Przesunąłem palcami po zimnej, metalowej klamce, po czym pchnąłem ją, tym samym otwierając drzwi. Wietrzna pogoda została zastąpiona zapachem kawy i głośnymi rozmowami ludzi, które zlały się w jeden, wielki bełkot. Myślałem, że poczuję się tu źle, wśród uśmiechniętych ludzi, siedzących razem przy stolikach par. Ale nie było tak, a nawet poczułem swego rodzaju radość, gdzieś tam głęboko. Mój wzrok powędrował z jednego końca pomieszczenia w drugi, a ja wziąłem głęboki wdech, wyjmując ręce z kieszeni. W końcu w tłumie dostrzegłem czarne włosy i tą charakterystyczną twarz. Dziewczyna mieszała łyżeczką w zamówionej herbacie, gdyż nie przepadała za kawą, patrząc w zamyśleniu za okno. Przełknąłem ślinę, a uczucie, które mnie właśnie ogarnęło mógłbym porównać do strachu zmieszanego ze zniecierpliwieniem. Zrobiłem pierwszy krok i zbliżałem się powoli do stolika, w końcu podchodząc i zajmując miejsce.

Zielone oczy Franky zwróciły się na mnie, a na jej ustach pojawił się mały uśmiech, który nie sięgnął jej oczu. Odwzajemniłem gest z czystej grzeczności, właśnie zdając sobie sprawę, jak dawno tego nie robiłem. Spojrzałem na swoje dłonie położone na ciemnym blacie, po czym ponownie na dziewczynę.

"Cześć." w końcu wyszeptała, skanując z zaciekawieniem moją twarz. Jej włosy były napuszone od wiatru, a po lewej stronie założyła je za ucho. Ponownie uniosłem kąciki ust.

"Cześć." odparłem, czując się trochę... dziwnie. Pierwszy raz od siedmiu miesięcy wyszedłem z kimś na spotkanie i pierwszy raz zachowywałem się tak naprawdę jak człowiek. Jak ktoś normalny, kto spotyka się ze znajomymi i ma jakieś ludzkie odruchy.

"Myślałam, że się rozmyślisz." zaśmiała się pod nosem Franky, biorąc łyk herbaty i ponownie odstawiając filiżankę na stół. Zmarszczyłem brwi zdziwiony jej słowami i jednocześnie odkryłem, jak bardzo wydoroślała. Cholera, oni wszyscy wydorośleli. Tylko ja miałem wrażenie, że stoję w miejscu. 

"Muszę się dowiedzieć..." powiedziałem niepewnie, uciekając wzrokiem od jej natarczywego spojrzenia. "Jestem jej to winien." ściszyłem głos, jakby nikt  nie miał prawa usłyszeć tego, co powiedziałem. Franky pokiwała tylko głową, przygryzając wargę. Przez chwilę zapanowała między nami cisza, która jednak nie była niezręczna. Była po prostu smutna.

"Byłam ostatnio u jej mamy." słowa Franky przecięły powietrze, sprawiając, że wyprostowałem się, skupiając na niej całą swoją uwagę i niemo prosząc, by kontynuowała. "Poprosiłam, czy mogłabym wejść na chwilę do jej pokoju..." teraz to dziewczyna spuściła wzrok, zapewne będąc zawstydzoną swoimi poczynaniami. Zdziwiłem się, że to zrobiła, przecież praktycznie nie znała Nadine.

"Wiem, co myślisz. Po co tam poszłam, przecież jej nie znałam." zaśmiała się smutno. "Ale ona była wyjątkowa. Nie trzeba było znać jej latami, by poczuć z nią jakąś dziwną więź, ale ty doskonale mnie rozumiesz..." spojrzała na mnie wymownie, uśmiechając się delikatnie. Pokiwałem głową, przełykając gulę rosnącą w gardle.

"Musiałam po prostu... jakoś się z nią pożegnać. Z resztą, nieważne. Usiadłam na łóżku w jej pokoju i co jest zabawne...czułam tam ciebie. Was." zaśmiała się z siebie, nie patrząc na mnie, tylko na swoje dłonie, jakby właśnie oczami wyobraźni widziała wszysko, co się wtedy stało. "Patrzyłam na wszystko, co należało do niej. Wyglądało na takie... martwe. Jakby odeszło razem z nią. W życiu nie widziałam bardziej smutnego pokoju. Ale może to tylko ja. W każdym razie, pod biurkiem zobaczyłam torebkę, była zniszczona. Pomyślałam, że to bardzo dziwne, więc z jakiejś głupiej ciekawości podeszłam tam i ją wzięłam. W środku znalazłam to." mruknęła, przekręcając ciało w prawo, by wyjąć coś z torebki.

Na stół położyła mały notes, trochę mniejszy od zeszytu. Jego kartki były pogniecione, okładka porysowana. Przedmiot leżał na stole, zaraz przed moimi oczami, a ja wpatrywałem się w niego jak idiota, nie mogąc zmusić się, by w ogóle go dotknąć. Jednocześnie ciekawość płonęła we mnie, zajmując coraz to większy obszar. 

alone // a.irwinRead this story for FREE!