Świąteczny Dodatek

18.9K 1.6K 239

Dodatek nie jest związany konkretnie z fabułą Cienia. Ashton tu żyje, a chłopcy mieszkają w Hurstville. W Australii również pada śnieg ( w rzeczywistości takie rzeczy rzadko mają miejsce, zwłaszcza o naszej porze roku)

Dodatek był pisany z miejsca , w 20 minut, jest krótki. Proszę o wyrozumiałość. Pisałam go specjalnie na prośbę niektórych osób.

Rozdział 18 pojawi się o 15:30

------------------------------------------

Stałam przy oknie obserwując, jak białe płatki spadają z nieba. Lampy oświetlały ulice, które spowił mrok, a śnieg dekorował ulice sprawiając, że każdy mieszkaniec czuł magię świąt. W domu panował harmider, wszyscy biegali od pokoju do pokoju lub od kuchni do salonu. Spędzałam pierwsze od trzech lat święta, które zapowiadały się naprawdę dobrze, chociaż na początku w ogóle nie wierzyłam w taką możliwość.

Cassie i Luke zamiast ubierać choinkę, obściskiwali się pod wcześniej przywieszoną jemiołą. Calum zamknął się w kuchni na dobrą godzinę. Zabronił nam sobie przeszkadzać. Groziło to jego krzykiem lub... oderwaniem głowy od ciała, dosłownie tak powiedział. Michael zniknął na górze, bo zajął się pakowaniem prezentów. Ja położyłam obrus na stół i czekałam, aż Hood wyda rozkaz podawania swoich dań do stołu. A Ashton? Ashtona nie było. Spędzał święta z mamą tak, jak jej wcześniej obiecał. 

Kiedy wszystko było gotowe, zebraliśmy się wokół stołu. Ściskałam kurczowo ramę krzesła. Grymas wymalowany na mojej twarzy wcale nie chciał zniknąć. Liczyłam, że spędzę te święta z nim, a jednak wyszło inaczej. Nie mogłam mieć pretensji, w końcu to jego matka. W dodatku chora; potrzebuje opieki i troski syna. Pomimo tego doskwierał mi smutek. 

- Okej, więc.. życzę wam wszystkiego dobrego - rozpoczął Michael.

- Dużo nowych aut - dodał Calum.

- I szmalu - Luke posłał mu uśmiech.

- I nowych ciuchów! - krzyknęła Cassie, a nasze głowy zwróciły się ku niej - Znaczy.. dużo zdrowia miałam na myśli - poprawiła się.

- Spełnienia marzeń - mruknęłam.

- Wesołych świąt - powiedzieliśmy zgodnie. 

Głośne skrzypnięcia krzeseł zakłócały tą magiczną chwilę. Zajęliśmy miejsca przy stole, a później zapadła cisza.

- To.. kto rozdaje prezenty? - zapytał Hemmings, głupio się szczerząc.

- Najpierw żarcie, ty kretynie - syknął Cal.

- Pieprzyć żarcie, chcę wiedzieć co dostałem.

- Po prostu rozdajcie te cholerne prezenty, bo będzie jęczał przez cały wieczór - odezwałam się w końcu, chcąc przejść do rzeczy.

Michael jako najstarszy facet w tym pomieszczeniu wstał, a później podszedł pod choinkę, gdzie poukładał paczki. Rozsiadł się na fotelu, zarządzając zabawę w Mikołaja. Stwierdził, że będzie wywoływał nas kolejno po prezent, a my musimy usiąść mu na kolanach i powiedzieć, czy byliśmy w tym roku grzeczni. Calum bez wahania prychnął, mówiąc że nie zamierza mu sprawiać przyjemności nawet w takiej formie. Rozluźnił atmosferę, gdyż rozbawił każdego. W salonie rozległy się głośne śmiechy, a potem kontynuowaliśmy zabawę z prezentami.

- Caitlin Teasel! - ciężkim głosem przypominającym starego dziadka Michael wywołał mnie do odebrania podarunku - Twojego prezentu tutaj nie ma.

- Oh... - mruknęłam, ponownie zajmując swoje miejsce.

- Musisz wyjść na zewnątrz - puścił mi oczko Clifford.

- Przysięgam, jeżeli to jakiś kradziony samochód... - byłam gotowa grozić chłopcom. 

Skierowałam się do wyjścia. Pytająco spoglądałam na chłopców, którzy przybijali sobie pod stołem piątki. Cassie wyglądała na uradowaną. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Bałam się, że przyjaciele Ashtona coś zbroili, za co ja znowu będę ponosiła konsekwencje. Strach nie pozwalał mi nawet otworzyć drzwi, ale musiałam to zrobić, bo w przeciwnym razie ktoś by mi pomógł. Pociągnęłam za klamkę, a później otworzyłam drzwi. Wiatr w towarzystwie śniegu uderzył prosto w moją twarz. Przymknęłam powieki, aby przyzwyczaić się do pogody. Po kilku sekundach zerknęłam za drzwi. 

- O Boże.. - szepnęłam.

- Wesołych Świąt, skarbie - powiedział Ashton, ukazując szereg białych zębów.

Rzuciłam się prosto w ramiona blondyna, a w odpowiedzi usłyszałam jego śmiech. Poczułam duże dłonie na swoich plecach, które przyciągnęły mnie do wyjątkowo rozgrzanego ciała. Ucałował moje czoło, wzdychając ciężko. Tak bardzo za nim tęskniłam. Tak strasznie pragnęłam mieć go teraz przy sobie. 

A jednak marzenia się spełniają.

Wpuściłam go do środka, ponieważ nie mogliśmy stać przez wieczność na mrozie. Gdy tylko zdjął kurtkę, objął mnie ramieniem i zasypał pocałunkami w drodze do salonu. Z uśmiechem na ustach weszłam do pomieszczenia, gdzie reszta na nas czekała. Teraz byliśmy w komplecie. To były prawdziwe święta.

Ashton usiadł obok mnie i przyglądał się daniom na stole w milczeniu. Wzrokiem przebiegał przez talerze lustrując dokładnie potrawy. Jego spojrzenie zatrzymało się na jednym talerzu, ale nie dlatego że wyglądało pysznie.

- Powiedzcie mi, że Calum nie gotował... - szepnął, łapiąc się za głowę.

- Co masz na myśli? - spytałam.

- Ash, on nie chciał nas wpuścić do kuchni... - tłumaczył Clifford.

- Masz jakiś problem, Irwin!? Zaraz zacznę żałować, że zaprosiłem cię na te święta! - oburzył się Hood.

- Przypomnieć ci, czyja jest ta willa?! - warknął - Ty nie umiesz gotować durniu, potrujesz nas! 

- Ćwiczyłem!

- Nie widziałem... - wtrącił cicho Luke, ale Cal spiorunował go spojrzeniem.

- Zamknij się! - syknął ciemnowłosy.

- To może zamówimy pizzę.. - zaproponował Michael.

- NIE - zakazaliśmy zgodnie.

- Jak mogliście dopuścić go do garów, dobrze wiecie, że żadne świąteczne dania mu nie wychodzą! Czy wy... - Ashton wygłaszał przemowę na temat zdolności Caluma.

I kłócili się tak przez dobrą godzinę, podczas gdy ja oraz Cassie ruszyłyśmy do kuchni, aby zapobiec tej katastrofie. 

Cień 2 - PułapkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!