wybory do drużyny

1 0 0
                                                  

Weszłam do windy, czekając na Ashę. Czułam, jak zbliża się do mnie. Odwróciłam się do lustra, żeby poprawić włosy. Przewróciłam oczami, a następnie stanęłam przodem do kucającej, wręcz czającej się na mnie, przyjaciółki.

— Znowu chciałaś mnie przestraszyć? — zaśmiałam się. — Nauczyciele znowu by się na nas darli, a w szczególności na ciebie za wywoływanie niepotrzebnego, mojego krzyku.
Ciemnowłosa zaśmiała się, klepiąc mnie po ramieniu. Pokręciłam głową z dezaprobatą.

///

Trener zlustrował wszystkich przybyłych na eliminacje do szkolnej drużyny siatkówki żeńskiej. Wydawało mi się, że jedyne dziewczyny, które rzucały mu się w oczy to ja i Asha. Trener wyglądał, jakby myślał, że ja tu przyszłam jako taki żart. Mężczyzna podrapał się po głowie. Mina pana Suss mówiła, coś w stylu „z tej drugiej mogłoby coś być". Westchnął głęboko, po czym wziął gwizdek do buzi i dmuchnął w niego. Wszystkie dziewczyny stanęły prosto jak kołki wbite w ziemie. Patrzyłyśmy wyczekująco na trenera, aż ten kazał nam zrobić pięć kółek wokół boiska.

— Miernota, miernota, jeszcze większa miernota! Zeusie, uratuj mnie! — krzyknął, gdy z dziewczynami przebiegałyśmy obok niego, kończąc piąte okrążenie.

Spojrzał po młodzieży, skanując wszystkich wzrokiem. Najlepiej trzymała się Idra Boloom, a najgorzej, nikt inny jak, ja. Stałam pochylona do przodu, opierając ręce o swoje kolana. Sapałam, gorzej niż gdyby najlepszy biegacz przebył dziesięciokilometrowy maraton. Moja mina wyrażała zdruzgotanie i zmęczenie, nie to, co moja przyjaciółka.

Asha podeszła do mnie i poklepała po plecach. Zaśmiała się, kiedy odkaszlnęłam, widocznie przesadzając, że z moim stanem jest bardzo źle. Mogłam sobie na to pozwolić, nie stworzyli mnie do biegania, a do przewidywania śmierci, no przepraszam bardzo.

— Dobra dzieciaki, nie wierzę, że to mówię, ale do drużyny dostały się Asha Akane, Idra Boloom — trener przerwał, westchnąwszy głęboko. Spojrzałam na niego i wyglądało na to, że nie wierzył w to, kogo nazwisko wypowie kolejne — oraz Mcvey!

Ledwo co się wyprostowałam, zostałam zaatakowana przez moją przyjaciółkę. Wraz z Ashą przybiłyśmy sobie piątkę oraz podskoczyłyśmy, zderzając się klatkami piersiowymi. W konsekwencji czego wylądowałam na ziemi, przez co tyłek zaczął boleć mnie niemiłosiernie. Jednak był to mój najmniejszy wtedy problem, ponieważ musiałam wymyśleć coś, żeby pan Suss wyrzucił mnie z drużyny. Po chwili zaczęłam się zastanawiać, dlaczego byłam taka podekscytowana, że aż przybiłam piątkę z Ashą.

Spojrzałam po koleżankach z drużyny i odechciało mi się już nawet żyć. Dziewczyny wyższe ode mnie, dosłownie z garbem większym niż moje ambicje życiowe, bardzo widoczne kości, a mimo to, jakby się taka na mnie przewróciła, to mogliby dla mnie kopać grób.

— Jak to się stało, że ja tu jestem? — wymamrotałam pod nosem i zobaczyłam, jak Asha podnosi głowę i spogląda na mnie, z drugiego końca boiska. Co ona tam robiła?

Miałam wrażenie, że to jej kolejny wygłup. Tym razem nie będzie tak śmiesznie, bo jak zazwyczaj szybko wyplątujemy się ze swoich kłopotów, tak tutaj mamy większy i mniej zabawny problem. Trener Suss. Ktoś, kto nigdy nie przyjmuje słowa „nie", nie uwzględnia tego nawet w swoim słowniku. Jak powiedzieć mu więc, że nie chcemy przychodzić na treningi. Trudny orzech do zgryzienia, z którym Asha będzie musiała poradzić sobie sama.

Kilka kosmyków spadło mi na czoło, więc próbowałam je poprawić, dmuchając na nie. Musiałam wyglądać komicznie, ale w tamtym momencie naprawdę przeszkadzały mi w bezproblemowej egzystencji.

yellow hearts | scrapsWhere stories live. Discover now