Siedziałam w kuchni przy stole trzymając w dłoniach kubek z ciepłą herbatą. Pogrążona w myślach na temat tego co się ostatnio zdarzyło. Tak bardzo chciałam znaleźć odpowiedzi na pytania, które napływają do mojego umysłu w tym momencie. Ale skąd dostać jakiekolwiek informacje? Od kogo? Nawet nie miałam pojęcia, jak zapomnieć o teczce, która leżała przede mną na drewnianym stole. Mogłabym zostawić tą sprawę i przestać się zastanawiać, jakim cudem zdobyłam te papiery, gdyby naprzodzie nie było wypisane dużymi literami Eliot Anderson. Kompletnie zbiło to mnie z tropu. Zwłaszcza, że człowiek, który mi ją wręczył by pracownikiem szpitala, w którym pracuje ta rudowłosa. Nic nie pasowało.             

  Przesunęłam kubek w stronę ściany do której był dosunięty stolik i chwyciłam z brązową teczkę, kładąc ją przed sobą. Może będę tego żałować, ale przynajmniej nie będę czuła tego okropnego uczucia. Złapałam za dwa sznureczki,  rozwiązując kokardkę. Postanowiłam, że każdą kartkę rozłożę na blacie zgodnie z numeracja. Czułam się okropnie widząc, jak dużo tego wszystkiego jest. Jak bardzo byłam ślepa godząc się na związek z nim ? Czemu tak bardzo zapomniałam o tym, jak karmił mnie kłamstwami, że niby musi iść na obiad do matki ?  Przynajmniej wtedy mogłam naiwnie w to wierzyć. Ale teraz coraz bardziej przekonuje się do tego, że  komuś podrzynał gardło ! Kładąc ostatnią stronę przyszło mi na myśl coś strasznego. Czy ja od początku byłam zamieszana w ciemne interesy ? Poczułam, jak gardło zaciska mi się ze strachu. Chciałam zebrać to wszytko i wrzucić do kosza. Zapomnieć. Wyrwać, tą część mojego życia z pamięci i gdzieś schować. Jednak stojąc tu i widząc, jak moja kuchnia zamieniła się w istne biuro, jakiegoś zapracowanego prezesa. Stwierdziłam, że jestem już  tak głęboko w tym, że chyba lepiej wiedzieć o co chodzi. Dotarłam do początku numeracji i miałam już wziąć do ręki pierwszą kartkę, Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spanikowana zaczęłam składać wszystko nie patrząc, czy układam tak jak numeracja mówi. Nawet nie patrzyłam czy zebrałam wszystko. Wpakowałam do teczki kartki. Słysząc tym razem walenie w drzwi,  zawiązałam sznureczki w kokardkę.

- Już idę. – Krzyknęłam w  stronę drzwi stojąc na środku kuchni, szukając miejsca, gdzie mogę to ukryć.

- Otwórz ,Victoria ! -             Głęboki głos Jason’a sprawił, że lekko podskoczyłam. Spojrzałam  na brązowy papier w mojej dłoni i nagle mnie oświeciło. Bandażowanie mojej stopy, szafka, teczka w niej. U niego była, a ja ją schowałam w moje spodnie i zakryłam bluzką. To mi się śni! Zacisnęłam powieki. Mówiąc sobie po cichu, żebym się obudziła, jednak zdenerwowany głos chłopaka utwierdzał mnie w przekonaniu, że jednak to jawa. Szybko wetknęłam informacje o Eliocie w gazety i kuśtykając dotarłam w drzwi.

- Już, już. – Odparłam, kładąc rękę na klamce i lekko ją naciskając. Zamek  ustąpił.

- Nareszcie! – Rozdrażniony brunet popchnął drzwi w moją stronę. Spojrzał na mnie swoim przenikliwym wzrokiem, jakby odgadnął, że szperałam w czymś zakazanym. Być może to prawda.

- Coś się stało ?  - Zapytał z rezerwą.

- Wszystko jest dobrze. – Odparłam, cofając się w stronę schodów. – Zamknij drzwi.

Kiwnął głową na zgodę.

- Po coś przyszedłeś ? – Zapytałam nerwowo, czując się dziwnie.

- Czyli już nie mogę do Ciebie przyjść tak bez powodu ?  - Odparł  uśmiechając się krzywo.

- Hmm…cóż jakoś nie widziałam Cię tu ostatnio. – Zauważyłam, kierując się w stronę salonu.

- Tęskniłaś ? – Zaśmiał się, łapiąc za moją  dłoń, odwracając mnie w swoją stronę.- Hmm?  - Uśmiechnął się, patrząc z góry w moje oczy. Biorąc pod uwagę, że był wyższy o głowę, czułam się, jak krasnoludek.

- Nie, nie tęskniłam. – Powiedziałam, układając usta w cienką linie.

Wyrwałam się z jego uścisku i usiadłam na kanapie.

- Pojdę zrobić nam herbaty. – Usłyszałam, jak otwiera szafkę.

Włączyłam telewizor, szukałam jakiegoś ciekawego filmu.

- Victoria. – Surowy głos odezwał się za mną.

Odwróciłam się, czując dreszcze u dołu kręgosłupa.

- T-tak? – Zająknęłam się, patrząc na chłopaka stojącego już przede mną.

Jego mina wyrażała czystą wściekłość, jednak w oczach zauważyłam coś dziwnego. Coś czego nie potrafiłam określić.

- Co to do kurwy jest ?!- Krzyknął wyjmując za pleców brązową teczkę.

CHOLERA…CHOLERA!

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!