Wiatr rozwiewa mi włosy na wszystkie możliwe strony, kiedy biegnę zatłoczonym deptakiem pomiędzy ludźmi. Słyszę jak Harry jest tuż za mną. Cholera. Przyśpieszam ile tylko jestem wstanie i skręcam gwałtownie w jakąś uliczkę chcąc go zmylić. Spoglądam za siebie i okazuje się, że go nie ma. Uśmiecham się zadowolona z siebie, że dałam radę. Zwalniam szczęśliwa i odwracam się idąc przed siebie. Nagle na kogoś wpadam. 

     - Wybierasz się gdzieś, Skarbie?

Zielone tęczówki wpatrują się we mnie ze złością. Jestem tym przestraszona. Harry trzyma mnie przy sobie bardzo blisko, a ja zaczynam się kręcić. Jak mogłam być taka głupia? Przecież był za mną i nagle zniknął? Mogłam się zorientować, że wybrał inną drogę i przez swoją własną głupotę na niego wpadłam. Harry wręcz ciągnie mnie za sobą wracając tą samą drogą co biegliśmy. Sprzeciwiam się, ale on ma to kompletnie gdzieś. 

     - Nie utrudniaj. Nie mam nastroju na użeranie się z Tobą. 

Mówi nawet na mnie nie spoglądając. Ile jeszcze to wszystko będzie trwało? Kiedy zostawi mnie w spokoju? Dlaczego nie potrafi zrozumieć, że ja nie potrzebuję przebywać w ogóle w jego towarzystwie? Mam wystarczająco swoich problemów, a on jako kolejny nie jest mi potrzebny. Zauważam, że właśnie zmierzamy do restauracji, z której udało mi się uciec. 

     - Nie testuj mojej krótkiej cierpliwości i poczekaj tutaj.

Szepcze groźnym głosem do moje lewego ucha. Kiwam głową na znak, że poczekam, a on idzie w stronę kasy, aby zapłacić za nasze posiłki. Zakładam dłonie na piersi i rozglądam się po pomieszczeniu. Moje zielone tęczówki dostrzegają kobietę tą, która wcześniej grzecznie pytała czy czegoś nam nie potrzeba i wskazała mi toaletę. Patrzy na mnie wzrokiem mówiącym, iż przeprasza i jest jej przykro, że jednak nie udało mi się uciec. Wzruszam ramionami i posyłam jej uśmiech wdzięczności. W końcu próbowała pomóc, a to, że dałam się złapać jak dziecko nie jest jej winą. Kilka chwil później Kędzierzawy idzie w moim kierunku i bez słowa rusza do wyjścia, a ja idę za nim. Jestem zła na wszystko, serio. Na Grace, która tak po prostu sobie pozwoliła jemu mnie zabrać, na Harry'ego, że w ogóle musiał się mnie uczepić, że nie udało mi się uciec i muszę ponownie z nim spędzić kilkanaście minut w tym małym pomieszczeniu i w ogóle na tą sytuację.. całe moje beznadziejne życie. Siadam na miejscu pasażera zatrzaskując mocno drzwi. Brunet siada obok. Zapina pas, a kiedy mówi jego głos jest zbyt spokojny.

     - Otwórz drzwi i zamknij je jeszcze raz. 

Spoglądam na niego zdezorientowana. Są zamknięte przecież, więc o co mu chodzi? Patrzy na mnie wyczekująco, a ja tylko wywracam oczami i wykonuję jego polecenie, które traktuję jak prośbę. Niech sobie nie myśli, że będę robić wszystko to, co powie. Faceci i ich zabawki. Zapewne troszczy się bardziej o własny samochód niż o kogokolwiek innego poza sobą.

     - Lepiej, ale radziłbym uważać. 

Przełykam nerwowo ślinę w momencie, kiedy patrzy na mnie swoimi zielonymi, zimnymi tęczówkami, a po chwili wraca do patrzenia przed siebie, gdy włączamy się do ruchu drogowego. Zaczerpuję oddech, żeby się uspokoić. Postanawiam odezwać się, chociaż trochę się boję. Mój głos jest cichy, ale słyszalny. 

     - Ile to wszystko będzie jeszcze trwać?

     - To znaczy ile będzie trwać niby co?

     - Nachodzenie mnie z Twojej strony. 

Spoglądam na niego poważnie, a on powstrzymuje się przed głośnym śmiechem przykładając rękę do ust, którą po chwili układa na kolanie, a na jego ustach błądzi uśmiech, który po chwili po prostu znika. Odpowiedź nie wychodzi z jego ust, co mnie trochę denerwuje. Wzdycham cicho i opieram głowę na dłoni i wpatruję się w widoki jakie mijamy po drodze. Wiem, że nie odpowie, a ja po prostu mam nadzieję, że ta cała szopka skończy się jak najszybciej może. Muszę skupić się na swojej przyszłości, która wygląda dość nieciekawie. Nie mam pojęcia, co chcę robić w życiu. Myślałam coś w kierunku książek, które bardzo lubię czytać, więc wyborem jest księgarnia albo jakieś wydawnictwo. Jeszcze nie wiem. Kolejnym zmartwieniem jest to, że nie wiem gdzie będę mieszkać. Wiem, że nie będzie stać mnie na wynajęcie mieszkania z pieniędzy, które dostanę od Domu Dziecka, ale może na mały pokój? Moje myśli zostają przerwane, kiedy czuję rękę Harry'ego na swoim kolanie tak jakby chciał dodać mi otuchy, ale ja odsuwam się. Nie chcę, by mnie dotykał. Patrzę na niego przestraszona, gdy wpatruje się we mnie zimnym spojrzeniem. Na szczęście ratuje mnie jego telefon, który dzwoni dzisiaj po raz drugi. Szkoda, że nie mam jak uciec, bo na pewno skorzystałabym. Siedzę cicho i patrzę w niebo, które z każdą chwilą staje się ciemniejsze. Sadzę, że będzie padać, a taka pogoda odzwierciedli to, co czuję. Trochę jestem przerażona brakiem perspektywy mojego życia, lecz jak na razie nie będę o tym myśleć. Prostuję się, kiedy widzę, że zbliżamy się do Domu Dziecka. Z tego co słyszałam z jego rozmowy wnioskuję, że musi pilnie gdzieś się zjawić, więc dla mnie tym lepiej. Odpinam pas bezpieczeństwa. Kiedy już mam otworzyć drzwi czuję jego dłoń na nadgarstku. Mój oddech robi się nierówny. Patrzę na niego przestraszonym wzrokiem. Harry przybliża się w moją stronę i odgarnia kosmyk włosów.

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!