Cholera. On go zabije na śmierć, jeśli za chwile nie przestanie. 'No, dalej Brooklyn, wymyśl coś' - mówię sobie w myślach, a moje dłonie zaczynają się pocić ze zdenerwowania, ponieważ nie wiem, co mam zrobić. To znaczy, wiem, że powinnam to przerwać, ale boję się jak zareaguje. Podnoszę swoją nogę, aby postawić ją dalej, by zbliżyć się w ich kierunku, ale nie wychodzi mi to, kiedy stawiam ją na jakimś papierku i przez to słychać głośny szelest, co oczywiście zwraca ich uwagę. Teraz mam to gdzieś. Skoro już wiedzą, że tu jestem. Stawiam małe kroki idąc w ich kierunku. Nie wiem co dalej, kiedy stoję niedaleko tej dwójki. Harry trzyma za kołnierz koszuli mężczyzny, który był w restauracji. To on tak go zdenerwował. Harry patrzy na mnie. Jego oczy są czarne. Przełykam nerwowo ślinę. 

     - Nie powinnaś tutaj być. 

     - Ale jestem. Proszę, przestań. 

     - Nie mów mi co mam robić i stąd spierdalaj. 

Warczy. Otwieram usta, jednak z nich się nic nie wydobywa. 

     - Nie mam jak. Ty mnie tu przywiozłeś.

     - Gówno mnie to obchodzi. Zniknij mi z oczu. 

Stoję jakby wmurowana w ziemię. Nie wiem co powiedzieć. Kiwam głową, aby odpędzić łzy, które cisną mi się do oczu. Patrzy na mnie wyczekująco, a ja po prostu cofam się w tył i odchodzę powolnym krokiem. Co dalej? Nie mam takiej osoby, po którą mogłabym zadzwonić, by po mnie przyjechała. Nawet nie mam telefonu. Do dupy. Idę w kierunku.. Sama nie wiem jakim. Kompletnie nie znam tych ulic, nie poznaję ich. Dostrzegam przystanek autobusowy. Sprawdzam rozkład jazdy. Autobus będzie chyba za jakieś pół godziny. Tak przynajmniej myślę, kiedy sobie miej więcej ustalam o której byliśmy w restauracji i ile tam spędziliśmy czasu. Siadam na niebieskiej, drewnianej ławce. Cóż, takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Nie byłam nawet przygotowana na to, że Harry się tak zachowa. Zrobi wszystko, ale mnie nie zostawi.. W taki sposób, oczywiście. Jeśli wcześniej nie wiedziałam co zrobić to sobie nie wyobrażam jak się czuję teraz. Analizuję w myślach całą sytuację. Nieważne, jak bardzo był zdenerwowany, nie powinien był się tak do mnie zwracać. To mnie zabolało. Nawet nie przypominam sobie, kiedy ktoś się tak do mnie odezwał.. Pomijając niektóre fakty, ale ogółem to się nie zdarzyło. Cóż, tak jak wspominałam po Harrym można się spodziewać wszystkiego i niczego. Kręcę głową i wstaję z miejsca, ponieważ zrobiło mi się trochę zimno i postanowiłam trochę się poruszać. W myślach przeklinam, kiedy dostrzegam zbliżającego się w moim kierunku mężczyznę. Może też przyszedł na autobus? Kręcę głową. Oddycham z ulgą, kiedy przechodzi obok i idzie dalej. Odwracam się w lewo i wypatruję autobusu. Ugh, zimno. Nagle czuję jak ktoś przypiera mnie do ścianki przystanku autobusowego. 

     - Co tutaj robi taka piękna dziewczyna?

Czuję ciepły i nieświeży oddech jakiegoś mężczyzny.

     - Zostaw, puść mnie. 

Zaczynam się wiercić i bronić z jego uścisku. 

    - Skarbie, nie opieraj się. Tutaj niedaleko mieszkam. Moglibyśmy się tam udać i zabawiać w moim łóżku, wiesz? 

Kręcę szybko głową i próbuję wydostać się z jego silnych objęć. Nie ma mowy, że gdzieś z nim pójdę. Jego dłoń sięga pod moją sukienkę i dotyka mojego uda. Postanowiłam sobie dawno temu, że już nigdy nie dopuszczę do tej sytuacji. Jest trochę inna od tych które.. przeżyłam, ale jednak podobna. Z moich oczu wypływają łzy. Naprawdę daje z siebie wszystko, aby go tylko powstrzymać, ale on jest silny, zbyt silny jak dla mnie. Nagle nie czuję go przy sobie. Tak po prostu. Jego dłonie, oddech znikają. 

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!