Dzień mijał, a przed nami w końcu została tylko jedna lekcja. Pheobe i ja wyszłyśmy z klasy matematycznej, wychodząc na korytarz.
- Gapił się na ciebie całą lekcję! Nie wierzę, że nie zauważyłaś… - westchnęła, potrząsając głową. Wybuchnęłam śmiechem.

- No nie zauważyłam… W porównaniu do ciebie, ja słuchałam profesora Justé.
Profesor był naszym nauczycielem matematyki. Może był coraz bardziej stary i siwy, ale wciąż miał iskierki w oczach.
- Ugh! Nie mogę znieść matmy! – Pheobe zaczęła marudzić, wyrzucając ręce w powietrze. – To tylko wzory, fakty, wzory, fakty… Zero emocji, uczuć, tylko suche liczby na białym papierze!
Tak, to cała Pheobe. Zachichotałam, spoglądając na nią. Luźno puszczone blond włosy i ubrania w stylu vintage zakrywające jej zwinne ciało. Nie była brzydka, była po prostu… inna.
- Uh, spójrz kto idzie w twoim kierunku – szepnęła Pheobe, uśmiechając się jak idiotka.
- No zamknij się! – burknęłam, delikatnie rumieniąc się.
- Cześć Christine! – uśmiechnął się Elliot, pokonując dzielącą nas drogę.
- Do zobaczenia później – szepnęła Pheobe, nim szybko odwróciła się na pięcie i odeszła.
- Hej, Elliott – powiedziałam, starając się wyrzucić z głowy komentarz Pheobe na temat jego gapienia się na mnie.
- Masz teraz fizykę? – zapytał, pochylając głowę.
- Niestety, tak – westchnęłam, spoglądając na podręczniki od matematyki, które trzymałam w ramionach.
- To wcale nie tak źle – zaśmiał się, delikatnie napierając łokciem na moją rękę, nim wspólnie ruszyliśmy wzdłuż korytarza.
- Mówisz tak tylko dlatego, że jesteś geniuszem z… taaaa, każdego przedmiotu w szkole – uśmiechnęłam się, spoglądając na Elliotta. Zawstydzony zmarszczył nos, spoglądając w dal.
- Więc, Christine… - odchrząknął Elliott, spoglądając na podłogę, gdy już kontynuowaliśmy spacer do sali od fizyki. Popatrzyłam na niego zdziwiona; czemu nagle stał się taki nieśmiały?
– Zastanawiałem się…
BUM.
- Ała! Facet, co ty robisz?! – skrzywił się Elliott, wpadając na kogoś. Obydwoje zamarliśmy, gdy zobaczyliśmy kim on był.
The North.
- Do mnie mówisz? – powiedział chłopak, odwracając się do Elliotta.
- Mmm…. Mmmm… Mhm… - zająknął się El, nerwowo starając się uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Chodź, Elliott – westchnęłam, ciągnąc go za ramię. Próbowałam w ten sposób odciągnąć go od chłopaka i jego Północnych kolegów.
- Ta laska ma jaja – zażartował jeden z nich, powodując wybuchy śmiechu u reszty. Przewróciłam oczami, starając się ich uniknąć.
- Ej ej ej ej, czekaj chwilę – powiedział ten sam, co przed chwilą, przyciągając mnie do siebie. Moje serce stanęło na chwilę, gdy zorientowałam się, że stoję otoczona wianuszkiem trzecioklasistów.
I to nie byli trzecioklasiści, do których się wzdycha i na widok których przyśpiesza tętno. Wiedziałam kim byli The North, widywałam ich wiele razy. Byli z gatunku tych, w pobliżu których chciałoby się stać niewidzialnym.
- Taaa, teraz możesz odejść, Elly – jeden z nich powiedział do Elliotta, nawet na niego nie patrząc. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie sygnalizujące, że wszystko jest ok.
- Jesteś Christine Dion? – zapytał jeden z nich, unosząc brwi.
- Byłam, kiedy ostatni raz sprawdzałam – wymamrotałam, spoglądając na podręczniki do matematyki, które nadal trzymałam w ramionach.
- Edwards, Gabriel Edwards – uśmiechnął się głupawo, obczajając mnie bez cienia skrępowania.
Wywróciłam oczami. Faceci.
- Mogłabyś mi pomóc z matmą? Dzisiaj po szkole.
Uniosłam brwi. Co do cholery? Jeden z członków The North tak po prostu właśnie poprosił mnie o pomoc?
- Dlaczego ja? – zapytałam. Serio, Christine? Przygotowałam samą siebie na cios, ale zamiast tego, Gabriel po prostu się uśmiechnął. Wzruszył ramionami, nim odpowiedział:
- Słyszałem, że jesteś geniuszem, więc…
Przybliżył się.
- Jesteś zainteresowana? – dokończył, a ja zarumieniłam się, spuszczając wzrok na posadzkę.
- Okej – powiedziałam w końcu, kiwając głową.
- Fajnie, spotkajmy się na parkingu po szkole i pojedziemy do mnie – rzekł, odsuwając się na bok. W końcu mogłam się ruszyć z miejsca. Uśmiechając się do niego, zaczęłam iść w stronę sali od fizyki.
- Do zobaczenia później, Christine.
Czułam jego spojrzenie na plecach.


