Rozdział dwudziesty drugi

1.8K 173 65
                                              

Nadia POV:

Budzi mnie ruch za plecami i ciche mruczenie, przypominające o tym, gdzie się obecnie znajdowałam.

Nowy dom Jaspera był piękny, duży i jasny, tak różniący się od ciemnego klubu. Wczorajszego wieczora byłam zbyt zmęczona, żeby rozglądnąć się dookoła i poprosiłam tylko o możliwość położenia się i odespania. Jasper chętnie zaprowadził mnie do łazienki i wziął ze mną prysznic, bardzo dokładnie myjąc moje ciało. Nie miałam ochoty na zbliżenie, bolała mnie głowa i tęsknota pożerała moje serce. Jasper odpuścił, tuląc mnie do snu, czym szczerze mnie zaskoczył.

Wciąż rozmyślałam o tym, jak blisko mnie był Jason i jak okrutnie pogrywał sobie z nami los. Dwie szanse, obie zmarnowane. Gdyby się udało, w tym momencie nie leżałabym w ramionach człowieka niszczącego moje życie, a w ramionach mężczyzny, któremu oddałam swoje serce. Niestety życie to bezlitosna suka, bez wahania kopiąca w dupę i zostawiająca na pastwę losu. Musiałam radzić sobie sama i to nie tak, że miałam zamiar się poddać i podporządkować. Dom stał blisko portu, z okna widziałam zacumowane wielkie jachty, skaliste wzgórza i wysokie budynki. Właściwie byliśmy wśród innych ludzi, w centrum miasta. Wystarczyło opuścić dom i poszukać pomocy, co zamierzałam wykorzystać. Odległość dzieląca mnie od Jasona nie była przeszkodą, ponieważ tę dało się pokonać.

Odświeżona, uczesana i ubrana w ładną, białą sukienkę idę obok potężnej sylwetki Vlada. Między nami panuje cisza, jednak kątem oka zauważam zaciśniętą szczękę i zwinięte w pięści dłonie. Vlad od zawsze mnie przerażał. Miał w sobie coś takiego, przez co nogi miękły, a serce boleśnie obijało żebra. Pewnych ludzi nie dało się polubić i do tej grupy zaliczał się Vlad. Przypuszczam, że nawet gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach, nie byłabym w stanie wypowiedzieć do niego słowa.

- Wszystko w porządku? - pytam, modląc się w duchu, żeby go nie zezłościć.

- Nie, nic nie jest w porządku - chrypi ponuro, odbijając w lewą stronę.

Na tym nasza rozmowa się kończy. Vlad nie dodaje nic więcej i ja również nie dopytuję. Zapewne nie zwierzy się jak przyjaciółce i nie wyświergocze, co jest nie tak. Może on był niezadowolony, ja wręcz przeciwnie. Cieszyłam się, że coś idzie nie po ich myśli, bo to mogło oznaczać ratunek dla mnie.

Jasper czeka na mnie na patio. Widok zapierał dech w piersiach i aż musiałam na moment przystanąć, aby pochłonąć wszystko w całości. Dom stał na wzgórzu, otoczony przez inne domy, przystań i mnóstwo jachtów. Nigdy wcześniej nie byłam w Monako i teraz bardzo tego żałowałam. Podróżowanie i odkrywanie takich miejsc musi być niesamowicie ekscytujące.

- Usiądź, króliczku - niski głos Jaspera sprowadza mnie na ziemię. Zajmuję wygodne, wiklinowe krzesło z białymi poduchami i rozkładam serwetkę na kolanach. Przede mną stoi już talerz w kolorze głębokiego turkusu oraz stół zastawiony jedzeniem. Mimo skurczu w brzuchu, nie mam apetytu i nawet pięknie wyglądające rogaliki mnie nie przekonują - Dlaczego nie jesz? - Jasper opiera łokieć na oparciu fotela i masuje brodę, uważnie mi się przyglądając.

- Nie jestem głodna. Napiję się tylko kawy - sięgam po dzbanek, jednak Jasper mnie wyprzedza. Przytrzymuje wieczko i nalewa do filiżanki czarny jak smoła płyn. Nigdy nie przepadałam za czarną kawą, na szczęście dostrzegam mleko, wlewając go całkiem sporą ilość - Więc... jak ci się spało? - zagaduje, przekrawając rogalik i smarując go dżemem. Zastanawiam się, dlaczego jest dla mnie taki miły.

- Dobrze - upijam łyk kawy i przekręcam głowę, napawając się widokiem.

- Cieszę się, że odpoczęłaś - uśmiecha się pod nosem, wgryzając w rogalika. Teraz ja mu się przyglądam, próbując rozszyfrować jego zachowanie. Chyba jest w dobrym humorze, bo między brwiami nie dostrzegam znajomej zmarszczki zwiastującej kłopoty. Oblizuje usta z dżemu i sięga po wysoki kubek, patrząc na mnie znak jego brzegu. Spędziłam z nim miesiąc, to niewiele, z drugiej zaś strony wystarczająco, aby przekonać się o brutalności siedzącego naprzeciwko mnie mężczyzny. Wiem, na co go stać i wiem też, że jestem jego słabością. Gdyby tak nie było, każdy z klubu mógłby pieprzyć mnie na jego oczach, sprawiając mu tym przyjemność.

Dirty Revenge - Part IIWhere stories live. Discover now