Gdy wracam do pokoju, oczywiście wraz z moim bratem, zastaje w nim Louisa i Willow. Chłopak też nie ma najlepszego humoru, a pod lewym okiem ma oparzoną skórę wielkości groszka.- Jezu. Co ci się stało? - pytam zaskoczona. - Czy wy wszyscy się dzisiaj biliście?

- No patrz, jakoś tak się złożyło - mówi odsuwając na siłę siostrę która chcę mu to zakleić. 

- Daj sobie pomóc - warczy Willow.

Odkładam torbę i zabieram jej opatrunek. Ona przytrzymuje brata.  - Gdzie jest? - pyta Harry, a Louis patrzy na niego i przejeżdża palcem po szyi. Czuję się jak głupia, bo w ogóle nie rozumiem tej sytuacji. A moje wyrzuty sumienia z sekundy na sekundę rosną.

Siedzimy we czwórkę do dopóki po chłopaków nie dzwoni Niall. Nagle zrywają się i wychodzą. Ach...Ciekawie. Wyciągam książki z torby, coraz bardziej zdenerwowana.

- Wiesz.. - zaczyna Willow. - Nie bój się, nie spotkasz go tu długo. Jared trafił do szpitala. 

- Jared? To był on? - patrzę na nią. 

Kiwa niepewnie głową. 

- Nie chciałam, aby to była afera. W końcu nic mi nie zrobił, a wszyscy są poszkodowani. To nie jest sprawiedliwe. 

 - Nie martw tym swojej delikatnej główki - posyła mi uśmiech. 

 - To chyba nie jest takie proste.  

- Spokojnie -całuje mój policzek. Cały wieczór siedzimy razem w pokoju. Dziewczyna robi wszystko, abym o tym nie myślała. Życzę powodzenia.  

Dowiaduje się, że to Louis odepchnął Jareda i wraz z moim bratem wysłali go do szpitala.

- W którym pokoju mieszka Louis? - pytam, bo wyleciało mi to z głowy. 

- Nie chcesz tam teraz iść. Grają w karty, a jak oni grają w karty.. - chichocze - Nie chcesz tam iść.

- Nie idę tam. Pytam tylko, gdzie mieszkają - uśmiecham się, zakładając trampki.

 - Ostatni pokój na parterze. 

 - Dziękuję. Idę na spacer - całuję ją w policzek i wychodzę.

Jest ciepło choć słońce zaszło. Wieje ciepły wiatr więc to zdecydowanie dobra pora na spacer. Idę parkiem. Ludzie przechodzą obok mnie,trzymając się za ręce. Uśmiecham się pod nosem. Słodko to wygląda. Taka szczera, ślepa miłość.

Chciałabym być zakochana. To zupełnie co innego. Nie jesteś sam. Masz o kogo dbać i zawsze wiesz, że ktoś troszczy się o ciebie. No ale kto by chciał dziewczynę pedantkę.

Wracam do akademika tak zamyślona, że dopiero na miejscu orientuje się, że stoję pod drzwiami od pokoju chłopaków Po co ja tu przyszłam? A tak. Miałam podziękować. Słyszę śmiech i przekleństwa zza drzwi.

Pukam i czekam. Nie wiem czy usłyszą. Otwiera mi Niall śmiejąc się.

- O.. cześć Annabel.

- Cześć. Zawołasz Louisa?

- Louisa? - pyta marszcząc brwi.

- Tak. Louisa. Jest?

Kiwa głową i po chwili w zasięgu mojego wzroku pojawia się Louis. Wychodzi ze mną na korytarz. Tam ci chyba już wrócili do poprzedniego zajęcia. - A więc dziękuję. Po prostu. I przepraszam za zamieszanie. Niepotrzebne zresztą.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!