Stałam z mamą na lotnisku. Przytulała mnie kolejną minutę i co chwila poprawiała duży dekolt różowej bluzki.

Z jednej strony nie mogłam się już doczekać żeby odejść, ale wiedziałam że na pewno będę trochę tęsknić. To moja mamusia.. Kochana taka. Nowy Jork leżał daleko. Owszem. Był tam mój ojciec i brat, ale...

- Moja dziewczynka.. oni cię tam zjedzą - mówiła przejęta.

- Widzę, że we mnie wierzysz - spojrzałam na nią, odsuwając kobietę.

- Po prostu... college to inny świat cukiereczku. - pocałowała mój policzek i starła kciukiem zostawiony

ślad szminki.

Domyślałam się. Dlatego chciałam wyjechać. Żeby nauczyć się samodzielności. Tutaj mama chciała mi naskakiwac.

- Uważaj na siebie. - poprosiła wyciągając chusteczki z torebki. Nie no, będzie płakać.

- Mamo - jęknęłam.

Zrobiło mi się jej szkoda. Ona nie da rady sobie beze mnie. W domu robiłam prawie wszystko, bo moja mama była nie obliczalna w kuchni.

- Jesteś już taka duża. Najpierw Harry, teraz ty. - wycierała łzy uważając na makijaż.

- Tak, mamo. Czas dorosnąć - pocałowałam jej policzek. - Muszę już iść. Mam odprawę. Zadzwonię jak tylko przylecę.

- Dobrze. Moja dorosła kobietka - znów mnie przytuliła.

Westchnęłam głośno, tez ją przytulajac. Będzie brakowało mi jej beztroskiego życia. Często zachowywała się jak nastolatka chociaż swoje lata miała.

- Papa. Kocham Cię - pomachałam jej i poszłam w odpowiednim kierunku.

Machała mi dopóki nie zniknęła z mojego pola widzenia. Dorosłe życie czeka. Patrzyłam przez małe okno na Londyn. Tyle godzin lotu. To było warte męczarni.

***

Żółta taksówka zawiozla mnie pod akademik. Był niedaleko uczelni. Praktycznie obok. Taszczyłam swój bagaż do dobrze trzymającego się budynku. To miejsce robiło spore wrażenie. Wydawało się przyjazne i gotowe na przyjęcie mnie. Najbardziej byłam ciekawa z kim będę miała pokój. Nie zdarzało się, aby ktoś miał sam. Poza tym znając moje szczęście...Zgłosiłam się do okienka, podałam dane i dostałam kluczyk.

205. Skierowałam się do akademika i stanęłam przed stromymi schodami. Jak ja miałam tam to wszystko zawlec? Tutaj musiała być winda. Nie miałam tyle siły. Przecież to z trzy piętra. Rozejrzalam się, kładąc ręce na biodra. Za jakie grzechy? No tak, przecież nikt nie obiecywał że będzie łatwo. Super, windy to tu nie ma. Zaczęłam wspinać się po schodach wraz z bagażami. Na pół piętrze zrobiłam przerwę i zdjęłam szpilki, co chwila z ust wypuszczając "ugh".

Patrząc pod nogi nagle w polu mojego widzenia pojawił się czyjś but. Świetnie. Teraz trzeba było się odsunąć i przepuścić schodzacych.

- Co będziesz studiować? - usłyszałam nad sobą niski głos.

- Studia pedagogiczne, czy to jest teraz ważne? - sapnęłam ze złością.

- Kolejna.. - powiedział z irytacją i wręcz wyrwał mi bagaże z rąk sam niosąc je wiele szybciej. - Jestem Niall - rzucił nie czekając na mnie.

- Fajnie. Ale skoro się przedstawiasz, to powinieneś patrzeć na mnie. Nie grzecznie jest mówić tyłem do towarzysza. A tym bardziej mi nie jest przyjemnie mówić do twoich pleców - odparłam zakładając buty.

EverlastingPrzeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!