Próbuję oddychać naprawdę spokojnie, ale nie za bardzo mi to wychodzi. Widok Harry'ego powoduje pojawienie się na mojej bladej skórze nieprzyjemnych ciarek. Wchodzę wgłąb pokoju zamykając za sobą drzwi, chociaż myślę, że powinnam była je zostawić otwarte, aby zwiększyć swoje szanse, że ktoś mnie usłyszy jak będę krzyczała, jeśli tylko najdzie taka potrzeba. Właściwie to czuję ją zawsze, gdy on jest w pobliżu, lecz cały czas zachowuje spokój. Zostawiam swoją torebkę przy łóżku i wyjmuję z niej brązową torebkę, którą kładę obok chłopaka i robię kilka kroków w tył, aby być jak najdalej od niego.

     - Więc nie podoba Ci się? 

     - Chciałabym ją mieć, ale..

Wstaje gwałtownie z łóżka i staje za bardzo blisko mnie. 

     - Nie zaczynaj. Po prostu podziękuj grzecznie. 

Jego oddech odbija się od mojego policzka. To jak nade mną góruje powoduje, że mój strach jest jeszcze większy. Sięgam mu ledwie do szyi, pod którą mogłabym się swobodnie ukryć czego przenigdy nie zrobię oczywiście. Moje policzki oblewają się szkarłatem. Jest mi za gorąco. Otwieram lekko usta, żeby zaprotestować, kiedy unosi mój podbródek ku górze. Zaczyna się śmiać, na co jeszcze bardziej czerwienieję i z zamiarem odejścia od niego, lecz szybko łapie mnie za dłoń i przyciąga do siebie. Nasze klatki piersiowe niemal się stykają.

     - Mm.. Te piegi.

Mruczy cicho, a ja wiem, że po prostu się ze mnie naśmiewa. Jak ktoś taki jak on może być.. miły? No może nie do końca. Najpierw jest dla mnie wredny, a następnie uprzejmy. To jego zachowanie jest dezorientujące. Powinien już sobie stąd pójść, serio. Najchętniej bym mu to powiedziała, ale wspomnienie, że zachowa się tak jak wczoraj w szpitalu mnie przeraża. 

     - Chodź piegusku. Zabieram Cię na obiad.

Mówi rozbawiony, po czym chwyta mnie za dłoń i ciągnie w stronę wyjścia z pokoju. Ociągam się jak mogę, ale on się nie poddaje i próbuje dopiąć swego. Siadam na dywanie z nogami zgiętymi w kolanach i wyrywam mu dłoń po czym zaplatam z drugą na piersi. Niech sobie za dużo nie wyobraża.

     - Nie nazywaj mnie tak! I nigdzie nie idę. Nie z Tobą!

Patrzy na mnie swoimi tęczówkami, a ja momentalnie żałuję, że na niego nakrzyczałam. Unosi brew do góry zaskoczony, po czym niespodziewanie chwyta mnie i nawet nie wiem w jaki sposób znajduję się na jego prawym ramieniu. Spoglądam na jego umięśnione plecy. Zaczynam się wiercić i krzyczeć, żeby mnie puścił. Okładam go moimi małymi piąstkami jego plecy. Niechcący uderzam jego pośladek. Harry warczy rozbawiony.

     - Podoba Ci się mój tyłek. 

Odzywa się stwierdzając fakt i to niesprawiedliwie, gdyż to nie prawda. To znaczy jest bardzo ładny, jednak to nie prawda. To było niechcący, naprawdę! Zresztą, komu ja się tłumaczę.. Podciągam mu lekko koszulkę i zaczynam szczypać jego skórę. Nie chcę, żeby ktoś nas zobaczył, żeby mnie gdziekolwiek zabierał. 

     - Jeszcze raz to zrobisz i przełożę Cię przez kolano. 

     - I co wtedy? Dasz mi klapsa za bycie niegrzeczną?

     - Możesz być pewna, że dam Ci więcej niż jednego.

Ostrzega zimnym, schrypniętym głosem. Wzdrygam się.

     - Dobra dziewczynka.

Odzywa się, po czym delikatnie klepie mnie po pośladku, a ja wstrzymuję oddech. Podnoszę się lekko i widzę, że za chwilę będziemy przechodzić obok biurka Grace. Ona na pewno mu nie pozwoli, aby tak mnie traktował. Kobieta jest zaskoczona naszym widokiem. Spodziewałaś się, że będę szła koło niego grzecznie? Moje usta otwierają się, gdy chłopak oznajmia jej, że zabiera mnie na obiad i obiecuje, że będę z nim całkowicie bezpieczna i to, że cała i zdrowa wrócę z powrotem. Grace zgadza się bez mrugnięcia okiem i uprzedza, abym do godziny osiemnastej była tu z powrotem. Halo, ja tu jestem! Krzyczę w myślach, gdy oni tak zwyczajnie omawiają sobie moje wyjście z tym.. kimś podczas, kiedy ja w ogóle tego nie chcę. Po chwili Harry wychodzi z budynku i kieruje się.. gdzieś. Widzę tylko wyłożoną kostkę brukową i jego szczupłe, długie nogi. Dosłownie kilkanaście sekund później czuję pod stopami grunt. Jestem bardzo zła. Poprawiam swoją czarną koszulkę i przekręcam nogawkę szarych spodni. Układam włosy palcami, a Harry obserwuje mnie rozbawionymi tęczówkami. Dotyka mojego policzka, ale ja szybko strzepuję jego rękę. Otwiera od strony pasażera drzwi i wskazuje dłonią, abym wsiadła, ale ja teraz zastanawiam się ile zajmie mi pobiegnięcie do Domu Dziecka uwzględniając długość jego nóg i swoich. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że z nim nie mam szans i wsiadam do jego czarnego Range Rover'a. Po chwili Harry siada obok mnie i zapina pas, po czym słyszę jak odpala silnik. Mija kilka chwil, gdy włącza się do ruchu drogowego. Czuję się dość niepewnie siedząc z nim w tak mały pomieszczeniu. Fakt, że spędzę z nim trochę czasu mnie denerwuje, bo tak właściwie to ja tego człowieka w ogóle nie znam. Skąd mam mieć pewność, że za chwilę nie wyjedziemy z miasta do jego kryjówki gdzie będzie mnie przetrzymywał, głodził.. Zabiera Cię właśnie na obiad tak, więc nie będziesz głodna. Oh, strasznie pocieszające. Nawet nie zorientowałam się, kiedy Harry zaparkował. Teraz otwiera drzwi z mojej strony. Wywracam oczami, gdy próbuje pomóc mi wysiąść, ale skutecznie mu to utrudniam i sama wysiadam, ponieważ daje za wygraną, a ja cieszę się z tego zwycięstwa. Oboje idziemy w kierunku restauracji Quick&Delicious. Brunet otwiera przede mną drzwi, a ja wchodzę po prostu do środka. Jestem pewna, że gdyby mnie nie przytrzymał to poleciałabym na twarz, a to przez to, że nie zauważyłam jednego stopnia. Skrępowana dziękuję mu cicho nie patrząc na niego, ale wiem, że mnie usłyszał, gdyż dotknął moich pleców w pocieszającym geście. Od razu stawiam krok do przodu, by mnie nie dotykał. Kelner prowadzi nas do wolnego stolika i podaje karty dań. Nie mam ochoty na jedzenie. Co to w ogóle jest za głupi pomysł z tym obiadem? Patrzę znad menu na chłopaka, który bacznie mnie obserwuje i uśmiecha się szeroko w moim kierunku.

     - Nie śmiej się ze mnie.

Mówię mu chowając się za tekturą. Cholerne piegi. Harry kiwa głową na boki i wraca do menu. Wysuwam się lekko tak, że kartka zakrywa nos. Patrzę na niego podejrzliwym wzrokiem. Unosi rozbawiony brew. Wkłada palec wskazujący w kartę dań i przyciąga ją tak, że leży na stole. Odchylam się opierając na krześle i zaczynam się bawić swoimi dłońmi pod stołem.

     - Dobrze.. więc na co masz ochotę?

     - Szczerze? Mam ochotę stąd wyjść. 

Ignoruje odpowiedź i składa zamówienie kelnerowi, który nie wiem skąd się pojawił przy naszym stoliku tak szybko. Dupek z niego. Rozglądam się po wnętrzu restauracji, która jest dość fajnie urządzona. Ściany są w odcieniach ciepłego beżu, a dwie z nich są ze szkła. Stoliki porozstawiane są tak, by każdy miał trochę prywatności. Na ścianach widnieją ciekawe obrazy jak i rośliny. Jest tu przyjemnie. Poprawiam się na krześle, gdy brunet odchrząkuje znacznie chcąc zwrócić moją uwagę, lecz ignoruję go. Po chwili przede mną stawiany jest talerz z moją ulubioną potrawą, czyli spaghetti, a obok sok pomarańczowy. Patrzę na niego zaskoczona. Skąd on to wszystko wie? Jego kącik ust uśmiecha się w geście triumfu i spokojnie kroi stek, który bierze do ust, a ja po prostu grzebię w swoim talerzu.

     - Posłuchaj.. Albo zaczniesz jeść i zachowywać się normalnie, a nie jak małe, rozkapryszone dziecko, któremu nic nie pasuje albo naprawdę przełożę Cię przez kolano na oczach tych wszystkich ludzi.

Wzdrygam się mimowolnie na jego lodowaty ton. Spogląda na mnie pytającym wzrokiem, a ja okręcam wokół widelca trochę makaronu i biorę do buzi. Słyszę jakiś nieznany dźwięk. Harry wyjmuje swój telefon z kieszeni spodni i spogląda na niego. Przeprasza i oznajmia, że zaraz wróci i odchodzi od naszego stolika. W tym czasie podchodzi kelnerka, która spogląda na mnie współczująco i pyta czy jeszcze czegoś nam trzeba. 

     - Nie, ale mam pytanie. Gdzie jest toaleta? 

Uśmiecha się delikatnie i wskazuje ręką. Patrzę na zamkniętą parę drzwi. Dziękuję cicho i odsuwam się od stołu. Spoglądam w stronę Harry'ego, który stoi plecami do mnie. Zachowuję się jak najciszej i idę w stronę łazienki. Zamykam się w jednej z kabin. Z jednej strony naprawdę musiałam się tu znaleźć, ale z drugiej chciałam po prostu złapać oddech i pomyśleć. Patrzę na swoje odbicie w lustrze, kiedy w końcu wychodzę z kabiny. Obmywam policzki zimną wodą. Są zaczerwienione i jeszcze moment, a będę wyglądać jak dorodny pomidor albo burak. Rozglądam się za papierem i dostrzegam uchylone okno. W tym samym momencie rozlega się głośne pukanie do drzwi.

     - Brooklyn! 

Przegryzam dolną wargę i wyślizguję się za okno wcześniej podpierając się o umywalkę. Całe szczęście, że była tak blisko. Kiedy stoję już na zielonym trawniku i otrzepuje dłonie słyszę jak otwierają się drzwi z hukiem. Cholera. Zaciskam mocno powieki. Moje serce bije jak oszalałe. Zaczynam biec ile sił w nogach przez deptak i modlę się, aby tylko mnie nie dogonił.

________________

*Jeśli przeczytałaś, zostaw komentarz*

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!