- Nie karze ci mówić - mruknął i stanął. Popatrzył na mój kluczyk który również przejął i ruszył dalej.

Blondyn miał na sobie bordową bokserkę z jakąś literka na ramieniu. Zgadywałam, że grał w studenckiej drużynie. W filmach przynajmniej tak było. Ruszyłam za nim. Pomógł mi.

- Będzie jazda - usłyszałam znowu gdy stanął pod pokojem 205.

- Nie rozumiem - przyznałam i wyjęłam z torebki mały płyn dezynfekujacy i przemylam rączkę walizki. Nie miałam nic do blondyna, ale robiłam to odruchowo.

Chłopak walnął mocno w drzwi.

- Liam masz minute żeby wyjść z Willow i schować fiuta bo..- popatrzył na mnie - jak masz na imię?

- Annabel - powiedziałam, krzywiac się.

Nie będę miała ciekawego towarzystwa. Ale czego ja się mogłam spodziewać po ludziach w moim wieku? Korzystali z życia naprawdę na wiele sposobów.

-.. bo Annabel zgaduje nigdy jeszcze nie widziała organu męskiego. Bez urazy - rzucił do mnie i wszedł do pokoju bez skrupułów. -.. a przecież nie chcemy jej zgorszyć.

Zauważyłam, że na klamce był krawat koloru bordowego. Zapewne to stąd wiedział co się może dziać w tym niewielkim pokoju. Westchnęłam i weszłam do środka, biorąc moje rzeczy.

W środku był chłopak w samych spodniach dresowych i dziewczyna opatulona chyba prześcieradłem. Blondynka śmiała się, ale jej towarzysz miał mniej dobry humor.

Dobrze zbudowany brunet. Nic specjalnego. Jak każdy chłopak w collegu który musiał ruszyć wszystko, co miało dekolt. To wszystko wiedziałam z książek, filmów, internetu. Rozejrzalam się po niebieskim pokoju i podeszłam do wolnego, wąskiego łóżka. Westchnęłam smutno. Chciałam do domu. Tutaj nie miałam widoku na piękny ogród. Nie było idealnie wyprasowanej pościeli, czystości..

- Cześć. Jestem Willow, będziemy razem mieszkać, będzie super, przepraszam za mojego brata, nie mam na niego wpływu, mam nadzieję że się zaprzyjaźnimy - pojawiła się obok mnie.

- Cześć Willow - odparłam z nieco mniejszą radością. Czułam się tutaj bardzo nieswojo. Posłałam jej uśmiech, ponieważ wyglądała na miłą.

- Ona chyba jeszcze nie poznała Lo...

- Ale w końcu pozna nie? Wole załatwić wszystko od razu. Przecież tamten kretyn wcześniej czy później coś zrobi - wyjaśniła i po prostu mnie przytuliła.

Objęłam ją jedną ręką i odsunęłam się. Przesunęłam dłońmi po granatowej sukience. Byłam trochę zmęczona po tylu godzinach lotu. Ale rozumiałam, że w pokoju nie byłam sama i to byli jej goście.

- To Liam. - brunet jedynie mruknął coś pod nosem i objął dziewczynę od tyłu całując w szyję po szyn obaj z blondynem wyszli.

- Niczym David Beckham - powiedziałam, zerkając na ścianę. Na niej rozwieszony był plan zajęć. Naprawdę? To niemożliwe, aby studiowała to samo.

- Więc.. - usiadła na swoim łóżku. - Skąd jesteś Annabel?

- Z deszczowego Londynu - kiwnęłam głową i tez usiadłam. - Chciałabym...Jestem troszkę inna, bo lubię porządek i chciałam cię uprzedzić.

- Porządek to nic złego. Też o niego dbam - zmarszczyła brwi. - zazwyczaj.

- Po prostu nie dziw się, jeśli według ciebie moje zachowanie będzie nienormalne - wyjaśniłam i uśmiechnęłam się do niej. Może się po lubimy. Nie chciałam być tu całkiem sama.

- Zaprowadzić cie do łazienki? Pewnie chcesz się odświeżyć po podróży. - założyła majtki wciągając je pod swoje okrycie.

- Może najpierw sama się ubierz - zaproponowałam i otworzyłam pierwszy bagaż. Różowy to słabość.

- Właśnie.. sorka za to. - usłyszałam za plecami.

- Nie masz za co. W zasadzie to - przerwalam swoje zajęcie. Podeszłam do regału przy moim łóżku i przejechałam palcem po szafce.

Została na nim spora warstwa kurzu. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Zamknęłam na moment oczy. Okej. Poradzimy sobie. Dopiero po sprzatnieciu szafek regału, poukladalam rzeczy.

Czułam na sobie nieustanny wzrok Willow. Siedziała na łóżku, ale już ubrana.

Obserwowała każdy mój ruch jakbym robiła cos dziwnego. Nie lubiłam mieć zanurzonych ubrań. A na pewno tu nie było tak łatwo z praniem. Pralnia była wspólna. O matko...to będzie jedna, wielka masakra. Mamo zabierz mnie do domu. Nie chcę być dorosła...

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!