Przestanę istnieć

1.2K 98 51
                                                  

Zajechałem pod klub, ale nadal byłem niesamowicie wkurwiony! Jedną z najgorszych decyzji w moim życiu, było sprowadzenie tego pieprzonego lwa!

Dodatkowo, ona jak zawsze stanęła po jego stronie! Kurwa!!! Może i przesadziłem, krzycząc, by to jego poślubiła, jednak nic nie mogłem poradzić na to, że ten sierściuch strasznie mocno działał mi na nerwy i to już od dłuższego czasu.

Odpaliłem papierosa, stając na schodach, przed wejściem do budynku.

Starałem uspokoić zszargane nerwy, powoli i głęboko zaciągając się nikotyną. Po chwili z siedziby wyszła Eliza z Fire'em, kłócąc się o coś. Kurwa! Nigdzie nie mogło być spokojnie?

— Pieprz się! – warknęła do niego, schodząc ze schodów.

Przystanęła obok mnie i wyrwała fajkę z mojej dłoni. Syknąłem do niej, nosz kurwa mać! Mój ostatni papieros!

— A ty nie świętujesz zaręczyn? – zapytała.

Spojrzałem na nią spod byka i wziąłem moją fajkę, prychnęła pod nosem i pokręciła głową.

— Lilly świętuje je ze swoim kotem – powiedziałem na odczepne i ponownie się zaciągnąłem.

Ona zaczęła marudzić po cichu, że wszyscy faceci to idioci i ruszyła w stronę swojego samochodu. Jej stary ruszył za nią, na co krzyknęła do niego, że jedzie do Lils, bo nie ma ochoty się dziś już więcej na niego patrzeć.

Ten wrócił i przystanął przy mnie, ciężko wzdychając.

— O co wam poszło? – zapytałem.

Choć miałem swoje problemy, on był dla mnie bratem, wolałem wiedzieć co się między nimi pierdoliło.

— Wkurza się na mnie, że się jej nie oświadczyłem jeszcze – westchnął, przecierając dłońmi twarz.

Popatrzyłem na niego, mrużąc lekko oczy.

— To czemu tego nie zrobisz? – Mieli już kilkuletni staż, więc chyba nastała najwyższa pora.

— Skoro jest dobrze, tak jak jest, to po co to komplikować? – zadał pytanie.

— Chyba jednak nie jest dobrze, tak jak jest – stwierdziłem, przez co się zamyślił. — Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę upić się do nieprzytomności.

Skończyłem palić, po czym weszliśmy do środka i skierowaliśmy się do głównej sali. Było niewielu braci. Większość albo miała kaca, albo pewnie pieprzyła dziwki. Ewentualnie wrócili do swoich domów.

Fire poszedł po alkohol, ja się rozsiadłem na kanapie i wyciągnąłem telefon. Wahałem się, czy przypadkiem czegoś jej nie napisać, żeby się nie martwiła, jednak olałem to i po prostu wyłączyłem komórkę. Jak każdy facet, potrzebowałem kilku godzin tylko dla siebie.

Po około pięciu minutach, przyszedł Fire z zaopatrzeniem whisky i dodatkowo wódki, twierdząc, że on też miał ochotę urżnąć się w trupa.

Piliśmy, praktycznie nie rozmawiając. W tle leciał jakiś mecz koszykówki, ale nawet się na nim nie skupiałem, choć moje oczy były utkwione w telewizorze.

Nim się obejrzałem, byłem już dość mocno pijany. Gdy chciałem wstać, od razu usiadłem z powrotem na dupie. Zaśmiałem się sam do siebie. Spojrzałem w bok i ostrzegłem śpiącego, z otwartą gębą, Fire'a.

Podszedł do mnie Thunder i coś zaczął gadać, wiedziałem tylko tyle, że był zdenerwowany.

Pomógł mi wstać i jakoś dotaszczył do klubowego pokoju. Rzucił mnie na łóżko, mamrocząc pod nosem, że musimy jutro poważnie porozmawiać. Machnąłem ręką na zgodę i zamknąłem powieki, odpływając w słodki sen.

Dziewczyna z lwem - saga „Mimo wszystko" część trzecia (ZAWIESZONA)Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz