Promienie słoneczne przebijają się przez okno, przez co się budzę. Moje myśli wariują i zastanawiam się nad tym gdzie się znajduję. Podnoszę się na dłoniach i opieram plecy o wezgłowie łóżka. No tak. Podpisanie dokumentów, opuszczenie Domu Dziecka, chodzenie po mieście bezcelowo, nieprzyjemny chłopak przez którego zostałam oszpecona i Harry, który mnie obronił i przygarnął do siebie. Tak, teraz wszystko pamiętam. Przypadkowo spoglądam na zegarek i orientuję się, że jest 11:25. Cholera jasna! Przecież spóźnię się.. 'Brook! Wyluzuj, są wakacje!'. Oddycham z ulgą. Lubię sobie pospać, ale to chyba jak każdy. Zresztą nieważne. Wstaję z łóżka i prostuję się. Otwieram po cichu drzwi jak jest to tylko możliwe i nasłuchuję czy Harry już wstał. W łazience się światło nie pali, a w salonie połączonego z kuchnią również go nie ma. Więc są dwie opcje. Albo śpi w swojej sypialni albo gdzieś wyszedł. Nie wiem za bardzo co ze sobą zrobić, ale też nie chcę go budzić. Postanawiam więc zrobić mu śniadanie w ramach rekompensaty za to, że wczoraj mi pomógł i przenocował. Udaję się do kuchni. W lodówce nie ma za wiele, co pozwala mi sądzić, że pewnie dużo w swoim mieszkaniu nie przebywa i częściej je na mieście albo coś zamawia. Cóż.. To nie moja sprawa. Znajduję jajka i bekon. Tyle wystarczy. Znajduję również patelnię, którą wyjmuję i niechcący stawiając ją na blacie zrzucam plastikowy pojemnik, przez co marszczę mocno czoło i zaciskam usta. A niech to! Było przez moment głośno, ale mam nadzieję, że to go nie obudziło. Bekon kroję w paski i go podsmażam na gorącej patelni. Resztę robię dość szybko. Danie stygnie, a ja się zastanawiam czy dać wszystko na tacy i mu zanieść czy nakryć do stołu i go zawołać. Wybieram drugą opcję. Może nie będzie głodny czy coś. Nakrywam do stołu stawiając dwa talerze, sztućce, szklanki, sok, chleb i inne rzeczy. Gdy wszystko jest gotowe idę w kierunku jego pokoju. Przed drzwiami zaczynam się wahać czy powinnam wchodzić. Jest też opcja, że go nie ma. Wchodzę po cichu bez pukania, robię kilka kroków do przodu i dostrzegam go leżącego na łóżku. Widzę jego plecy przez to, że pościel zakrywa go dopiero od pasa w dół. Jego stopy lekko wystają za łóżko, co nie znaczy, że jest za małe. Pewnie lubi tą pozycję. Pochodzę bliżej. Moje oczy się rozszerzają trochę, kiedy odwraca się i zamieram w bezruchu. Dostrzegam czarny tusz na jego klatce piersiowej i lewym ramieniu. Dużo tego. Moje kolana stykają się z białym materacem. Harry mruczy niewyraźnie. Jak ja mam go obudzić? Nie chcę, żeby był zły. 

     - Coś się stało? 

Mówi zachrypniętym głosem mając nadal zamknięte powieki. 

     - Zrobiłam śniadanie i chciałam Cię na nie zawołać.

     - Chciałaś mnie na nie zawołać wgapiając się we mnie? 

Patrzy na mnie lewym okiem mrużąc prawą powiekę. Uśmiecha się.

     - Nie, to nie prawda. Zastanawiałam się jak to zrobić. 

Mówię zawstydzona, a on zaczyna się śmiać. Podnosi się opierając plecy o wezgłowie łóżka. Pociera dłońmi twarz, a ja odwracam wzrok od jego wyrzeźbionego i nagiego torsu, kiedy się przeciąga. Harry ponownie się śmieje, co zwraca moją uwagę i na niego spoglądam. Zauważam, że mi się przygląda, przez co na siebie patrzę i orientuję się, że mam na sobie jego czarną koszulkę, która sięga mi do połowy ud, a pod nią mam jedynie bokserki. Nie dobrze, ale zawsze mogło być gorzej.

     - Dobrze wyglądasz w mojej koszulce, wiesz? 

Mówi przesuwając się na łóżku tak, że stopami dosięga ziemi, a ja zostaję uwięziona pomiędzy jego udami. To trochę krępujące. Harry obejmuje swoimi dłońmi moje biodra i patrzy w moje oczy. 

     - Znowu patrzysz na mnie tym wzrokiem. 

Marszczę skonsternowana jego słowami brwi. Nie rozumiem.

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!