HOW GREAT THOU ART (1967)

223 0 0
                                    

How Great Thou Art. „Był wspaniały, zabawny i autentyczny. Miał świetny charakter",tymi słowami o Elvisie Presleyu wyraziła się na zakończenie naszej rozmowy w 2018 roku jego była żona, Priscilla. „Był człowiekiem, cóż mogę powiedzieć. Podobnie jak większość artystów bardzo przejmował się swoją karierą. Po pierwsze i najważniejsze jednak – był wykonawcą. Elvis dotarł na sam szczyt. Jak każdy artysta, który porusza się po niezbadanym terenie, dokładał wszelkich starań by zadowolić swoich fanów.Troszczył się o nowy materiał, o nowe utwory by były takie których ludzie chcieliby słuchać, ale także takie, które on lubiłby później śpiewać. Był pierwszy i dla większości wykonawców starał się zachować swoją pozycję, robił to co naprawdę chciał".

W latach sześćdziesiątych Elvis tak często występował w hollywoodzkich filmach, że z czasem znaczna część jego wielbicieli zaczęła utożsamiać go z kreowanymi przez niego na ekranie postaciami. Jego fani coraz częściej dostrzegali w nim rozśpiewanego chłopca z gitarą otoczonego wianuszkiem pięknych dziewcząt niż poważnego artystę, który zaledwie dziesięć lat wcześniej dokonał przewrotu w światowej muzyce rozrywkowej. Tym samym niejednokrotnie zapominając o jego muzycznych inspiracjach i aspiracjach.

Tymczasem, w udzielonym na planie swojego ostatniego filmu, „Spinout", wywiadzie, Elvis wspomniał po raz pierwszy że chciałby nagrać drugi album z muzyką gospel i wyjawił, że od pewnego czasu pracuje nad nowymi utworami w zaciszu swojego domu. W ich opracowywaniu towarzyszyli mu jego wieloletni przyjaciele, Red West oraz Charlie Hodge. „Muzyka gospel była prawie niezmienną częścią wieczorów muzycznych" odbywających się od początku 1966 roku w hollywoodzkiej posiadłości Elvisa przy Rocca Place. W ich trakcie piosenkarz wraz ze swoimi przyjaciółmi sięgał m.in. po takie standardy tego gatunku jak „Show My Thy Ways, O Lord" grupy The Statesman, „Oh How I LoveJesus" czy „I John". Do wielu z tych kompozycji wrócił później podczas zaplanowanej na koniec maja sesji nagraniowej w Nashville.

W tym samym wywiadzie Presley przyznał również, że w ostatnim czasie duży wpływ wywarły na niego odnosząca w tamtym okresie spore sukcesy, folkowa grupa Peter, Paul And Mary oraz czarnoskóra wokalistka Odetta Holmes, a w szczególności jej ostatni longplay, „Odetta Sings Dylan" (wyd. 1965), na którym obok jedenastu innych klasycznych kompozycji Boba Dylana takich jak „Blowin' InThe Wind" czy „Mr. Tambourine Man" znalazła się także „Tomorrow Is A Long Time" (nagrana następnie przez Elvisa i wydana jako bonus na LP „Spinout").

Perspektywa nagrania nowego albumu z muzyką sakralną tchnęła w Presleya nową,twórczą energię, którą zdawał się utracić w ostatnich latach.Możliwość pracy nad materiałem o wiele ambitniejszym niż błahe plażowe piosenki śpiewane do roznegliżowanych dziewczyn, dzieci,psów czy krewetek wyzwoliła w nim dawno nie widziany entuzjazm,który częściowo zaobserwowały już osoby pracujące z nim nad soundtrackiem do komedii „Spinout" w lutym 1966 roku.

Podobnie jak sześć lat wcześniej gdy Elvis wchodził do studia żeby nagrać swoją pierwszą po zakończeniu służby wojskowej płytę, tak i teraz, oczekiwania wobec rozpoczynającej się 25 maja sesji nagraniowej były olbrzymie. Nadzieje wiązane z nowym, nie filmowym materiałem były tak olbrzymie, że wieczorem, w słynnym Studio B w Nashville oprócz Presleya, muzyków i grup wokalnych zjawiły się niemal wszystkie osoby odpowiedzialne w ostatnich latach za jego wizerunek i karierę. Freddie Bienstock i Lamar Fike reprezentowali spółkę Hill & Range. Z Nowego Jorku specjalnie przyjechał Harry Jenkins, który występował w charakterze przedstawiciela wytwórni RCA Victor, a na nagraniach pojawił się nawet pełnomocnik Toma Parkera, Tom Diskin.

Tym razem jednak, niemal od samego początku, głosy części obserwatorów były wyraźnie podzielone. Szczególnie w kwestii doboru repertuaru. Wiele osób bowiem, zarówno wtedy jak i wiele lat później, uważało, że wybrany przez Elvisa materiał nie był dostatecznie silny by zapewnić mu komercyjny sukces lub chociażby powrót w wielkim stylu na listy przebojów.„Decyzja Elvisa aby nagrać album z muzyką gospel, oprócz tego że dostarczyła mu inspiracji do następnych kroków w karierze miała również konsekwencje w wymiarze finansowym", uważał przyrodni brat piosenkarza, Rick Stanley. „Jednym z powodów dla którego Elvis nagrał tak wiele przeciętnych piosenek były pewne praktyki biznesowe będące wspólnym dziełem Parkera, RCA, wydawcy Elvisa, Hill & Range a w końcu samego Elvisa. Hill & Range zamawiało materiały dla Elvisa tylko u tych twórców, którzy byli gotowi zrzec się połowy swoich honorariów autorskich na rzecz Elvisa jako legalnego współtwórcy materiału. To podnosiło dochód Elvisa z każdego nagrania od trzydziestu do pięćdziesięciu procent. Gdy znajdował się na początku swojej kariery wielu autorów zgadzało się na te warunki bowiem wykonanie ich piosenek przez Elvisa w astronomicznym stopniu zwiększało szanse na to, że staną się one przebojem – a połowa dochodu z przeboju oznaczała o wiele więcej niż cały dochód z klapy. [...] Jednak w latach sześćdziesiątych autorzy sami nagrywali swój materiał lub sami mogli znaleźć popularnych wykonawców którzy gotowi byli nagrywać ich piosenki na bardziej korzystnych warunkach. Utwory muzyki gospel są w większości własnością publiczną (lub można je nagrywać za standardową opłatą bez konieczności targowania się), a Elvis mógł dodatkowo utwierdzić się w przekonaniu, że może śpiewać to co lubi".   

ELVIS: Wszystkie płyty króla 1966 - 1977Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz