Jego palce boleśnie wbijają się w moje biodro i jestem przekonana, że pojawi się tam siniak, a jakby tego było mało to mój policzek krwawi nadal i jestem tym przerażona. Dwóch kolegów Mike'a stoją obok nas gotowi na to, aby zaatakować osobę, która zbliża się do naszych postaci. Może to jakiś policjant? Mrużę powieki, kiedy w moje oczy dobija się blask światła, które pali się nad budynkiem do którego jestem przyszpilona. Udaje mi się przyzwyczaić i spoglądam w lewą stronę dostrzegając osobę ubraną całą na czarno. Ma pochyloną głowę i wypuszcza właśnie z ust dym zapewne papierosowy jednocześnie gasząc butem papierosa. Moje oczy się rozszerzają, kiedy dostrzegam znajomą postać. Niemożliwe..

     - Masz pieprzone trzy sekundy na to, aby ją puścić. 

     - Kogo moje oczy widzą. We własnej osobie, Styles. 

     - Raz.. Doliczę do trzech i będziesz leżał martwy. 

Jestem jednocześnie przerażona i zaskoczona, kiedy robi to co mu karze i potwierdzają się moje przypuszczenia. To mały chłopczyk, który wyżywa się na słabszych, aby poczuć się silniejszym. 

     - Skarbie, chodź do mnie. 

Harry spogląda na mnie po raz pierwszy odkąd tu jest z wyciągniętą ręką w moim kierunku. Moje ciało jest sparaliżowane i nie dam rady się ruszyć nawet o głupi centymetr. Słyszę śmiech. To Mike. 

     - Czyżby Styles się zakochał? A może jest niezła w łóżko, co?

Wzrok Kędzierzawego zwraca się ku rozbawionemu chłopakowi. Mike nie zauważa tego, kiedy Harry zbliża się w jego kierunku i uderza w szczękę, przez co odchyla głowę w tył. Jego koledzy są tak samo przerażeni jak on sam. Tak myślę, ale to mnie nie interesuje. Opuszki palców mojej lewej ręki dotykają policzka. Spoglądam na nie i dostrzegam czerwoną ciecz. Nigdy nienawidziłam widoku krwi. Oddycham głęboko chcąc się uspokoić. Przecież to tylko czerwony kolor. To wcale nie jest krew - próbuję samą siebie przekonać.

     - No dalej, przecież jesteś taki odważny. 

Słyszę rozbawiony głos Harry'ego, który pali drugiego papierosa. 

     - Nie, to nie nasza sprawa. Prawda, chłopaki? Zwijam się. 

     - Potrafisz tylko spierdalać, Jones. Nie masz problemu z innymi. Z dziewczynami. Lubisz je zastraszać, prawda? Czujesz się silniejszy, odważniejszy, a jak przychodzi co do czego to spierdalasz.

Harry popycha go dłonią, przez co Mike dotyka ściany budynku. Robi mi się słabo. Moje ciało osuwa się na ziemię. Kędzierzawy zadaje kilka mocnych cisów, a wystraszeni koledzy uciekają. Chwilę później Mike też ucieka, gdyż Harry go puścił wcześniej mówiąc mu głosem jakim nie dałam rady zrozumieć. Chłopak przez chwile staje do mnie plecami. W końcu się odwraca, a mój strach wcale nie znika. Podchodzi do mnie wolnym krokiem i pomaga wstać. Z początku myślałam, że nie jest na mnie zły. Po tym jak się do mnie zwrócił. Teraz wiem, że byłam w błędzie. Kiwa na mnie głową, abym szła pierwsza. Idę niepewnie przez ciemną ścieżkę. Po chwili wychodzimy na miasto, gdzie jest o wiele jaśniej. Harry w ciszy prowadzi mnie do swojego auta. Zastanawiam się siedząc na skórzanym fotelu dokąd mnie zabierze. W końcu siada obok mnie i ruszamy w niewiadomym dla mnie celu. Chcę się odezwać, dowiedzieć gdzie mnie zabiera, ale strach buzujący w moim ciele nie pozwala mi na to, więc siedzę cicho tak jak on. Ponownie uratował mi życie. Skąd on w ogóle wiedział gdzie jestem? Dziwne. Dwadzieścia minut później parkuje samochód na podziemnym parkingu i wysiada. Otwiera mi drzwi, ale na mnie nie czeka. Idę za nim do windy, w której również milczymy. Jego mieszkanie chyba znajduje się na ostatnim piętrze. Wskazuje dłonią, abym ponownie szła pierwsza. Zatrzymuje się przy jednych drzwiach, które otwiera i mnie przepuszcza. Ciemność panuje w pomieszczeniu, ale zostaje ona przerwana. Moje oczy skanują salon połączony z kuchnią. Wszystko do siebie pasuje i panuje porządek, czego bym się nie spodziewała. Nie po nim przynajmniej. 

HARSH - Harry Styles Fanfiction [PL]Przeczytaj tę opowieść za DARMO!