Blok - Część 1

150 9 10
                                        

- Ty zawsze musisz tak kurwa pękać? - zapytał zirytowany Piter, wstając z ławki. Zbliżała się godzina 20. Latarnie przy chodnikach zapaliły się godzinę temu i nic nie wskazywało na to, że ta noc zupełnie odmieni czyjeś życie.

- To po prostu nie ma sensu. Posłuchaj mnie chociaż raz. Zawsze pakujesz się w gówno i nigdy nic nie wyszło Ci na dobre. Nie mam zamiaru iść siedzieć - odpowiedział spokojnym tonem Wolski - Mamy dopiero 22 lata. Może czas wyjechać? - dokończył myśl, nie wstając z oparcia ławki.

- Spierdolisz do Anglii, czy Norwegii? - na twarzy Pitera zaczął pojawiać się grymas złości, który nie wróżył nic dobrego. Wolski doskonale wiedział, że jego przyjaciel nie tylko nie jest inteligentny i sprytny, ale także nie potrafi utrzymać emocji na wodzy. Na osiedlach nie brakowało takich chłopaków. Każdy słuchał tego samego ulicznego rapu, nosił dresy i marzył o tym, by być uznanym za największego kozaka na osiedlu. Wolski ewidentnie wyróżniał się inteligencją. Mimo wszystko wychował się w tym miejscu, więc ubierał się tak samo i słuchał tej samej muzyki. Nie był jednak samcem alfa. Wiedział, że to nie ma sensu. Ten najgroźniejszy i uważający się za największego cwaniaka zawsze - wcześniej lub później - lądował w więzieniu lub poprawczaku - zwłaszcza jeśli nie miał szczęścia i wcześniej niż wszyscy wpadał za napaść, kradzież z włamaniem lub handel narkotykami.

- Co będziesz robić? Zmywać, czy szpachlować całymi dniami? - dodał szybko i złapał zadyszkę.

- Cokolwiek, byle tu nie zostać i nie iść do pudła - Wolski wiedział dokąd zmierza ta rozmowa i jak się skończy. Nie chciał jej dłużej ciągnąć, lecz Piter nie ustępował.

- Stary! To czysty numer. Wchodzimy, bierzemy hajs i szlugi, i wychodzimy - Piter ochłonął i czuł dumę, gdy mówił o swoim pomyśle - Zajmie to 10 minut i po strachu. Nikt tego sklepu jeszcze nie robił - Piter próbował namówić Wolskiego, który nie wykazywał zainteresowania planem kradzieży.

- Ile z tego zarobimy? Niech w kasie będzie 300, może 500 złotych. Do tego siatka fajek to może z 1000 - rzucił Wolski, nie dając się sprowokować i wyprowadzić z równowagi. Wiązałoby się to z przegraną - Przy dobrych wiatrach zarobimy 700 złotych na ryj - po tych słowach zrozumiał jednak, że dla Pitera to aż 700 złotych za szybką robotę  i nie liczy się on w ogóle z tym, że mogą wpaść.

- Kurwa! No właśnie! Czego ty chcesz więcej! - Piter w napływie ekscytacji zapomniał, że stoją między czteropiętrowymi blokami, w których nikt jeszcze nie śpi, a wszyscy zdążyli wrócić już z pracy.

- Cicho bądź! Ślepy jesteś? Wszystkie światła w oknach są zapalone i każdy nas słucha - próbował uspokoić Pitera Wolski.

- Chuj mnie na obchodzi! Jebać frajerów! - Piter zaczął głośniej krzyczeć w taki sposób, by zwrócić uwagę ludzi w domach. Nigdy nie należał do osób, które myślały o przyszłości lub konsekwencjach. Był tu i teraz. Gdy ćpał lub pił nie zastanawiał się nad tym, jak będzie czuł się następnego dnia. Kiedy kradł, nie bał się, że go złapią. Jak podchodził do dziewczyny w klubie, nigdy nie przyjmował, że może nie być nim zainteresowana. Wolski zazdrościł mu tego, ponieważ zawsze analizował każdy swój ruch. Czuł jednak, że potrzebuje impulsu, który pomoże to zmienić.

- Dobra. Zamknij mordę. Pójdę z Tobą - zgodził się Wolski, chociaż nie był przekonany, że kradzież papierosów i pieniędzy z kiosku na drugim osiedlu to dobry pomysł. Miał pewność, że nie ma tam kamer, ale na pewno właściciel zamontował alarm. Muszą więc uwinąć się w 5 minut, nim przyjedzie ochrona.

- Wiedziałem, że nie jesteś pizda! Chłopaki twierdzą, że nie masz jaj, a ja zawsze kurwa w ciebie wierzyłem! - ucieszył się Piter. Wolski wiedział, że inni z jego bandy tak myślą i mówią za jego plecami. Nie dbał o to. Nie zamierzał nikomu niczego udowadniać, ponieważ znał swoją wartość. Nie był z biednej rodziny i pracował w Call Center, co już wyróżniało go od reszty. Skończył liceum, zdał matura i nie pił codziennie wódki lub piwa. Czasem zdarzało mu się zapalić skręta lub wciągnąć trochę amfetaminy lub kokainy przy większych okazjach. Nie robił tego jednak tak często, jak pozostali koledzy z ekipy. Mieszkając z rodzicami, był w stanie odłożyć co miesiąc kilkaset złotych z myślą o przyszłości.

- Spierdalam! Złapiemy się jutro. Elo - pożegnał się Piter, który wiedział, że lepiej szybko uciekać, nim Wolski się rozmyśli. Na rozchodne przybił żółwika i z wielkim uśmiechem na twarzy poszedł w stronę swojego bloku. Ten widok był zabawny. Wolskiemu zawsze kojarzył się ze zwierzętami w dżungli. Im ktoś jest bardziej pewny siebie i uważa się za prawdziwego kozaka, tym wyżej ma uniesioną głowę i buja się na boki jak małpa. Zazwyczaj do momentu , w którym pojawi się ktoś uważany za groźniejszego. Często są to zwykli wyrokowcy, którzy większość życia przesiedzieli w kryminale, lecz trzeba przyznać , że są niebezpieczni. Przed wszystkim są to bezwzględni ludzie bez sumienia i skrupułów. Za kratami każdy musi walczyć szacunek innych.

Wolski nie przestając przemyśleć o rozmowie z Piterem wyciągnął paczkę niebieskich Lucky Strików z kieszeni czarnej kurtki z niewielkim logo lokalnego klubu piłkarskiego na piersi, otworzył paczkę i postanowił zostać chwilę na ławce. Wiedział, że za późno na zmianę decyzji, a jego odmowa spowodowałaby, że straciłby wszystko w oczach znajomych. Czy dbał o to? Nie, ale nie chciał skończyć jak swój ojciec, którego każdy dzień wyglądał tak samo - między 8 i 16 praca, a po powrocie do domu obiad, 4 piwa do telewizora w samotności i sen. To przerażało go najbardziej. 

BlokWhere stories live. Discover now