęknęła. a Levi znów na nią spojrzał - pomimo tego, że patrzy pan na mnie jak na zagrożenie i w każdej chwili może mnie zabić... Mogę umrzeć albo od pana ostrza albo w paszczy tytana, to nie boję się. - Podniosła głowę, podziwiając gwiazdy. - Ale nie ma pan racji. Nieważne, co pan o mnie myśli, będę dalej walczyć. Będę płakać, kiedy ktoś z moich przyjaciół zginie, ale nie będę stała w miejscu. Nie pogodzę się z porządkiem panującym w tym chorym świecie, jednak nigdy nie przestanę walczyć. Urodziłam się w klatce, ale wierząc, że mogę być człowiekiem. Kiedy umrę to jako człowiek. Póki mam ręce i nogi będę zabijać tytanów, walczyć za ludzkość. Nigdy się nie poddam. Tym różnię się od bydła.

Jakże korciło go w tej chwili powiedzieć coś podłego, wstrętnego, co podcięłoby jej entuzjazm, ale, gdy tak nawijała, co swoją drogą było irytujące, milczał. Jego towarzysze również mieli marzenie, by żyć na zewnątrz, a nie w Podziemiach. Nie nacieszyli się zewnętrznym światem, a co dopiero tym poza murami. W korpusie Zwiadowców potrzeba było właśnie takich ludzi - nie tylko chcących przysłużyć się ludzkości i zginąć w słusznej sprawie. Widział żar w jej oczach, prawdziwą determinację. 

Ona... nie stałaby w miejscu. I wiedział, że nie rzucała słów na wiatr. Jeżeli by się postarała, mogłaby osiągnąć wiele i może kiedyś zostać Najsilniejszym Żołnierzem ludzkości. Oczywiście dopiero po jego śmierci.

Nie odpowiedział nic na jej wyznanie. Ansa również milczała. Oboje siedzieli na dachu, obserwując nocne niebo, a ciszę przerywało tylko wycie wiatru. Tak było dobrze.

Kolejne dni nie mogły być spokojne jak ta noc.

Ai no TsubasaOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz