Spojrzałam na niego, a następnie na teczkę, którą mocno ściskał w dłoni. Gwałtownie wstałam z kanapy, czując jak moja stopa nie była zbyt zadowolona z mojej bezmyślności. Skrzywiłam się na cholerny ból, który mnie przeszył. Jason w furi mocno złapał za moje przedramie.

- Puść. - Szepnęłam spoglądając na miejsce w którym spoczywała jego dłoń. Ale nie zrobił tego o co prosiłam.

- Nigdzie nie  pójdziesz.- Zakomunikował. - Dopóki nie wyjaśnisz mi skąd w Twoim domu znalazły się te  papiery! - Warknął, rzucając teczke na kawowy stolik..

Spojrzałam na niego zdziwiona. – Skąd mam  wiedzieć? – Grałam na zwłokę. Nie mam pojęcia, jak mogę mu pokazać, że nic  nie wiem na temat Eliot’a. Gdy tak naprawdę znałam go. Przynajmniej jedną tysięczną procenta. W końcu, jakby nie patrzeć byłam jego dziewczyną. Jego postawa utwierdzała mnie w przekonaniu, że jestem okropną kłamczuchą. Jęknęłam w duchu, przygotowując się na najcięższą rozmowę tego dnia.

- Serio? – Zakpił. – To może powiesz mi, jakim cholernym cudem znalazła się w Twojej kuchni? – Zauważył, przerzucając swój ciężar ciała na zgiętą w kolanie nogę.

- Jason. – Zaczęłam. Próbowałam coś wymyślić, ale jego wzrok padający na moją sylwetkę rozpraszał mnie. – Może Brad zrobił sobie głupie żarty. Ja nic nie wiem – Uśmiechnęłam się słabo.

- Doprawdy? - Zakpił, zaciskając swoją dłoń coraz mocniej wokół mojego ramienia. - Bo ja myślę, że doskonale zdajesz sobie sprawe co to jest, a nawet skąd masz teczkę. - Podrapał się po brodzie, a jego usta wygięły się w głupi usmieszek. - Ah i nawet wiesz kim jest Anderson. - Zaśmiał się bezhumoru. - Nadal chcesz udawać głupią?

- Niczego nie udaje! - Jęknełam. Chyba sama chcę wpojić sobie, że nic nie wiem na temat tych papierów.

Zaśmiał się z nutką goryczy. – Jesteś cholernie słabą kłamczuchą.

- Nie kłamie! – Obroniłam się.

- Kłamiesz! Oboje o tym wiemy !

Oburzyłam się na jego postawę. Zwariował. Co takiego jest napisanego  o Eliocie, że popadł w taki szał. Może wcale nie codzi o niego, tylko o sam fakt, że zabrałam jego własność. Okey nie pwoinnam, ale z drugiej stron, chyba lepiej wiedzieć  z kim maiło się doczynienia przez czas kiedy byłam  w związku z Anderson'em.

- Nie mam zamiaru tłumaczyć się z czegoś o czym nie mam bladego pojęcia. – Zaznaczyłam ostatnie słowo, wkładając pod pachy kule i omijając chłopaka.

- Nigdzie nie pójdziesz. – Warknął, łapiąc za przedramię, tak abym odwróciła się w jego stronę, prawie wpadając na klatkę piersiową Jason’a. Zaklęłam pod nosem z powodu swojej bezsilności.

- Jason to boli. - Wrzasnęłam, wyrywając się. - Mam gdzieś co myślisz..

- Może gdybyś nie grzebał w nie swoich rzeczach nie byłoby tego całego gówna. – Warknęłam. Uniosłam głowę ku górze, aby ujrzeć ciemniejszą barwę tęczówek, które uważnie skanowały moją twarz.

- Przestań pieprzyć ! – Zacisnął mocniej dłoń wokół mojego przedramienia. – Jeżeli myślisz, że wywołasz u mnie wyrzuty sumienia to się mylisz. -  Głupio się uśmiechnął.

Cholerny Eliot. Cholerne papiery. Cholerne życie.

- Nie wiem co to jest. – Wskazałam palcem na papier. – I niczego się nie dowiesz. – Wróciłam wzrokiem na twarz chłopaka. Jego szczęka mocno była zaciśnięta, a oczy lekko się przymknęły.

- Jeżeli zaraz nie puścisz farby to się policzymy.

Przeszedł mnie zimny dreszcz z powodu jego głębokiego głosu. Zbliżył twarz w moją stronę. Dmuchnął lekko w kilka kosmyków, które wyszły z koka. – Myślę, że Brad będzie zadowolony, jak poproszę go o przyjazd. – Szeptał, lekko muskając skórę ucha. - Wtedy na pewno dowiemy się, czy masz rację, że zrobił głupi żart. – Nutką drwiny przeciągał każde słowo.

- Jesteś chory. – Wrzasnęłam odpychając go dłonią. Zagotowało się we mnie, jakim prawem szantażuje mnie tym człowiekiem ! – Jak możesz! – Dźgam go palcem w klatkę piersiową, mówiąc najgorsze epitety pod jego adresem.

- To jak? – Złapał za nadgarstek drugiej dłoni. – Mówisz czy nadal bawisz się w małą kłamczuchę ? – Puścił moje  przedramię, aby założyć kosmyk włosów za ucho, patrząc prosto w moje oczy.

Wiedziałam co robił. Jeżeli myśli, że mnie uwiedzie to się grubo myli. Nie jestem łatwa, ani dostępna dla niego. Czemu trafiłam na niego? Bo mam za mało problemów z Brad'em, a teraz nagle jeszcze więcej kłopotów spada na mnie, ponieważ okazuje się, że moje życie od początku było skazane na pieprzoną mafie ?! Cholerne życie. Cholerna ja. Spojrzałam na niego. W mojej głowie zrodził się plan, który raczje spali na panewce, ale zawsze można spróbować. Pominimy fakt, że jestem okropną uwodzicielką.

- Chcesz wiedzieć prawdy? – Wolną dłoń położyłam na jego policzku. W jego oczach pojawiło się zdziwienie moją nagłą zmianą. – Ta brązowa teczka. – Zaczęłam zbliżając się do jego ust.

Puścił mój nadgarstek, żeby przenieść swoją rękę na moje biodro. Musnęłam krwisto czerwoną wargę chłopaka. – O którą chodzi. – Szepnęłam pomiędzy całowaniem jego szczęki. – Jest czymś o czym nic nie wiem. – Warknęłam stając na jego nodze. - Jeżeli myślisz, że coś Ci powiem to się mylisz. – Krzyknęłam idąc w stronę schodów. Jęk chłopaka rozchodził się po całym domu, ale nie było mi go szkoda. Cieszyłam się. Nabrał się, to było coś czego jeszcze nigdy nie zrobiłam.

- Kurwa. – Usłyszałam, będąc w połowie drogi do swojego pokoju. – Jeszcze nie skończyliśmy. – Powiedział ostro z dołu. Pokonałam ostatni schodek i  człapiąc weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami.

- Jeszcze zobaczymy !

Oparłam się o drewnianą powłokę nasłuchując kroki Jason'a. Włożyłam w zamek klucz i przekręciłam go. – Dupek. – Mruknęłam. Zdziwi się.

* Nie jestem jakoś bardzo zadowolona z tego rozdziału, ale może dlatego, że inaczej wyobrażałam sobie to wszystko. No cóż. Mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba :) Dziękuję za każdą gwiazdkę i komentarz. I zapraszam na nowe opowiadanie, które kiedyś pisałam na blogu. One Stroy. Buzka :*

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!