Rozdział I (Część I)

627 14 0
                                                  

1.

teraz, końcówka marca

Dałabym sobie głowę uciąć, że słyszałam ptasie trele, ale przecież byłam zamknięta w jednym z piwnicznych pokoi w klubie nocnym. Obok mnie leżała moja życiowa, wytatuowana miłość, zaś po drugiej stronie – randomowa kobieta, z którą spędziliśmy wspólną noc.

Poruszyłam się, zastanawiając, czy na pewno wyszłam z tej szalonej orgii cało. Jak tylko się wyprostowałam i usiadłam, poczułam przyjemny ból w podbrzuszu. Bolały mnie też uda i mięśnie twarzy, ale wszystko jeszcze dało się racjonalnie wytłumaczyć. Trójkącik. Dobre, cotygodniowe spotkanie, które ostatnio ignorowaliśmy, bo mieliśmy z moim przyszłym mężem sporo, ekhem, problemów życiowych.

Spojrzałam na śpiących kochanków. Mój ulubiony leżał nagi, na boku. Przykrył się grubym pledem, przygotowanym specjalnie dla nas. Klub Ostrego wiedział, jak zadbać o swoich stałych klientów. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chwała im za to!

Kobieta, która towarzyszyła nam tej nocy, była piękna. Miała kruczoczarne włosy, bladą skórę, a oczy, jeśli dobrze pamiętam, skrywały głębię oceanu. Długonoga dała pokaz swoich umiejętności i cała nasza trójka padła gdzieś po trzeciej nad ranem. Westchnęłam. Była już niedziela, a to oznaczało powrót z Gdańska do Krakowa. I to znacznie wydłużony.

Nie czekając, aż para się obudzi, zwlekłam się z materacu. Naga przeszłam przez pokój, szukając mojego zegarka. Kiedy go znalazłam, aż sapnęłam – było po dziesiątej! Zaklęłam i związałam burzę rudych włosów, niedokładnie. Część kosmyków opadała mi na czoło, tworząc artystyczny nieład. Zapaliłam lampkę przy stoliku z lusterkiem i usiadłam przed nim. Wyglądałam tak, jak się spodziewałam. Zadowolona z siebie trzydziestoletnia dziewczyna, która miała doskonały seks, ale teraz, standardowo, musi wrócić do codzienności. Ale sama w nią nie wkroczę, co to, to nie.

Ubrałam się w spodnie typu boyfriend, krótką koszulkę z zaczepnym napisem. Zarzuciłam na to kardigan w błękitnym kolorze, ale zrezygnowałam z ulubionej ozdoby – obroży z imieniem mojego właściciela. Postanowiłam go za to obudzić. I to tak, jak lubił najbardziej.

Kobieta jeszcze spała, mamrocząc coś przez sen, kiedy odsunęłam pled i obróciłam Dantego na plecy. Poddał mi się łatwo, tkwiąc w swojej sennej krainie. Idealnie. Nie mogłam się powstrzymać i w nikłym świetle, rzucanym prosto na jego nagie ciało, przyjrzałam się tatuażom, którymi ozdobił się przez większość życia. Nie umiałam nigdy opisać tego, jak wiele ich jest. Jego tors przypominał kolorowankę dla dorosłych, w wielu miejscach nieskończoną. Ręce i ramiona, nie mówiąc już o dłoniach, były wytatuowane na amen – zwłaszcza wzorami związanymi z kawami, jego pasją i dziwnymi symbolami, o których, przez trzy lata bycia razem, na pewno mi nie opowiedział. A przynajmniej ja pytałam powoli. Chciałam każdego dnia czerpać z niego jak z wielkiej tajemnicy, kawałek po kawałku. Niespiesznie. Pośpiech niszczy zarówno miłość, jak i seks.

Pochyliłam się nad jego penisem. Najpierw drażniłam go językiem, czekając, aż zareaguje przez sen. Kiedy się powiększył, ochoczo włożyłam go do ust, zasysając główkę. Wiedziałam, że to będzie najlepsza pobudka-tortura, jaką mogłam wymyślić.

Jak się domyśliłam, mężczyzna sapnął. Lekko otworzył oczy, uniósł głowę i spojrzał na mnie rozespanymi oczami.

– Leo... – szepnął i stęknął, kiedy zassałam go ponownie.

Nie pozwolił mi jednak na tę zabawę. Szybko chwycił mnie za włosy i przycisnął do swojego krocza. Poruszał moją głową, a ja próbowałam nadążyć za narzuconym tempem, wydając z siebie różnorakie dźwięki. W moim umyśle krążyło pytanie: czy kruczowłosa obudzi się i dołączy do nas?

KoneserPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz