Rozdział dziewiąty

2.6K 253 124
                                              

Massimiliano

Przy stole panuje ciężka atmosfera. Niby każde z nas zachowuje pozory, przykleja na usta uśmiech, jednak można wyczuć tę nutkę unoszącej się w powietrzu nienawiści.

To Vincenzo emanuje negatywnymi fluidami. Łypie na Blair spod byka, grzebiąc widelcem w ziemniakach i popija zbyt dużą ilością whisky. Nigdy nie pił do obiadu, a to coś zupełnie nowego.

Skłamałbym, gdybym powiedział, iż dzisiejszy obiad był przypadkiem. Nie był. Chciałem mieć Blair i przyjaciela w jednym miejscu, by móc ich obserwować.

To był dla niego test. Chciałem na własne oczy sprawdzić jego reakcję na dziewczynę, której ponoć nie znał. Tylko jak nie znać kogoś, komu urządziło się awanturę i zwolniło z pracy, praktycznie bez żadnego sensownego powodu? Okłamał mnie, patrząc mi prosto w oczy.

Teraz na jak na tacy oboje wykładali mi swoje emocje. Blair była koszmarnie spięta, siedziała prosto i oddychała, jakby przebiegła maraton.

Vincenzo co rusz kiwał głową, jakby nie dowierzając w obecność siedzącej obok niego brunetki. Na pierwszy rzut oka wiadome było, że się znają i mają coś do siebie.

Nie przyznałem się do wiedzy, w której wszedłem posiadanie. Przypuszczam, że wtedy mój plan poszedłby się pieprzyć. Widocznie Vincenzo musiał mieć dobry powód, by okłamać mnie w szpitalu i nie podać mi informacji, iż pracowała w moim hotelu. Nie trzeba być geniuszem, by nie zorientować się w sytuacji. Coś między nimi zaszło, a ja musiałem wiedzieć co. Potrzebowałem tylko trochę czasu na dojście do prawdy, demaskując ich. Mój przyjaciel był przebiegłym człowiekiem i jeśli nie chciał o czymś mówić, mogło się palić i walić, a on nie powiedziałby dosłownie nic. Tak byliśmy szkoleni, dlatego był godnym przeciwnikiem.

Poczekam cierpliwie i krok po kroku dotrę do celu. Blair spędzi pod moich dachem długie dwa tygodnie, które wykorzystam na obserwację. Zachowam ostrożność, by ich nie spłoszyć i by nie zorientowali się w moim planie.

Nigdzie mi się nie śpieszyło.


Blair:

Po obiedzie atmosfera nieco się rozluźniła. Może to dlatego, iż opuściłam towarzystwo i aktualnie stałam przy basenie, delektując się pięknym widokiem przed sobą i popijając przepyszną kawę przygotowaną przez Nancy. Prze kochana kobieta, która przegoniła mnie, kiedy chciałam pomóc jej zbierać naczynia. Nie przywykłam, by ktoś mi usługiwał i czułam się z tym koszmarnie.

Nie miałam pojęcia, w jakim wieku była Nancy. Strzelałam, że coś koło pięćdziesiątki i mimo tego, iż świetnie się trzymała, miałam wyrzuty, że skakała obok mnie, a ja siedziałam i patrzyłam na to bezradnie. Nawet Massimiliano kręcił głową, niemo karcąc moje chęci. Nie, tak nie mogło być. Nie zgodzę się na coś takiego!

- Blair - szept za moimi plecami burzy mój spokój, zastępując go strachem. Zaciskam palce na filiżance, próbując zachować spokój. Czuję, że Massimo siedzący na patio wciąż mnie obserwował, więc i Vincenza również - Chyba trzymasz się całkiem nieźle, co? - jak na zawołanie mój bark oraz rana po operacji rwą, przypominając o jego czynie.

- Mam ochotę poczęstować cię wiązanką słodkości i środkowym palcem, ale powstrzymam się - zbieram w sobie odwagę i odwracam się, by stanąć z nim twarzą w twarz. Tak samo, jak Massimo, Vin jest wysoki i muszę unieść głowę, by spotkać jego przeszywające spojrzenie - To zabawne, że przy obiedzie siedzieliśmy przy jednym stole, nie uważasz?

- Nie spodziewałem się tego, Massimo bardzo mnie zaskoczył. Przez cały czas miałem nadzieję, że wybije sobie ten durny pomysł z głowy.

- Więc jest nas dwójka. Szkoda, że taki uparty z niego osioł - burczę nadąsana, na co Vincenzo uśmiecha się, błyskając białymi zębami. Ku mojemu zaskoczeniu, odgarnia kosmyk moich włosów, zakładając go za ucho.

Sweet TemptationWhere stories live. Discover now