30 MINUT PÓŹNIEJ


- Zgodziłaś się na co?! – szepnęła nerwowo Emma, otwierając szeroko oczy.
- Christy, oszalałaś? – dodała Coraline, potrząsając głową.
- Gabriel Edwards jest członkiem The North! Bóg jeden wie, co oni robią – kontynuowała Cor.
– Oh, dajcie spokój – szepnęłam. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, były dziewczyny wzmagające moje zdenerwowanie bardziej, niż to potrzebne.
- The North to gang przestępców, strzelają do niewinnych ludzi i robią złe rzeczy. Są szaleni! Nie powinnaś była się w to wplątywać – zakończyła Coraline, spoglądając na Emmę w oczekiwaniu na wsparcie.
- I noszą skórzane kurtki – dodała Em, nim wybuchnęłyśmy śmiechem.
- To wcale nie jest zabawne! – zachichotała Cor, starając się nie śmiać z nami.
- Dziewczyny, co jest takiego zabawnego w układzie okresowym pierwiastków chemicznych? – gdyby spojrzenia mogły zabijać, od razu padłybyśmy od tego, które profesor Bark posłał w naszym kierunku. Obok niego zmaterializował się Elliott.
- Profesorze, jeśli atom wodoru… - zaczął El, odwracając uwagę nauczyciela od nas. Posłałam naszemu wybawcy uśmiech, nawet jeśli nie mógł go zobaczyć.
- Więc przychodzi do ciebie? Twoi rodzice w życiu nie pozwolą typowi jak on, wejść do waszego domu – wyszeptała Emma, przechylając głowę.
- Nie, nie – westchnęłam, potrząsając głową. – Idziemy do niego.
- Nie martw się! Jeśli nie wrócisz do poniedziałku, poinformuję policję – zażartowała Coraline, szturchając mnie w ramię.
- Dzięki – wymamotałam ze śmiechem.
- Nie sądzisz, że to trochę dziwne? – zapytała nagle Emma, marszcząc brwi.
- Co masz na myśli? – mruknęłam, starając się skupić na książce, która leżała przede mną.
- Ledwo wiesz kim jest! I nagle przychodzi i prosi cię o pomoc… z matmą? – zakończyła, nerwowo spoglądając na Coraline.
Zlustrowałam je wzrokiem. Może miały rację? Czy to nie było totalnie szalone?
- Okej, jeśli nie napiszę do was przed północą – szepnęłam, prawdopodobnie brzmiąc jak ktoś mający poważne problemy psychiczne – zadzwońcie po policję.
Niby powiedziałam to dla żartu, ale jakaś część mnie mówiła serio.
Nagle zadzwonił dzwonek, powodując, że podskoczyłam na krześle. Kurwa. To już. Spojrzałam na resztę uczniów, którzy szybko pakowali swoje rzeczy i wychodzili z klasy. Wzięłam głęboki oddech, nim wstałam. Wyszłam za Emmą i Coraline, kierując się do szafek, żeby zostawić książki. Gdy zamknęłam swoją, znów pomyślałam o tym, czy dobrze robię. Co, jeśli dziewczyny miały rację. Może to było niebezpieczne? Nie, daj spokój.
- Christy?
Usłyszałam głos Emmy; patrzyła wprost na mnie, współczująco, ale z nutką zmartwienia.
- Wszystko dobrze, wszystko dobrze – zachichotałam z powodu jej rozczulającej słodyczy. Szłyśmy ramię w ramię korytarzem, kierując się do wyjścia.
Nie ma powodów, żeby się martwić, powiedziałam sama do siebie, schodząc po schodach. To tylko pomoc z matmy! ‘Strzelają do niewinnych ludzi…’, zabrzmiał w mojej głowie głos Coraline. Potrząsnęłam głową, żeby się go pozbyć.
- Do zobaczenia w poniedziałek – mruknęłam do Em, przytulając ją.
- Trzymaj się – powiedziała, zanim się odsunęła. – Gdzie macie się spotkać?
Moja odpowiedź utonęła w hałasie wywołanym przez motocykle.

PRECIOUS // JUSTIN BIEBER tłumaczeniePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!