Rozdział 3.

218 33 40
                                    

     Całe szczęście, że nie cierpię na klaustrofobię. Usiadłam na krześle i sprawdziłam, czy jeśli rozłożę ręce to dotknę ściany po obydwu stronach, po czym stwierdziłam, że muszę przestać, bo jeśli ktoś wejdzie to uzna mnie za wariatkę. Wsadziłam nos w dokumenty i jak chwilę później zerknęłam na zegar było już wiele godzin później, a mi udało się przebrnąć zaledwie przez połowę. Pot wstąpił mi na czoło, gdy znalazłam błąd w słowie „nieruchomości" i dwa w słowie „dochód". To się chyba jakoś nazywa. Dysortografia? Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że jestem piekielnie inteligentną kobietą, która zna trudne słowa.

     Jakby na to nie spojrzeć, choć mój szef z ortografii był noga, obliczenia wykonywał bezbłędnie. Nie można mieć wszystkiego – albo jesteś umysłem ścisłym, albo humanistycznym. Zresztą, robiło mi się lepiej na myśl o tym, że choć jest dyrektorem i ma gabinet z oknem oraz mnóstwo kasy, to chociaż nie wie, kiedy napisać „u" otwarte, a kiedy zamknięte.

     Nie wychodziłabym na spotkanie z nim dziesięć minut przed czasem, gdybym wiedziała, że drzwi do jego gabinetu znajdują się tuż obok moich. Ja tymczasem wybrałam się na prawdziwą wycieczkę po budynku, dopóki nie trafiłam na mapkę, znajdującą się na parterze (a przypomnijmy, że budynek miał piętnaście pięter) i dopiero dzięki niej zrozumiałam, że ten dzień nie mógłby być wspanialszy. Ostatecznie, spóźniłam się.

     Dotarłam pod jego drzwi cztery minuty za późno, ale postanowiłam, że będę robić dobrą minę do złej gry. Wyprostowałam się, poprawiłam spódnicę i zapukałam. Nikt nie otwierał, więc przytknęłam ucho do drzwi, by sprawdzić, czy ktoś w ogóle jest w środku. Nie przewidziałam tego, że drzwi otwierają się do zewnątrz. Ktoś pchnął je od środka, usłyszałam huk, a potem znalazłam się na ziemi i trzymałam się za nos, pewna, że zrobił się wklęsły.

     - Nic się pani nie stało?!

     Poczułam czyjeś ręce, które oderwały moje dłonie od nosa, a potem otworzyłam oczy i ujrzałam dwoje niebieskich oczu, uważnie badających moją twarz.

     - Podsłuchiwała pani, czy co?

     Potrząsnęłam głową, co zaowocowało natychmiastowym bólem głowy. Jęknęłam.

     - Niech pani przestanie trząść tą głową! Wstajemy – Pomógł mi się podnieść i podtrzymał mnie, gdy lekko zachwiałam się na nogach. – A jeśli ma pani wstrząśnienie mózgu? Mogłem walnąć aż tak mocno? Ostatni raz entuzjastycznie otwierałem drzwi...

     Uśmiechnęłam się lekko i chciałam powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale nos pulsował, a ja marzyłam o zimnym okładzie.

     - Wie pani co? Pojedziemy do szpitala – powiedział, wręczając mi jednocześnie z dwadzieścia chusteczek, bym przyłożyła je do krwawiącego nosa.

     - Nie ma takiej potrzeby, panie dyrektorze. To absolutnie niepotrzebne. Wystarczy, że na momencik usiądę i przestanie mi się kręcić w głowie.

     Przyglądał mi się chwilę, po czym zebrał kolejne dwadzieścia chusteczek i zaprowadził mnie do samochodu. Ledwie pamiętałam drogę windą w dół. Stanęłam przed białym terenowym pojazdem jak wryta i mimo zachęty z jego strony, nie zrobiłam ani kroku dalej.

     - Niech pani wsiada – naciskał.

     - Nie, panie dyrektorze. Nie mogę.

     - Czemu?

     Cofnęłam się jeszcze o krok.

     - To bardzo ładne i drogie auto, a ja krwawię. Nie chcę nic zabrudzić. Wie pan co, pojadę autobusem.

Łączy nas nienawiśćOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz