Zapach alkoholu i papierosów dociera do moich nozdrzy. Krzywię się, ale nie mogę zrobić nic więcej. Moje ciało jest poza kontrolą. Stoję bezruchu. Słowa nie potrafią przejść mi przez gardło. Teraz powinnam krzyczeć. Więc czemu tego nie robię? Czemu się nie bronię? Boże. Boję się. To strach paraliżuje moje ciało.
Czuję każdy dotyk mężczyzny, wszystko. Zamykam oczy i staram się przypomnieć jak się krzyczy. Chociaż to, błagam.
- Harry! - wołam. Nie wiem dlaczego. Przecież on jest w środku. - Pomocy!
Zostaję tylko mocniej przyszpilona do zimnej i mokrej ściany. Zaczynam się ruszać. Szarpać. Ale on jest silniejszy. Dużo. Jest wyższy. Nie widać mnie za niego. Gdy otwieram oczy, nic nie dostrzegam. Jest bardzo ciemno. Duszę się łzami.
- Będzie dobrze - mówi do mojego ucha przez co robi mi się niedobrze. Boże! On za chwilę może zrobić coś na prawdę strasznego.
- Pomocy! - krzyczę ile sił w płucach.
Ja nie chcę. Proszę nie. Nie mogę...Chcę do domu.
- Annabel? - słyszę kilka metrów dalej głos Willow.
- Willow! - wołam głośno.
Po chwili upadam, gdy mężczyzna mnie puszcza, odciagniety przez kogoś innego. Słyszę krzyki i... o boże chyba właśnie złamane kości. Ja naprawdę nic nie widzę. Wszystko dzieje się tak szybko. Kucam zakrywając twarz dłońmi. Niech mnie ktoś stad zabierze.
- Annabel.. - moja współlokatorka dopada do mnie zdyszana. - Ciii... już jesteś bezpieczna - mocno obejmuje mnie ramionami. Wtulam się w nią. Pomaga mi wstać. Nie będę już nigdzie wychodzić. Obiecuję. Tylko chcę być już w pokoju.
Czuję jak ktoś mocno mnie obejmuje i podnosi. Nawet nie mam siły zastanawiać kto i czego chcę. Nie mam siły ponownie się bać.
- Ja nie chcę - mówię cicho. - Nie chcę. Nic mi nie rób...Proszę.
- To Liam. - znów słyszę Willow. - Zaniesie cię do auta.
Oddycham z ulgą. Już nic nie mówię. Czekam aż dojdziemy do samochodu. Boję się. Jest ciemno. Jest strasznie.
Cały czas jest przy mnie dziewczyna. Słyszę ją i trzyma moją rękę. Mówi, że mam być spokojna. Że nic więcej się nie stanie. Może miała rację. Nie będę siala paniki. W końcu mi pomogli. Nic nikt mi nie zrobił. Liam odprowadza nas do pokoju i od razu bez słowa wychodzi.
- Przepraszam - mówię.
- Co? O czym ty mówisz?
- Przepraszam za tę sytuację. Nie chciałam psuć wam wieczoru - biorę swoją piżamę. Jeszcze trochę się trzęsę.
- Przestań. Może... chcesz żebym poszła z tobą do łazienki? - pyta nieśmiało.
- Dzisiaj tak - stwierdzam od razu.
Kiwa głową i bierze moją kosmetyczkę i ręcznik. Razem idziemy do toalety. Chcę się wykąpać i iść spać. O tym marzę. Jutro będzie lepiej. Willow rozbiera mnie i pomaga dokładnie siebie umyć. W tamtej chwili jestem jak zombie, a ona okazuje się być prawdziwą przyjaciółką pomimo tak krótkiej znajomości.
Jestem jej bardzo wdzięczna. Kiedy się kładziemy...Proszę ją, aby spała ze mną.
Uśmiecha się tylko delikatnie i zajmuje maksymalnie mało miejsca na brzegu.
- Dziękuję - mówię cicho. - Nigdy nie miałam przyjaciół. I na pewno nie udowodniliby mi tak wiele.
- Śpij.. - całuje mój policzek i szczelnie nas okrywa.
Zamykam oczy. Liczenie baranów pomaga. Szybko odpływam. No i szybko się budzę.
Bezlitosny budzik nie pozwala mi na więcej snu. Zaspana podnoszę się. Willow nic nie obudzi. Naprawdę. Nawet trzecia wojna światowa. Idę do szafy i wybieram sobie coś wygodnego. Wyciągam jeansy i koszulkę w paski. Ubieram się w czystą bieliznę. Potem zakładam ciuchy i biegnę umyć zęby.
Na szczęście po drodze nikogo nie spotykam. I dobrze, nie chcę mi się gadać. Mój humor nie jest najlepszy. Dalej pamiętam co się wczoraj działo.
Nawet nie wiem kim był mój napastnik. Kompletnie nie pamiętam twarzy. Kojarzę tylko ten smród i paniczny strach. To było okropne. Wzdrygam się na samo wspomnienie. Wracam do pokoju po książki.
- Willow, wstawaj!
Kręci się i powoli siada. Zaczyna się przyciągać głośno ziewając.
- Dzień dobry, księżniczko - uśmiecham się lekko.
- Widzę, że czujesz się lepiej - również się uśmiecha.
- Tylko trochę. Nie najgorzej. Idę, bo się spóźnię. Przynajmniej nie będę tyle myśleć - całuję jej policzek i wychodzę.
Trzymam mocno ramiączka torebki idąc przez akademik. Ludzie powoli biorą się do życia. Próbuję nie zwracać uwagi na nikogo. Próbuję tez nikogo nie potrącić przypadkiem. Troszkę jestem nieobecna. Zaraz przed wejściem dostrzegam brata. Widzę po jego minie, że jest wściekły.
- Cześć - podchodzę do niego.
Chyba nie na mnie...Przecież był w środku.
Uśmiecha się i obejmuje mnie ramieniem. Bez słowa rusza w stronę mojej uczelni. Odprowadza mnie pod salę, gdzie mam pierwsze zajęcia. To dopiero eskorta.
- A masz coś do jedzenia? - pytam niewinnie i cicho.
- Kupię coś i dam ci po tych wykładach - wzdycha.
- Ale wiesz, że jesteś najlepszym bratem na świecie? Nawet Willow takiego nie ma - przytulam się do niego.
- Idź, bo się spóźnisz - odsuwa mnie, ale całuje w czoło.
Macham mu na pożegnanie. No nie powiem. Przystojny ten mój brat. Zwłaszcza w pół rozpiętych koszulach. Wchodzę do auli i zajmuję miejsce pod oknem. Gdy zajęcia siebie zaczynają jestem już pewna, że Willow nie zjawi się na uczelni przed południem. To jej sprawa. Przecież nikt jej nie będzie pilnować. Tylko nie chcę, żeby coś zawaliła. Zdecydowanie. To moja przyjaciółka i wiem, że stać ją na więcej. Mimo niewielkiego czasu od kiedy ją znam. Czasem nie potrzeba lat. Wystarczy kilka dni. Naprawdę niewiele. Ufam jej. Wczoraj dała mi duży dowód. To bardzo wielka rzecz.
Tego dnia, mój brat nie zostawia mnie ani na chwilę. Chodził za mną krok w krok. Dobrze wiem, że musiał się dowiedzieć os kogoś o wczorajszym wydarzeniu. Liam? Pewnie Liam. Nie jestem zła. Zresztą tam ten chłopak na pewno jest trochę połamane. Nie ujdzie to uwadze. Wszystko przeze mnie.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!